Wesele

Miałam bardzo przyjemną okazję uczestniczenia w tym tygodniu w pięknej uroczystości weselnej, bo przyznać muszę, że była bardziej dostojna niż większość wesel na jakich byłam… ale od początku:

Ucieszyłam się bardzo gdy dowiedziałam się, że Piotrek się żeni, bo nie często mam okazję uczestniczyć w ślubach prawosławnych. Poprzednio gdy taka się nadażyła, byłam zachwycona całym obrządkiem i z ciekawością śledziłam każdy fragment uroczystości. Z radością przyjęłam więc również wiadomość, że dzięki uprzejmości mojego przyjaciela, będę mogła również gościć na weselu. Nie spodziewałam się jednak, że aż tyle razy dam się zaskoczyć…

Sam ślub w zasadzie nie był już tak interesujący, bo kiedy po raz kolejny usłyszałam zupełnie niezrozumiałą liturgię, to okazała się już nie tak ciekawa, a tym razem trwała dwa razy dłużej… Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie poznać tajniki sakramentu małżeństwa w tym przedziwnym obrządku 🙂

Ciekawe rzeczy zaczęły się już jednak na drodze do lokalu – od mandatu. Panowie policjanci z zadowoleniem wypisywali kwity na pędzących przed nami starszych, którzy bardzo spieszyli się, by zdążyć przed młodą parą, co zaskutkowało postojem pięciu samochodów weselnego orszaku na wąskim poboczu trasy Hajnówka – Zambrów. Kiedy dojechaliśmy na miejsce zaczęły się obrządkowe niespodzianki. Pierwszą była niesamowita ilość prawosławnych duchownych (nigdy nie wiem jak ich zwać, więc pozostanę przy tej niekontrowersyjnej nomenklaturze) w sutannach, łącznie z ojcami i dziadkami państwa młodych. Prawdziwym jednak zaskoczeniem była dla mnie (jak się później okazało pieśń przewodnia) „Mnohaja leta”, śpiwana zamiast naszego pięknego rodzimego „Sto lat” i wszechobecny język rosyjski (lub jemu podobne) pojawiający się w pieśniach kapeli, życzeniach dla młodych czy przyśpiewkach przy ognisku (1,5 h hucznego eksploatowania owych przyśpiewek wyszło bardzo ładnie, choć zrozumiałam może ze 3 słowa na krzyż, co budziło pewną frustrację. Szczególnie, że omijało mnie tyyyyle śpiewania :/). W pewnym momencie miałam wrażenie, że niektórym rzeczą wręcz oczywistą wydaje się fakt, że u nas na Podlasiu generalnie to mówi się po rosyjsku!

Ogólnie impreza bardzo udana, wybawiłam się za wszystkie czasy i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie szkoda było tego cennego dnia urlopu, który musiałam wykorzystać, bo oczywiście dzień również był niekonwencjonalny – wesele w niedzielę 13.07. (czyli 30.06. wg ichniejszego kalendarza).

Mnohaja leta Piotrkowi i Eli!! 🙂

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *