Zostały 3 tyg. Już prawie wszystko przygotowane: moskitiera, specyfiki na słońce, aparat z (w końcu!) wyczyszczoną matrycą, zapas kart CF, sweterki (ma być, wbrew pozorom, raptem kilka stopni C w nocy), książeczka szczepień, leki na malarię, notatki ze swahili…
Matka Boża z Kamerunu w portfelu. Niebawem dołączą do niej dolary.
Nie wiem skąd te pytania: „nie boisz się??”… zabieramy adrenalinę w ampułkach – podobno wcale nie podaje się jej prosto w serce…
