Nieustannie coś przypomina… rekolekcje, słońce, wieczór przy likierze, kondolencje, znaleziona pod biurkiem ostatnia tabletka malarone… bo miłość się nie kończy – można ją przysypać codziennością, ale prędzej czy później do nas wróci.
W maju wiele zmian – takich dobrych, które pchają do przodu i dmuchają w żagle. Dużo Ognia z Nieba i pokoju w sercu.
Może w końcu uda się nadrobić trochę zaległości w dziedzinach wszelakich. Zacznę więc od tego co dziś szczególnie płonie w moim sercu afrykańskim słońcem. Po ponad 8 miesiącach od powrotu przedstawiam Wam to, co zostało na papierze – „Afrykański uśmiech”. Dobrej lektury 🙂

Gratuluję decyzji o wyjeździe i wspaniałej przygody! 🙂
Na razie przeczytałem część – do wyjazdu z Moity. Bardzo lekko się Ciebie czyta, trudno się oderwać. Piękne zdjęcia 🙂