Kościół na kościele

Jadąc po kenijskich drogach, w zasadzie co chwila spotyka się ogłoszenia, że w pobliżu znajduje się jakiś kościół.Większość to jakieś dziwne samozwańcze odłamy protestanckich wyznań. Dużo z nich jest częścią tzw. AIC (African Initiated Church), czyli zbióru różnych wspólnot rozpoczętych przez Afrykańczyków, w przeciwieństwie do religii przywiezionej z białymi misjonarzami. W moich okolicach jest też sporo parafii katolickich i to całkiem prężnie działających (chociażby Diecezja w Nakuru, którą odwiedzałam).

Tu w zasadzie prawie nie ma możliwości, żeby ktoś nie wierzył w Boga. Mój kolega zapytał mnie ostatnio czy znam jakiś ateistów, bo on chciałby jakiegoś poznać 😉 Z opinii jakie słyszałam, nie wynika to jednak z ich tak wielkiej wiary, ale raczej z potrzeby wspólnoty, które lokalne kościoły im zapewniają. Wydaje się, że wspólnoty na naszych kościołach to raczej niestety brakuje…

Ja póki co wiary nie zmieniam i codziennie na 7:00 staram się być na Mszy w kościele, który mam bardzo niedaleko. Tu Msza po angielsku jest tylko w piątek, więc mam okazję do szlifowania swojego kiswahili, szczególnie jeśli zapomnę przeczytać czytań i próbuję z nielicznych znanych słów wydedukować jaką mamy ewangelię (póki co z marnym skutkiem, ale nie tracę nadziei ;)). Z ciekawostek – jedyna Msza jaka jest tu w ciągu dnia (ta o 7 właśnie) połączona jest z odmawianiem jutrzni. Bardzo to przyjemne połączenie i nadal liturgia zamyka się w 30 min, co na tutejsze Msze jest dość dziwne 😉

 

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Kościół na kościele

  1. Michał pisze:

    Zdecydowanie zgadzam się z Twoją obserwacją :). Tam gdzie byłem wszędzie było pełno różnych szkół i właśnie kościołów. Nawet (za usilną namową mojej kenijskiej rodzinki, która mnie gościła) brałem raz udział w mszy w jednym z takich kościołów. Klimat może trochę podobny do tego rodem z amerykańskich filmów – mnóstwo grania, śpiewania i …tańczenia oraz długaśne kazanie wygłoszone (a właściwie wykrzyczane) przez pastora. Jeśli sobie wyobrazić, że trwało to grubo ponad 2h i byłem jedynym mzungu w całym ogromnym kościele (zapewne go zobaczysz jak będziesz w Githurai), a moja rodzinka miała zwyczaj siadać w drugim rzędzie, więc przy żywiołowo reagujących i mocno zaangażowanych wiernych czułem się trochę dziwnie. Ale samo doświadczenie na pewno bardzo ciekawe. Żałuję tylko, że nie udało mi się wtedy zamienić kilku słów z nimi o ich podejściu do wiary,..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *