Mój papież

Franciscus_in_2015Moje myśli biegną dziś w stronę papieża Franciszka. Może dlatego, że wczoraj dostałyśmy od niego miłą niespodziankę. Napisał do nas: Drogie Siostry, towarzyszę Wam na tej Kapitule Generalnej. Niech Bóg da Wam odwagę i cierpliwość aby „otwierać się na pełnię życia”. I proszę, módlcie się za mnie. Z czułością, Franciszek. Trudno nie być wzruszonym po takich słowach! Poza tym myślę o nim oczywiście dlatego, że za chwilę jedzie do Polski i trochę mi żal, że akurat wtedy mnie tam nie będzie.

Pamiętam dokładnie gdzie byłam w marcu 2013 roku, kiedy ogłoszono go papieżem. Pierwsze wieści były zastanawiające: Jezuita papieżem? Przyjął imię Franciszek? To już zapowiadało jakiś raban 😉

Kilka miesięcy temu zostałam poproszona o napisanie moich oczekiwań wobec obecnego papieża i oto co wtedy napisałam:

Kiedy usłyszałam pytanie o moje oczekiwania wobec papieża Franciszka, wydało mi się to trudne. Kiedy jednak zagłębiłam się w temat okazało się arcytrudne! Postanowiłam podejść do tematu od nieco innej strony i najpierw wyobrazić sobie jakby wyglądał mój wymarzony Kościół. Potem spróbowałam znaleźć te miejsca, gdzie papież mógłby mieć swój udział. Zarysował mi się taki obraz: Marzy mi się pasterz, który mówiłby głosem swoich owiec, a nie bełkotem filozoficzno-teologicznym; który nazywałby po imieniu błędy ludzi Kościoła i dążył do ich oczyszczania a nie zamiatania pod dywan (szczególnie wobec wielkich grzechów jakimi są pedofilia, chciwość i pycha); który byłby otwarty na dialog z innymi kulturami i religiami; który wychodziłby z Dobrą Nowiną do ludzi na wszystkich marginesach społeczeństwa; który nikogo by nie potępiał i głosił miłość Boga, który jest miłosierny; który ponad moralne prawa stawiałby dramat konkretnego człowieka; który byłby obecny pośród ludzi, a nie patrzył na nich z góry; a nade wszystko pasterz, który słuchałby Ducha Świętego w każdym czasie i nie bał się radykalnych zmian pod wpływem tego głosu.

Jak łatwo zauważyć, papież Franciszkiem spełnia moje marzenia z nawiązką. Myślę, że właśnie dlatego, że jest człowiekiem zanurzonym w Duchu Świętym, który pozwala się prowadzić i za nic ma ludzkie układy i konwenanse. Trudno wobec takiego człowieka mieć jakieś oczekiwania, prócz takiego, by robił to nadal. Jedyne co jednak pozostaje moim niezrealizowanym marzeniem to pójście za Franciszkiem całego Kościoła – od kardynałów i biskupów po najmniejszego parafianina. W tym względzie czuję, że przed nami długa droga.

Ostatnio mam trochę mniej pracy niż się zapowiadało, więc też więcej czasu, żeby poczytać różne rzeczy w internecie. Muszę przyznać, że jestem zdziwiona ilością negatywnych komentarzy dotyczących Franciszka. Jak czytam Ewangelię, to nie potrafię sobie wyobrazić osoby, która bardziej naśladuje Jezusa – zawsze staje po stronie ubogich i grzeszników, upomina tych, którzy z prawa zrobili sobie bożka, przychodzi z miłosierdziem do każdego bez wyjątku. Są jednak ludzie, i jest ich całe mnóstwo, którzy odczytują Ewangelię i działania Franciszka zupełnie odwrotnie. I daleka jestem od prostego stwierdzenia, że ja mam rację, a oni się mylą, bo to jest wszystko jakaś niezbadana tajemnica. Bóg w sercach ludzi działa na różne sposoby i przez to też cały czas mi przypomina, że sprawy nie są oczywiste, że „Jego drogi nie są moimi drogami” (por. Iz 55,8).

Obyśmy tylko wszyscy szukali prawdziwego dobra, a nie chcieli własnego interesu, jak apostołowie z dzisiejszej Ewangelii. Wiemy jednak, że nawet z takimi Bóg sobie poradzi.

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Mój papież

  1. Zbyszek pisze:

    Od kilku lat szukam pomocy w zrozumieniu Papieża. Zazwyczaj moje pytania skierowane do zwolenników Franciszka są zbywane milczeniem lub nakazem ślepej wiary. Może Siostra coś więcej powie? Bardzo bym prosił o nie zlekceważenie moich pytań / wątpliwości.
    1. W swojej adhortacji napisanej po synodzie Papież wspaniale pisze o konieczności towarzyszenia sobie nawzajem w naszej wędrówce przez życie. Oznacza to indywidualne podejście do każdego człowieka. Wskazuje na szereg sytuacji szczególnych i przekazuje decyzje biskupom (chyba dobrze pamiętam) lokalnym. Teoretycznie słuszne, ale wśród duchownych jest ogromne zróżnicowanie nauczania. Chaos moralny widać już na deonie, np w https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,2500,czy-rozwod-wszystko-przekresla.html Siostra pisze: „idźcie do księdza, do biskupa, pomachajcie mu adhortacją i powiedzcie, że przyszliście po miłosierdzie. I nie odpuszczajcie, dopóki nie znajdziecie drogi do skruszenia muru, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego!”. Tym czasem abp Ludwig Muller mówi: „nie można żyć w stanie łaski, a zarazem być w stanie grzechu. Kościół nie może zmieniać prawa Bożego, nie ma takiej władzy, nie może zmieniać nierozerwalności małżeństwa. Nie można mówić Jezusowi «tak» w Eucharystii i «nie» w małżeństwie. Jest to obiektywna sprzeczność” (https://kosciol.wiara.pl/doc/3133998.Kard-M-ller-o-komunii-dla-rozwodnikow ). Czytając adhortację odnoszę wrażenie że Papież otwiera drzwi dowolności interpretacji. Jeśli do tego dołożymy akcentowanie przez Franciszka jego pozycji biskupa Rzymu, to obawiam się że Papież nie ma zamiaru dyscyplinować nauczania całego Kościoła, spychając go na manowce którymi poszły liczne odłamy prostestantyzmu
    2. Franciszek uprościł procedury orzeczenia nieważności małżeństwa. Jednocześnie głosi on że „Kultura prowizoryczności przejawia się wszędzie, również w życiu kapłańskim i zakonnym. Prowizorka. Z tego też powodu zdecydowana większość naszych małżeństw sakramentalnych jest nieważna, bo mówią «tak» na całe życie, ale nie wiedzą, co mówią, bo mają inną kulturę. Mówią to, mają dobrą wolę, ale brak im świadomości”. Choć później zamieniono słowa „zdecydowana większość” na „część”, to nadal wygląda to jak dopuszczenie nieważności małżeństwa ponieważ ktoś nie miał świadomości co przysięgał, czyli jedynie w oparciu o deklarację jednej strony. De facto wygląda to na wprowadzenie instytucji rozwodu tylnymi drzwiami
    3. W przypadku uchodźców słowa Papieża są dla mnie znów dobre, ale postępujące za nimi czyny – raczej nie. Papież mówi że trzeba pomóc potrzebującym – prawda. Mówi że muszą się oni dostosować do krajów do których przybywają – prawda. Powiedział by każda parafia w Europie przyjęła jedną rodzinę – wspaniałe rozwiązanie. Kłopot w tym że na słowach się to kończy, bo resztę przejmują osoby prezentujące tylko jeden sposób podejścia do tych biednych ludzi – otworzyć granice i przyjmować, bez właściwego rozeznania sytuacji. Idealizuje się uchodźców (to nie oni są terrorystami, irracjonalne rozważania s.Chmielewskiej o tym że terroryści szybciej przylecą samolotami niż pontonami), a także tworzy fałszywe wizje „właściwej” pomocy (niestety bardzo zbieżne z nauczaniem Papieża dot.życia społecznego, zwłaszcza kwestii gospodarki): „Najpierw trzeba ludziom zapewnić ludzkie warunki życia. A dopiero potem można oczekiwać, że ktoś pójdzie do pracy. Więc w tym wypadku wędką są po prostu godziwe warunki życia. A później możemy myśleć, jak pomóc tym ludziom tak, żeby potrafili łowić ryby sami. Trzeba im towarzyszyć. Dać im wędkę. Nauczyć ją obsługiwać. Co z tego, że siądę na brzegu rzeki, jeśli nie mam wędki. Jeść mi się chce, ale nie mam siły i nie mam wędki” (s.Chmielewska, https://gloria.tv/article/NRCbRSSLic3eLz6mbRb2dLF5L ). Jedynym środkiem na wszystko ma być wzajemne poznanie się i edukacja (oczywiście Polaków, nie uchodźców) – takie traktowanie obaw innych jako strachu małego dziecka, bez poważnego podejścia do często w pełni uzasadnionych zagrożeń. Ze strony Papieża nie widać żadnych działań mających naprawdę pomóc tym ludziom, a jednocześnie stawiającym im jasne (i ze względu na wypaczenia ich kultur – bardzo trudne) wymogi

    Gdy zacząłęm tracić zaufanie do Papieża, to ilość wątpliwości zaczęła przyrastać lawinowo. Początkiem nie było jednak tracenie zaufania, ale odmowa rozmowy o wątpliwosciach. Czy można to zmienić? Czy naprawdę możecie, wierzący we Frnaciszka, podjąć tak często gloszony przez niego dialog? Czy będzie to kolejne puste hasło?

    • s. Ewa pisze:

      Nie chciałabym prowadzić rozwiniętej dyskusji w komentarzach, jakby co zapraszam na priv. Odpowiem króciutko:
      0. jestem zdziwiona, że jakikolwiek zwolennik Franciszka odwołuje się do „ślepej wiary”, to zupełnie niefranciszkowy sposób działania…
      1. wg mnie ta „dowolność interpretacji”, to odwołanie się do rozeznania każdego kapłana. Jezus nie dał apostołom tabelki, mówić: „te grzechy odpuszczacie, a tych nie”, On im powiedział: „komu odpuścicie grzechy, będą im odpuszczone, komu zatrzymacie, będą zatrzymane”. Kapłan powinien użyć swojego rozeznania wraz z penitentem (w sprawach trudnych długotrwałego towarzyszenia). Tak, to wymaga podjęcia odpowiedzialności, której wielu kapłanów nie będzie chciało podjąć.
      2. uproszczenie procedur to tylko pomoc tym, których małżeństwa i tak zostałyby uznane za nieważne. Jeśli ktoś się na to nie decydował tylko z powodu trudnego procesu, to słaby to powód. Tu się zgadzam z poglądem Franciszka, że większość młodych ludzi nie ma pojęcia do czego się zobowiązują podczas przysięgi małżeńskiej (wiem to chociażby po tym co mówią moi uczniowie)
      3. nie wiem jakich działań mielibyśmy oczekiwać od papieża. Sam przyjął dwie rodziny w Watykanie, nam powiedział, żebyśmy zrobili to samo w parafiach. Co jeszcze ma zrobić? Teraz to od nas zależy. Strach jest normalny, ale Jezus nam ciągle powtarzał, że mamy się nie bać. Samarytanin też wiele ryzykował – a co jeśli człowiek przy drodze tylko udawał pobitego i zamierzał go zaatakować? On takich rozważań nie snuł, robił co mógł. Nie ma co dyskutować o wielkich państwowych decyzjach, bo na to nie mamy wpływu, ale ja mam się skupić na potrzebujących, którzy są najbliżej mnie bez względu na pochodzenie, religię i zamiary, które zna tylko sam Pan Bóg.

      • Zbyszek pisze:

        Wyjaśnienia Siostry pokazują jak trudno jest się nam zrozumieć (by było jasne uwagę te kieruję także do siebie), ale bardzo się cieszę że Siostra próbowała :). Jakoś mi lżej parzyć w przyszłość 🙂

        Z Panem Bogiem!

        • s. Ewa pisze:

          Szkoda, że się nie rozumiemy… ufajmy jednak, że Pan Bóg przez każdego działa i pozwala nam się w jakiś sposób uzupełniać! Z Bogiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *