Życie na Langacie

Pumba na podwórku

Życie w stolicy to jednak nie to samo, co w małym Nyahururu. Jest dużo plusów: w centrum mnóstwo sklepów, kawiarni, klubów; można tu dostać prawie wszystko; dużo znajomych; wydarzenia kulturalne – na za tydzień już zaplanowane wyjście do teatru 🙂

Są też niestety minusy: popołudniami wszystko stoi w jednym wielkim korku (jest gorzej niż w Warszawie); życie jest dużo droższe niż na prowincji; w całym Nairobi są duże niedostatki wody – w kranie pojawia się dwa razy w tygodniu, wtedy  napełnia się zbiornik, który powinien wystarczyć na resztę tygodnia, ale często nie wystarcza.

Jest też o wiele cieplej – w ciągu dnia ok 25 st albo nawet więcej, ale nie wiem, czy to plus czy minus 😉

Mieszkam teraz u cioci mojej koleżanki, która jest policjantką, dom więc (całkiem przestronny) mieści się wewnątrz policyjnego osiedla. Całe jest ogrodzone, a przy wjeździe umundurowana straż – prawie jak strzeżone osiedle na Kabatach 😉 Ciekawym lokatorem, którego widuję często w okolicy, jest pewien guziec, czyli zwierzaczek znany z Króla Lwa jako Pumba 🙂 Jest tu całkiem zielono i spokojnie jak na Nairobi. Mam blisko do szkoły, podstawowego sklepu i kościoła. W pobliżu jest też szpital i cmentarz, ale ufam, że te okażą się zbędne 😉

Dziś też pierwsze odwiedziny znajomych z Nyahururu, więc nie ma kiedy się nudzić 😉

p.s. W poniedziałek mój blog będzie nieczynny w proteście przeciwko ustawie ACTA (europejskiej wersji amerykańskiego SOPA/PIPA), która prowadzić może do cenzury w Internecie. Do zobaczenia we wtorek!

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *