Wczoraj, 25 maja, moje Zgromadzenie obchodziło święto swojej założycielki – wspomnienie św. Magdaleny Zofii Barat. Dziś natomiast obchodzimy w całym Kościele Boże Ciało, czyli przypominamy sobie o niesamowitej tajemnicy, że Bóg zostawił nam na pokarm Siebie samego pod postacią chleba i wina. Te dwa święta zgrywają mi się ładnie w całość w tym roku, bo przypomniały mi o tym tym, że Magdalena Zofia wychowana była w jansenistycznej Francji. Jedną z charakterystycznych dla tej sekty praw było bardzo rygorystyczne podejście do przyjmowania Komunii Świętej – robiło się to niezwykle rzadko po bardzo długim procesie przygotowań i pokut. Nic więc dziwnego, że Zofii wiele lat zajęło zrozumienie prawdy, że Bóg jest miłością i nieustannie chce nas umacniać swoim Ciałem. Kiedy jednak ją zrozumiała, nie potrafiła bez niej żyć i nie mogła nie głosić jej całemu światu. Myślę, że dziś powtórzyłaby za biskupem Rysiem: „Eucharystia to nie jest żadna nagroda za zdrowie, tylko lekarstwo na chorobę”.
Dodatkowo, jakby tego było mało, dzisiaj obchodzimy dzień Matki, czyli wspomnienie tych, które dały nam życie, bez których Boży plan nie mógłby stać się rzeczywistością i które karmiły nas przez pierwsze miesiące i lata. Możemy więc dostrzec w Jezusie Eucharystycznym w szczególny sposób Matkę, która karmi, która podtrzymuje nas przy życiu. Może warto dziś przypomnieć słowa Jezusa, który mówi: „jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53) i podziękować, że żyjemy w świecie, w którym ten życiodajny pokarm mamy na wyciągnięcie ręki, dostępny codziennie.
