Minął kolejny miesiąc i niby tyle się działo, a nic się nie wydarzyło… zaliczyłam sesję (już prawie ostatnią :)), wyszalałam się na nartach, postarzałam się o kolejny rok, kilkadziesiąt długich godzin spędziłam w pracy, kilkanaście trochę krótszych na uczelni, trochę szkoliłam, trochę mnie szkolili… Niezliczone ilości kilometrów przebyłam metrem, pociągiem, autobusem, samochodem, pieszo, na dwóch nartach, na dwóch łyżwach… tylko gdzie ja tak naprawdę dotarłam? Co osiągnęłam? O ile posunęłam się do przodu? Co zrealizowałam? Ile zrobiłam dobrego? Czy choć trochę zbliżyłam się do celu? Czy miała sens każda minuta mojego życia?… Dziękuję za Wielki Post. Za czas zadumy i zastanowienia czy to całe bieganie zmierza ku temu co właściwe. Za tę godzinę dziennie wyrwaną z wielkim trudem z przepełnionego kalendarza. Za myśli, które usilnie próbuję kierować ku górze (lub jak kto woli: „ku górom, ku górom…” ;)).
Zostały jeszcze dwa tygodnie, by zdążyć posprzątać swoje serce, wyprostować ścieżki i przygotować się na Wielką Noc. Obyśmy je wszyscy rozważnie wykorzystali!
„Niech Tobie miła będzie nasza pieśń, ku górom niech wznosi się! Ku górom, ku górom…”
