Wyprawa na cztery wzgórza – cz. III – Leyai

mama lepi ganek, żeby się nie kurzyło

Songa to największa z okolicznych wiosek, gdzie znajdują się bardzo lokalne urzędy, dojeżdża miejski transport i podobno można nawet dostać sodę (czyli wybór dobrze znanych napojów marki coca-cola). My jednak nie zawitałyśmy do centrum i udałyśmy się do kolejnej doliny, by wdrapać się na wzgórze do wioski zwanej Leyai. To miejsce, gdzie Kanini mieszkała, kiedy pierwszy raz zawitała do Marsabit, więc czuje się tam jak u siebie. Mieszka u mamy, której syn jako jedyny z całej wioski poszedł na uniwersytet, co jest chlubą okolicy. Leyai to ostatnia wioska przed granicą z plemieniem Borana i za dobrych czasów wszyscy żyli tu w zgodzie. Zdecydowanie widać wpływ drugiej kultury na sposób budowania lepianek i ubiór mieszkańców. Kiedyś wioska była bardzo rozległa i każdy miał dla siebie dużo przestrzeni. Kilka lat temu z powodu konfliktu wszyscy musieli się zgromadzić ciasno w jednym miejscu, a wszystkie rodziny Borana zostały wysiedlone do tzw. miejsc IDP (Internally displaced person – uchodźstwo wewnętrzne)

rozbijanie fasoli

W Leyai mieszkają dwie dziewczyny – Lilian i Susan, które mieszkały z nami w Marsabit zaraz po moim przyjeździe. Miło było znowu zobaczyć znajome twarze 🙂 Wybrałam się z nimi na wycieczkę po pięknej okolicy i miałam nawet możliwość zobaczyć jak rozbija się fasolę zaraz po zebraniu 😉 a wieczorem uczyłam dziewczyny polskich piosenek 🙂  W niedzielę za to uczestniczyłam w nabożeństwie, które odbywało się zamiast Mszy, bo nie każdego tygodnia dojeżdża tam ksiądz. Nabożeństwo miało przebieg normalnej Mszy św. z wyjątkiem konsekracji darów.

Naszym głównym celem, prócz tego żeby wypocząć, były odwiedziny w szkole. Tutaj wieczorne nauczanie przyniosło bardzo wymierne owoce w postaci tego, że wszystkie dzieci z wyjątkiem dwóch poszły do regularnej szkoły. To ogromny sukces i wielka radość dla Kanini. Moja rola była głównie fotograficzna – chcemy rozpocząć spisywanie wszystkich uczestników nocnych nauk. W wiosce też bardzo prężnie działają grupy rolnicze, które wzajemnie wspomagają swoich członków przy zakupie nasion i przy sprzedaży  uprawianych warzyw. Widać wiele pięknych poletek pomidorów, kukurydzy, cebuli i sukumy – serce roście 🙂

Z Leyai ruszyłyśmy już w stronę ostatniej doliny, gdzie obecnie budowana jest tama. Tam już znajomi inżynierzy zgarnęli nas, jadąc do Marsabit na lunch. Tym oto sposobem zakończyłyśmy wyprawę na cztery wzgórza – zmęczone i bardzo zakurzone, ale było warto 🙂

Zapraszam do galerii z Leyai

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *