Songa to największa z okolicznych wiosek, gdzie znajdują się bardzo lokalne urzędy, dojeżdża miejski transport i podobno można nawet dostać sodę (czyli wybór dobrze znanych napojów marki coca-cola). My jednak nie zawitałyśmy do centrum i udałyśmy się do kolejnej doliny, by wdrapać się na wzgórze do wioski zwanej Leyai. To miejsce, gdzie Kanini mieszkała, kiedy pierwszy raz zawitała do Marsabit, więc czuje się tam jak u siebie. Mieszka u mamy, której syn jako jedyny z całej wioski poszedł na uniwersytet, co jest chlubą okolicy. Leyai to ostatnia wioska przed granicą z plemieniem Borana i za dobrych czasów wszyscy żyli tu w zgodzie. Zdecydowanie widać wpływ drugiej kultury na sposób budowania lepianek i ubiór mieszkańców. Kiedyś wioska była bardzo rozległa i każdy miał dla siebie dużo przestrzeni. Kilka lat temu z powodu konfliktu wszyscy musieli się zgromadzić ciasno w jednym miejscu, a wszystkie rodziny Borana zostały wysiedlone do tzw. miejsc IDP (Internally displaced person – uchodźstwo wewnętrzne)
W Leyai mieszkają dwie dziewczyny – Lilian i Susan, które mieszkały z nami w Marsabit zaraz po moim przyjeździe. Miło było znowu zobaczyć znajome twarze 🙂 Wybrałam się z nimi na wycieczkę po pięknej okolicy i miałam nawet możliwość zobaczyć jak rozbija się fasolę zaraz po zebraniu 😉 a wieczorem uczyłam dziewczyny polskich piosenek 🙂 W niedzielę za to uczestniczyłam w nabożeństwie, które odbywało się zamiast Mszy, bo nie każdego tygodnia dojeżdża tam ksiądz. Nabożeństwo miało przebieg normalnej Mszy św. z wyjątkiem konsekracji darów.
Naszym głównym celem, prócz tego żeby wypocząć, były odwiedziny w szkole. Tutaj wieczorne nauczanie przyniosło bardzo wymierne owoce w postaci tego, że wszystkie dzieci z wyjątkiem dwóch poszły do regularnej szkoły. To ogromny sukces i wielka radość dla Kanini. Moja rola była głównie fotograficzna – chcemy rozpocząć spisywanie wszystkich uczestników nocnych nauk. W wiosce też bardzo prężnie działają grupy rolnicze, które wzajemnie wspomagają swoich członków przy zakupie nasion i przy sprzedaży uprawianych warzyw. Widać wiele pięknych poletek pomidorów, kukurydzy, cebuli i sukumy – serce roście 🙂
Z Leyai ruszyłyśmy już w stronę ostatniej doliny, gdzie obecnie budowana jest tama. Tam już znajomi inżynierzy zgarnęli nas, jadąc do Marsabit na lunch. Tym oto sposobem zakończyłyśmy wyprawę na cztery wzgórza – zmęczone i bardzo zakurzone, ale było warto 🙂
Zapraszam do galerii z Leyai


