Tymczasem u Borana…

Wczoraj wybrałyśmy się z Kanini na drugą stronę, by odwiedzić plemię Borana. Już po ich budownictwie widać, że są o wiele bardziej rozwinięci niż plemiona pasterskie. Gliniane chatki są przestronne, bardziej odporne na deszcze i bardzo ładnie pomalowane zarówno na zewnątrz jak i w środku. Kobiety ubierają się w stroje, które mi osobiście się podobają, ale oczywiście nie są tak kolorowe i tradycyjne jak u Rendille. Charakterystyczny bardzo jest też zapach w ich domach, który trudno opisać, ale jest połączeniem przypraw korzennych i kwiatów, ale bardziej ostry niż słodki… aż żałuję, że nie mogę go Wam załączyć 😉

Plemię to zajmuję się głównie rolnictwem. Posiada też zwierzęta, ale nie opiera się na nich ich utrzymanie. Zdecydowana większość ich dzieci chodzi w tej chwili do szkoły, więc do szkoły wieczorowej uczęszczają głównie starsi, którzy nie mieli okazji w młodości korzystać z dobrodziejstwa edukacji.

Naszą wizytę rozpoczęłyśmy od szkoły, gdzie spotkałyśmy się z „peace club”. Wiele widać nadziei w dzieciach, które chcą planować zabawy z sąsiednim plemieniem i nie ma w ich sercach żadnej urazy mimo sytuacji w okolicy. Kiedy pyta się ich czym dla nich jest pokój i jak chcą go szerzyć, to nie bardzo potrafią odpowiedzieć, ale w ich oczach widać, że chcą po prostu żyć normalnie – budując a nie burząc…

Kolejnym punktem było wieczorne spotkanie z grupą wojowników. W plemieniu Borana nie są to młodzi ludzie bardzo tradycyjnie ubrani, ale nieco starsi, często wykształceni i bardzo wpływowi ludzie. W zeszłym roku razem z wojownikami Rendille pojechali na warsztaty dotyczące pokoju i od tego czasu utworzyli w swojej wiosce małą grupkę, która spotyka się co jakiś czas. Posiadają też wspólny kurczakowy biznes 🙂 Głównym tematem wczorajszych rozmów była śmierć trzech małych chłopców na początku maja. Zgodnie jednak postanowili, że wierni będą idei pokoju i zemsty nie będzie. Również i ja miałam swoje 5 groszy do dorzucenia, próbując opowiadać o historii polsko-niemieckiej po wojnie 😉

Zapraszam do skromnej galerii zdjęć.

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *