Wygląda na to, że opuszczam się w regularnym pisaniu, a zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Najbliższe tygodnie pod znakiem rozjazdów i zamykania różnych rozdziałów. Ostatnie spotkania z moimi dziećmi, ostatnie wyjazdy do Poznania… Po raz kolejny dopada mnie myśl, że właśnie wtedy kiedy już sobie człowiek jakoś wszystko poukładał, kiedy wszystko jest znajome i bliskie, kiedy ma się znajomości w sklepie na rogu i kojarzy się każdą uliczkę w mieście… to wtedy nagle przychodzi czas, by się zwijać i jechać dalej, budować od początku. I tak jest dobrze – to jest właśnie życie w drodze. Nic nie jest „nasze”, wszystko jest środkiem, a cel nie jest z tego świata.
Miniony tydzień to istne szaleństwo gości. Odwiedziła mnie Jola i Piotr, do Sióstr przyjechały koleżanki z Kalisza, gościł u nas proboszcz i nasza s. Agnieszka. Ciągle jakieś miłe wizyty 🙂 W poprzedni weekend po raz pierwszy przeżyłam sesję u nas w domu jako pełnoprawny uczestnik, a w środę, ku mojej ogromnej radości, rozpoczęłam sezon pływania w jeziorku 🙂
Na przyjmowaniu gości w tym tygodniu nie poprzestałyśmy. Też wybrałyśmy się w odwiedziny – tym razem do Gniezna. Okazja była niebanalna, bo swoje pierwsze śluby składała jedna z karmelitanek. Uroczystość była kameralna, ale bardzo piękna. S. Maria Lucyna od Chrystusa Zmartwychwstałego wyglądała jak prawdziwa Oblubienica z wiankiem czerwonych róż na głowie.
Po tym tygodniu pełnym wrażeń, czeka mnie pierwsza zakonna wyprawa zagraniczna. Ruszam jutro do Brukseli na spotkanie nowicjuszek i kandydatek przyjętych do nowicjatu z całej Europy. Będzie nas tylko 12, więc koniecznie módlcie się o powołania, żeby za rok było nas więcej 😉
Polecam też obiecane zdjęcia z naszej wspólnotowej wycieczki szlakiem kościołów drewnianych. Miłego oglądania! 🙂
