Dzika Ukraina. Szlaki, których na mapie nie znajdziesz. Drogi prowadzące w nieznane, niebezpieczne miejsca. Góry nieodkryte i bezludne. Takie było moje wyobrażenie o Ukraińskich Gorganach, dopóki nie zobaczyłam… sauny z basenem 🙂 Okazało się, że szlaki jednak są i to całkiem wyraźne, a ludzie przyjaźni i często o wiele bardziej serdeczni niż Polacy. Widoki były prześliczne, towarzystwo wprost bajeczne, kwas chłodny, sauna gorąca, strumyk lodowaty, wino tanie, karty sprzyjające i pogoda jak na zamówienie. Księżyc miał okrągłą twarz i bywał wierzchołkiem trójkąta, a smutny rosochaty bas biegał wiernie przy nodze. Konie galopowały po moście (powodując wiele zamieszania przy ich liczeniu) lub po prostu stały sobie przy drodze, strasząc, niczego się nie spodziewających, turystów, powracających z baru. Wędrowcy byli wytrwali mimo plagi muszek, dymu i nieustającego smutku. Msza przy strumieniu dodawała sił, koronka na szczycie wznosiła ponad świat, a Pan Bóg był wciąż na wyciągnięcie ręki. Niestety Ikarus mimo swego podeszłego wieku, ostatkiem sił doczołgał się do Warszawy, zostawiając za nami zieloną Ukrainę i wspomnienia, każąc powrócić do rzeczywistości…
Dziękuję Wam, wędrowcy, za wspólne wędrowanie, śpiewanie, upadanie, powstawanie i modlitwę. Do następnego!
Podpisano
siostra Agatka 😉
Ze szczególnymi pozdrowieniami dla Wielkiej Trójcy ;))
