Z dokładni
e 2-tygodniowym opóźnieniem przynoszę Wam relację z obchodów największego święta w st. Martin – dnia św. Marcina. Zajęło mi to tyle czasu pewnie dlatego, że jestem bardzo wyjątkowo niezadowolona z oprawy zdjęciowej i nie mogłam się za to zabrać. Oto jednak jest 🙂
Dla nas wszystko zaczęło się już w piątek, kiedy zamknęliśmy biura, by wszystko przygotować. Trzeba było rozstawić namioty, przygotować scenę, umyć naczynia po rocznym zimowaniu w garażu i oczywiście zająć się warzywami, bo jak wiadomo – bez jedzenia nie ma imprezy 😉
W sobotę od rana schodzili się zaproszeni goście. To dzień, kiedy pracownicy zapraszają swoje rodziny i kiedy jest okazja by spotkać w jednym miejscu cały Zarząd SM. Nikt też nie wychodzi bez prezentu w postaci całkiem obfitej paczki z dwiema książkami, kalendarzem na ścianę i kalendarzykiem.
Głównymi punktami programu były występy różnych ośrodków – Effatha zatańczyła i pokazała specjalnie na tę okazję nakręcony filmik, Talitha-Kum przygotowała występ artystyczny, a ośrodki dla chłopców całą serię zabawnych scenek. Wszystko przeplatane było wypowiedziami długoletnich pracowników o tym jakie cuda dzieją się kiedy ludzie zaczynają razem pracować i budować lepszą rzeczywistość.
Bardzo udany występ zaprezentował specjalnie zorganizowany chór najmłodszych pracowników SM. Szczególnie spodobała mi się piosenka jaką zaśpiewali z zapalonymi świeczkami – załączam Wam oryginał do posłuchania 🙂
[youtube:https://www.youtube.com/watch?v=yiSix6Stilo]
Punktem kulminacyjnym oczywiście była Msza, którą odprawił sam biskup. Niestety mówił też kazanie, które nie było najwyższych lotów w porównaniu z tym co mógłby powiedzieć o. Gabriel… Największą furorę robili jednak podopieczni Effathy, którzy jak zawsze występowali w roli ministrantów i żywo reagowali na różne części Mszy – zwłaszcza śpiewy 🙂 Podczas Mszy modliliśmy się też za wszystkich zmarłych, którzy byli wolontariuszami albo beneficjentami SM – ich nazwiska zostały skrzętnie wypisane na ogromnej tablicy.
Na koniec jedzenie oraz spontaniczne tańce, jakie się wywiązały pod holem 🙂
Spragnionych zdjęć jak zwykle zapraszam na picasę.
Jak się tu mawia: po st. Martin Day już prawie święta… i rzeczywiście to się sprawdza. Do zamknięcia zostały jeszcze dokładnie dwa tygodnie, a życie płynie tu coraz bardziej pole, pole (w swahili wolno, wolno)… Prawie nie ma już wyjazdów w teren. Zajmujemy się głównie wypisywaniem świątecznych życzeń i ostatnimi podsumowaniami. Ja za to obmyślam plany na mój czas po zamknięciu, a wygląda na to, że trochę tego będzie 😉
