Alleluja!

Szybko jakoś… 40 dni przeminęło z wiatrem – najpierw arktycznym podmuchem wiecznej zimy, potem wiosennym wiaterkiem budzącym do życia zielone listki i w końcu lekkim powiewem przychodzenia Pana Boga – postnie i świątecznie.

Nawet się nie obejrzałam, a tu już zaraz czas radosnego śpiewania, Kasprzyckiego koncertowania i majowych wypraw Bieszczadzkich 🙂
Tylko praca magisterska się jakoś sama pisać nie chce… ech…

A więc niby wszystko powróciło do dawnego porządku. Czas na chwilę zwalnia na śniadanie wśród zapachu z dzieciństwa – waniliowego serka homogenizowanego – po czym przyspiesza coraz bardziej, by w końcu zwolnić późnym wieczorem na herbatce z przyjaciółmi… a jednak wcale nie jest tak jak dawniej, bo w powietrzu czuć Zmartwychwstanie! Słuchać szum Ducha Bożego unoszącego się nad wodami, widać budzący się do życia świat. A my jesteśmy o krok bliżej pełni prawdy, miłości i pokoju 🙂

Niedawno męcząc się w pracy z ciężkim zadaniem, które ciągnęło się tygodniami, bardzo ucieszyłam się kiedy Szefowa powiedziała, że mogę to na razie zostawić i zająć się weryfikacją dokumentacji (kto by pomyślał, że będę się kiedyś cieszyć z papierkologii!). Pomyślałam sobie wtedy, że to trochę tak jak kiedyś pojmowałam Wielki Post – należy 40 dni porządnie się umartwić, żeby prawdziwie ucieszyć się z Wielkanocy. Trochę tak, jakby Zmartwychwstanie było taką lipą, że aż tyle czasu musimy głodować, by zaczęło nam smakować. Trochę tak, jakby radość z życia wiecznego mogła nam umknąć, jakbyśmy nie postawili jej w opozycji do smutku, bólu i cierpienia…
A przecież to wszystko nie tak!
To modlitwa jest kluczem, a nie powstrzymanie się od zjedzenia kilku cukierków. To nie liczba postanowień (ani nawet nie procent ich realizacji), będzie miała znaczenie, ale to jak bardzo otworzymy się na łaskę. Małe postne poświęcenia mają tylko powiększać na tę okoliczność nasze serca… ale jeśli nie powiększają, to może na próżno te wszystkie wyrzeczenia… może naprawdę trzeba tak niewiele albo tylko jednego?…

Bez względu jednak na przeżyty Post, dzisiejsza radość jest dla wszystkich, więc Czytelniku drogi, w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, wstań, weź swoje łoże problemów, smutków, żali i idź do pracy, szkoły, codziennych spraw i tańcz – na rogach ulic i dachach miast – bo nasz Pan Zmartwychwstał! :)))

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *