Chodź i zobacz

202144_dzieci_bieg_drogaTak się jakoś stało, że w ostatnich dniach DEON odświeżył mój artykuł sprzed roku na temat mitów zakonnych, gdzie dzielę się stereotypami na temat zakonnic i odkrywaniem prawdy w moim Zgromadzeniu. Niespodziewanie artykuł znowu stał się popularny i nawet kilka osób napisało do mnie z pytaniami po jego przeczytaniu. Chcę się tym dzielić, jeśli tylko mogę, bo wiem, że wiele osób ma skrzywiony obraz zakonnego życia, ale też wiem, że to nie wszystko. Myślę dziś o słowach Filipa z wczorajszej Ewangelii: „chodź i zobacz”. Świadectwo jest ważne, ale to za mało. Nie można nikomu wytłumaczyć jak jest w zakonie. Trzeba przyjść i zobaczyć.

Widziałam ostatnio filmik, na którym (zakładam, że szanowany) naukowiec tłumaczy z wielkim przekonaniem w głosie, że przecież każda religia to prymitywny wymysł człowieka by wytłumaczyć to co niewytłumaczalne. Brzmiało to jak przyrównanie osób wierzących do jaskiniowców. I można temu człowiekowi wysłać listę fizyków, noblistów, odkrywców i geniuszy, którzy badając wszechświat stwierdzili w pewnym momencie, że to wszystko musiał stworzyć ktoś Większy, ale nie sądzą by to przekonało nieprzekonanych. Myślę, że nie można nikogo przekonać o istnieniu Boga. Można tylko powiedzieć: „chodź i zobacz”. Bo Boga trzeba spotkać.

Jak się odkryje coś fantastycznego w życiu, to naturalne jest, że chcemy się tym dzielić. Staram się pisać o tym co znajduję, by inni mieli bliżej, by nie musieli tyle szukać. Dziś jednak zaczynam zauważać, że to nie jest najważniejsze, bo każdy ma inną, zupełnie unikalną drogę i musi nią przejść sam, bez skrótów. Najważniejsze jest nasze własne doświadczenie, bez którego wszystko będzie tylko teoretycznym rozważaniem. Chcesz spotkać Boga? Usłyszałeś/aś już Jego głos i chcesz iść za Nim do końca? Chodź i zobacz.

Opublikowano Spojrzenie na Boga | Skomentuj

Trening gibkości

narrowdoorDziś pytają Pana Jezusa o to, czy tylko nieliczni będą zbawieni. Jego odpowiedź może wydawać się nawet nie na temat, bo w tym miejscu odpowiada, że mamy się starać wejść przez ciasne drzwi. Jakby chciał nam powiedzieć: „nie martw się o liczby, Ja mam miejsce dla każdego – nie każdy jednak zdoła przez te drzwi przejść”. Co zrobić, żeby się zmieścić? Jedno o czym trzeba pomyśleć, to by nie być za tłustym z całym swoim dobytkiem materialnym, duchowym, intelektualnym. O tym pisał niedawno o. Piotr – musimy dbać o zdrową linię. Drugie, co nam potrzeba to gibkość. Dzieci są gibkie z natury, więc przebiegają przez bramę bez problemu, my jednak musimy ją odzyskiwać przy pomocy regularnego treningu. Podobnie jak olimpijczycy przez długie lata muszą ćwiczyć, zapierać się siebie, dbać o dietę i wiele godzin spędzać na treningach, podobnie i w życiu duchowym bez tego wszystkiego się nie obejdzie.

Gibkością jaką chcemy osiągnąć jest wydoskonalenie się w miłości. Pan Jezus mówi, że do Królestwa nie wejdą ci, którzy dopuszczają się niesprawiedliwości, czyli tacy, którzy nie potrafią kochać każdego. Nie wystarczy, że będziemy kochać najbliższych, albo co gorsza jedynie siebie. Jeśli chcemy być gibcy, to mamy kochać każdego, nawet nieprzyjaciół. To nie jest łatwe, wymaga więc treningu, a trening oczywiście jest najlepszy, kiedy uczymy się od samego Mistrza, naszego Boga, który sam jest Miłością. Dlatego właśnie czas na modlitwę jest nam tak potrzebny. To nie chodzi o to, żeby odhaczyć kolejne godziny wypowiadania formułek, które Pan Bóg notuje i podlicza, ale o to, żeby ten duchowy trening przynosił nam duchowe efekty w postaci większej miłości.

Dziś rano na Eucharystii słyszałam pieśń, której część brzmi: „będziemy adorować, tracić czas w oczach świata”. Ta strata czasu to zysk, który jest niewidoczny, ale kluczowy, bo to co ziemskie przeminie, a owoce naszych treningów duchowych trwać będą wiecznie. Trenować mamy też z innymi ludźmi, szczególnie w tym roku miłosierdzia. Najbardziej owocne będą ćwiczenia z tymi, z którymi jest nam najtrudniej, bo to oni rzucają nam największe wyzwania. Warto też wspierać się wzajemnie w treningu, dopingować się i szukać nowych form ćwiczeń, żeby wszechstronnie się rozwijać. Po to jest wspólnota, żeby nas ciągnęła jak peleton w biegu.

Oby nasze codzienne trenowanie przyniosło nam duchową gibkość. Wtedy nie tylko sami w podskokach przejdziemy przez ciasne drzwi, ale też pomożemy tym, którzy będą mieli z tym kłopoty.

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 1 komentarz

Coś się kończy…

proces_u-8Zamykam właśnie kolejny rozdział mojego zaangażowania wakacyjnego na Kapitule. Wczoraj Joy, nasza Siostra z Filipin, z którą pracowałam przez ostatnie prawie dwa miesiące, wyruszyła już do Azji, a ja przeszłam w kilkudniowy tryb wakacyjny 😉 Wiele mam szczęścia, że mogłam uczestniczyć w takim niesamowitym wydarzeniu, które do tej pory było jakąś magiczną częścią historii naszego Zgromadzenia. Teraz na moich oczach dzieje się historia i zaprasza do nowych wyzwań. Jest w tym coś naprawdę ekscytującego! Bóg jest dobry 🙂

Dla tych, którzy nie zdążyli obejrzeć pojawiających się gdzieniegdzie filmików z Kapituły wrzucam specjalną listę z linkami. Miłego oglądania!

Przyjazdy do Nemi
Konferencja otwierająca Kapitułę
Eucharystia na otwarcie Kapituły
Prezentacja kontynentów: Afryka, Azja, Europa, Ameryki
Wywiady (angielski, hiszpański, francuski)
Wybór Matki Generalnej
Audiencja u papieża
Wycieczki w czasie dni wolnych
Konferencja zamykająca Kapitułę
Podziękowania dla pomagających za kulisami

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Być kobietami ognia

1570_1Po pięciu tygodniach pracy na Kapitule Generalnej, powróciłam na polską ziemię. Może to nie przypadek, że właśnie dziś skończyłam pracę nad konferencją zamykającą Kapitułę s. Barbary, naszej nowej generalnej, bo pojawia się w niej motyw ognia, który gra główną rolę też w dzisiejszej Ewangelii. „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, by on już zapłonął” (Łk 12,49) – takie słowa wypowiada do nas Jezus i mogą one zabrzmieć nawet złowrogo. Ogień to wielka siła, która może spalić, ale może też oczyścić i wprawić w ruch, dać ciepło i życie.

Cieszę się, że jeszcze przez tydzień mogę być w Markach, bo jeszcze niedawno był tu mój dom i działy się ważne dla mnie rzeczy podczas nowicjatu. Cieszę się też, że dziś po raz kolejny mogłam usłyszeć słowa ks. Marcina, które znowu pozwoliły mi dostrzec więcej. Jestem głęboko przekonana, że jako chrześcijanie jesteśmy powołani do szczęścia. Jezus pragnie dla nas radości i miłości, a nie ofiary i poświęcenia. Pierwsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać, to „czy ja jestem szczęśliwy i radosny?”. Drugi krok jest jednak bardziej subtelny, bo prowadzi do pytania: „czy nie jest mi za wygodnie?”. Papież mówił o tym by zamienić kanapę na parę butów, ale chodzi o coś jeszcze więcej. Dzisiejsza Ewangelia mówi o rozłamie miedzy ludźmi i wcale nie o to chodzi, że mamy się kłócić z innymi, ale o to, że mamy być takimi świadkami, którzy pozwolą sobie na bycie nielubianym, może nawet odrzuconym, którzy będą mieli w sercu ogień i nie będą go chować przed światem. Ten rozłam musi dokonać się w naszym sercu, by było ono otwarte podobnie jak Serce Jezusa. Powoli zaczynam rozumieć dlaczego to była jedna z ulubionych Ewangelii Magdaleny Zofii.

Słowa z zamykającej konferencji, które pozostały w moim sercu mówią właśnie o ogniu. O tym, że mamy „nie bać się ognia, być strażnikami płomienia i zaryzykować możliwość poparzenia się od czasu do czasu”. Mamy być „kobietami ognia i siewcami nowego życia”. Nasze życie nie ma być bezpieczne i wygodne, ale ma być pełnym pasji głoszeniem prawdy o Miłości Boga i Dobrej Nowiny o zbawieniu.

Opublikowano Refleksje z życia, Sacre Coeur | Skomentuj

Po wodzie

Jesus-Walking-On-WaterW niedzielę wieczorem kiedy czytałam Ewangelię na kolejny dzień, coś mnie zastanowiło. Była śmierć Jana Chrzciciela, teraz rozmnożenie chleba, czyli we wtorek… Jezus chodzi po wodzie! I owszem. Właśnie dziś, kiedy za chwilę wszyscy bez prawa głosu, zgromadzimy się w kaplicy niedaleko sali obrad w oczekiwaniu na wybór naszej głównej przełożonej, Jezus będzie beztrosko kroczył po jeziorze w stronę swoich uczniów. To jednak jeszcze nic. Przecież On jest Bogiem, Jego Ojciec stworzył świat, przekraczanie praw natury to dla niego pikuś. Dużo bardziej interesujące jest to, co czyni Piotr. Bo Piotr to zwykły śmiertelnik, rybak o niewyparzonym języku, raz zbyt ambitny, innym razem po prostu tchórzliwy. I taki Piotr jak patrzy na Jezusa, to zupełnie jak On umie chodzić po wodzie! Dopóki patrzy na Jezusa…

To lekcja dla nas niesamowita! Myślę, że to wyjście z łódki wcale nie było łatwe. Podobnie jak wejście Zacheusza na drzewo, o którym na Mszy posłania na ŚDM mówił papież Franciszek, musiał sobie zadawać mnóstwo pytań: A co jeśli mi nie wyjdzie? Może nie powinienem wychodzić przed szereg? A jeśli będą się ze mnie śmiali? Miał tysiąc powodów żeby zostać w łodzi i siedzieć cicho, a jednak wyszedł i postawił stopy na wodzie, by dokonać niemożliwego. Przestał na chwilę myśleć o sobie, spojrzał na Jezusa i pomyślał „Też tak chcę!”.

Nie mamy pojęcia jaki świat czeka nas jutro, nie wiemy do jakich nadzwyczajnych rzeczy będziemy wzywani. Jeśli tylko jednak zamiast skupiać się na swoich lękach i obawach, spojrzymy na Jezusa i powiemy „Też tak chcę!”, to nic nam nie przeszkodzi w realizacji misji. Obyśmy tylko potrafili w ten sposób naśladować Jezusa, który uzdrawia, ubogim głosi dobrą nowinę, podnosi z ziemi grzesznika i w końcu oddaje życie z miłości. By tego wszystkiego dokonywać na pewno musimy wstać z wygodnego fotela, wsiąść do łodzi i wypłynąć na głębię, ale coraz częściej mi się wydaje, że czasem musimy też iść po wodzie.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Duch rozeznawania

3107-loyola_1Gdyby nie niedziela, dziś wspominalibyśmy w Kościele św. Ignacego Loyolę. To święty, który zdecydowanie wywrócił mój świat do góry nogami, za jego bowiem przyczyną poznałam prawdę, że Bóg może mówić do każdego z nas. Zanim to odkryłam, moja wiara wyglądała jak pogańskie składanie ofiar, żeby bogowie byli mi przychylni. Wydawało mi się, że muszę przestrzegać przykazań i wykonywać różne religijne rytuały, bo Bóg ma przecież władzę, żeby coś w moim życiu popsuć, jeśli się zezłości. Żeby wyjść z tej pułapki myślenia, musiałam odkryć Boga, który mówi do mnie osobiście, który ma jakąś dobrą nowinę właśnie dla mnie i który pragnie mojego dobra.

Święty Ignacy urzekł mnie swoimi Ćwiczeniami Duchowymi, w których po żołniersku opisał w jaki sposób możemy usłyszeć głos Boga, który nieustannie mówi do nas każdego dnia przez Pismo Święte, przez ludzi, wydarzenia i znaki. Tylko skąd możemy być pewni, że wśród miliona głosów jakie biegają po naszej głowie, ten akurat należy od Boga? Skąd wiemy, że właściwie odczytujemy Słowo i znaki? Tu właśnie zaczyna się proces rozeznawania. Jest to wielki dar, który wydaje mi się, że chce Kościołowi przypomnieć papież Franciszek, a bardzo często interpretowany on jest jako „rozmywanie doktryny”. Chodzi o to, by używać rozumu i serca, które są zdolne usłyszeć i rozpoznać głos Boga, jeśli tylko będziemy chcieli. Dla wielu, podobnie jak kiedyś dla mnie, może to być rewolucja, bo to znaczy, że nie tylko papież czy biskupi mają odpowiednie poznanie co do tego, gdzie ma zmierzać Kościół, ale przez owieczki też mówi Bóg. Dlatego Franciszek zaleca słuchania ich głosu i czasem nawet podążania za nimi. W historii zbawienia było kilka etapów, w których Bóg się porozumiewał ze swoim ludem. Najpierw w Starym Testamencie przez proroków, potem w Nowym Testamencie przez swojego Syna, a dziś mówi do nas równie mocnym głosem przez Ducha Świętego, który działa w każdym ochrzczonym.

Rozeznawanie jest też czymś, co zachwyca mnie w moim Zgromadzeniu. U nas nie ma przełożonej, namaszczonej przez Boga, która ma zawsze rację. Słucha się najmniejszych głosów ze świadomością, że to właśnie przez tych najmniejszych często Bóg przemawia. Wczoraj na Kapitule rozpoczął się bardzo szczegółowy proces rozeznawania tego kto będzie naszą Matką Generalną na kolejne lata. Tu nie chodzi tylko o to, by wybrać kogoś kto będzie dobrze rządził, ale żeby usłyszeć głos Boga, który nam podpowiada kto byłby najlepszy.

Trzeba jednak mieć świadomość, że rozeznawanie nieuchronnie wiąże się z odpowiedzialnością za to co usłyszymy. Jeśli Bóg coś nam powierza, to nie po to byśmy schowali to pod korcem, ale po to by głosić na dachach i wprowadzać w życie. Często jednak wolimy zamknąć się w ciasnych i bezpiecznych ramach prawa i tego co narzucą nam inni, bo Duch może (i będzie) zapraszać nas do nieustannego przekraczania siebie i do podejmowania coraz to bardziej szalonych wyzwań.

Dla tych, którzy chcieliby wiedzieć więcej o tym jak rozeznawać, polecam Rekolekcje Ignacjańskie.

Opublikowano Sacre Coeur, Spojrzenie na Boga | Skomentuj

Mój papież

Franciscus_in_2015Moje myśli biegną dziś w stronę papieża Franciszka. Może dlatego, że wczoraj dostałyśmy od niego miłą niespodziankę. Napisał do nas: Drogie Siostry, towarzyszę Wam na tej Kapitule Generalnej. Niech Bóg da Wam odwagę i cierpliwość aby „otwierać się na pełnię życia”. I proszę, módlcie się za mnie. Z czułością, Franciszek. Trudno nie być wzruszonym po takich słowach! Poza tym myślę o nim oczywiście dlatego, że za chwilę jedzie do Polski i trochę mi żal, że akurat wtedy mnie tam nie będzie.

Pamiętam dokładnie gdzie byłam w marcu 2013 roku, kiedy ogłoszono go papieżem. Pierwsze wieści były zastanawiające: Jezuita papieżem? Przyjął imię Franciszek? To już zapowiadało jakiś raban 😉

Kilka miesięcy temu zostałam poproszona o napisanie moich oczekiwań wobec obecnego papieża i oto co wtedy napisałam:

Kiedy usłyszałam pytanie o moje oczekiwania wobec papieża Franciszka, wydało mi się to trudne. Kiedy jednak zagłębiłam się w temat okazało się arcytrudne! Postanowiłam podejść do tematu od nieco innej strony i najpierw wyobrazić sobie jakby wyglądał mój wymarzony Kościół. Potem spróbowałam znaleźć te miejsca, gdzie papież mógłby mieć swój udział. Zarysował mi się taki obraz: Marzy mi się pasterz, który mówiłby głosem swoich owiec, a nie bełkotem filozoficzno-teologicznym; który nazywałby po imieniu błędy ludzi Kościoła i dążył do ich oczyszczania a nie zamiatania pod dywan (szczególnie wobec wielkich grzechów jakimi są pedofilia, chciwość i pycha); który byłby otwarty na dialog z innymi kulturami i religiami; który wychodziłby z Dobrą Nowiną do ludzi na wszystkich marginesach społeczeństwa; który nikogo by nie potępiał i głosił miłość Boga, który jest miłosierny; który ponad moralne prawa stawiałby dramat konkretnego człowieka; który byłby obecny pośród ludzi, a nie patrzył na nich z góry; a nade wszystko pasterz, który słuchałby Ducha Świętego w każdym czasie i nie bał się radykalnych zmian pod wpływem tego głosu.

Jak łatwo zauważyć, papież Franciszkiem spełnia moje marzenia z nawiązką. Myślę, że właśnie dlatego, że jest człowiekiem zanurzonym w Duchu Świętym, który pozwala się prowadzić i za nic ma ludzkie układy i konwenanse. Trudno wobec takiego człowieka mieć jakieś oczekiwania, prócz takiego, by robił to nadal. Jedyne co jednak pozostaje moim niezrealizowanym marzeniem to pójście za Franciszkiem całego Kościoła – od kardynałów i biskupów po najmniejszego parafianina. W tym względzie czuję, że przed nami długa droga.

Ostatnio mam trochę mniej pracy niż się zapowiadało, więc też więcej czasu, żeby poczytać różne rzeczy w internecie. Muszę przyznać, że jestem zdziwiona ilością negatywnych komentarzy dotyczących Franciszka. Jak czytam Ewangelię, to nie potrafię sobie wyobrazić osoby, która bardziej naśladuje Jezusa – zawsze staje po stronie ubogich i grzeszników, upomina tych, którzy z prawa zrobili sobie bożka, przychodzi z miłosierdziem do każdego bez wyjątku. Są jednak ludzie, i jest ich całe mnóstwo, którzy odczytują Ewangelię i działania Franciszka zupełnie odwrotnie. I daleka jestem od prostego stwierdzenia, że ja mam rację, a oni się mylą, bo to jest wszystko jakaś niezbadana tajemnica. Bóg w sercach ludzi działa na różne sposoby i przez to też cały czas mi przypomina, że sprawy nie są oczywiste, że „Jego drogi nie są moimi drogami” (por. Iz 55,8).

Obyśmy tylko wszyscy szukali prawdziwego dobra, a nie chcieli własnego interesu, jak apostołowie z dzisiejszej Ewangelii. Wiemy jednak, że nawet z takimi Bóg sobie poradzi.

Opublikowano Refleksje z życia | 4 komentarzy

Oczywiste oczywistości

fotografie-surreale--fotomotiv-eisberg--816425W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do tłumów w przypowieściach. Bardzo lubił to robić i miał ku temu kilka powodów. Do mnie dziś przemówił jeden z nich. Chociaż czytanie kończy się słowami: ” Kto ma uszy, niechaj słucha!”, aby zrozumieć przypowieść trzeba właśnie przestać słuchać uszami, a zacząć słuchać sercem. Czasem chcielibyśmy dostawać jasne odpowiedzi na tacy, zamiast wychylić się poza to co na pierwszy rzut oczywiste i odnaleźć głębię, w której mówi do nas Bóg. Słowa, które ostatnio towarzyszyły nam na modlitwie porannej, oddają dobrze tę głębię: „Pokażę ci zakryte rzeczy; zakryte rzeczy, których wcześniej nie wiedziałaś”. „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Dobrze widzi się tylko sercem”, jak mawiał lis z Małego Księcia.

mater-3Podczas Kapituły, mam okazję razem z kapitulantkami brać udział w zorganizowanych wycieczkach. W zeszłym tygodniu byłam w Castel Gandolfo, w którym można teraz zwiedzać piękne ogrody, po których przechadzali się papieże. Dołączyłam tam do grupy hiszpańskiej, żeby szlifować język i hitem dnia stało się słówko nadużywane przez naszą kolumbijską przewodniczkę. Włoski zwrot „ovviamente” powtarzany przez nią co trzecie słowo oznacza „oczywiście”. Tym bardziej komicznie to brzmiało, kiedy używała go, mówiąc jednocześnie o szczegółach ze starożytnego Rzymu, o których większość z nas nie miała pojęcia. Jak łatwo jest nam przyjąć coś za oczywiste jeśli się na tym znamy. Zważywszy jednak na Bożą perspektywę, możemy, zupełnie nie przesadzając, powiedzieć, że nie mamy bladego pojęcia czym jest świat, życie, śmierć, wiara… Naprawdę nic nie powinno być dla nas oczywiste.

mater-2Wczoraj natomiast wyruszyłam do pobliskiego Rzymu, gdzie byłam ostatnio 21 lat temu (więc nie wiem czy tamten się w ogóle liczy…), ale zamiast iść tam, gdzie większość pielgrzymów, nadchodzących z wielkimi krzyżami by przejść przez Drzwi Święte, ja zmierzałam w kierunku zupełnie przeciwnym – na Trinita dei Monti. Tam u szczytu hiszpańskich schodów (które, o ironio, były znowu w remoncie jak 21 lat temu!!) znajduje się piękna bazylika, ale jej również nie odwiedziłam. Udałam się bowiem do małego krużganku po lewej stronie, gdzie na jednej ze ścian znajduje się bardzo ważny fresk – nasza Mater Admirabilis. Posiedziałam z nią chwilę i próbowałam dostrzec coś więcej niż obraz Maryi, łączącej kontemplację z działaniem. To „coś więcej” może dostrzec tylko serce, które w całej historii fresku namalowanego przez naszą kandydatkę jeszcze w czasach św. Magdaleny Zofii, znajduje kawałek siebie.

Holy Family, Rupnik 2007-thumb-400x268-8102Miałam też niebywałą przyjemność zobaczyć wczoraj kaplicę stworzoną przez Marko Rupnika w jezuickiej kurii. Jego mozaiki są dla mnie zachwycające za każdym razem. Ta akurat przedstawia scenę Wcielenia i Narodzenia, jedną z kontemplacji w Ćwiczeniach Duchowych św. Ignacego i jej symbolika jest niesamowicie bogata (opis na całą stronę a4!). Podobno jednak komuś nie spodobało się, że w kaplicy nie ma żadnego nawiązania do zmartwychwstania, więc artysta z pewną dozą złośliwości dorobił w jednym z rogów małego kurczaka wykluwającego się z jajka 😉 Nieuchronnie takie sytuacje będą nas w życiu spotykać jeśli będziemy oczekiwali prostych i natychmiastowych odpowiedzi, zamiast szukać ich w rzeczywistości, która jest bardzo skomplikowana, ma zawsze więcej niż jedno dno i przede wszystkim zupełnie nie jest oczywista.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

A dla Ciebie czym jest grzech?

3a689800daba1001a49ba5da26620244Dzisiejsza Ewangelia przedstawia ciekawy obraz i wiele mi osobiście rozjaśnia: „Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat. A On im odpowiedział: Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom?” (Mt 12,1-4).

Ostatnio dużo rozważam o tym czym jest grzech. Na podstawie mojego własnego doświadczenia i pewnej obserwacji świata, wydaje mi się, że można rozumieć go dwojako w zależności od postawy, którą przyjmiemy. Pierwsza postawa objawia się wtedy, kiedy grzech rozumiemy jako złamanie prawa, zawiedzenie Boga w Jego oczekiwaniach wobec nas, niedotrzymanie danego słowa. Żyjemy wtedy przede wszystkim w perspektywie kary, którą może być gniew Boży, wieczne potępienie, albo po prostu lekka nieprzychylność Boga wobec nas na tym świecie. Co charakterystyczne, grzech jawi się wtedy jako zakazany owoc, który zasadniczo byłoby fajnie zjeść, ale jednak „nie wolno”. Nie wypada też pytać Boga dlaczego jest zakazany, bo przecież mógłby się obrazić, że kwestionujemy Jego wszechwiedzę… Naszym ulubionym cytatem ze św. Pawła jest: „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22)  Najchętniej wtedy chowamy się w bezpiecznej przystani, gdzie próbujemy być „w porządku” i gdzie nikt do niczego nie może się przyczepić lub pewni swojej doskonałości próbujemy innym wytykać ich błędy.

Druga postawa jest bardzo różna od pierwszej. Rozumiemy wtedy grzech jako brak miłości, straconą okazję, by być blisko z Tym, którego kochamy najbardziej; jako ból, który zadajemy sami sobie (mimo, że póki co możemy nie odczuwać jego skutków). Żyjemy tęsknotą za pełnią, widzimy jak daleko jesteśmy od  prawdziwej Miłości. Wtedy mamy w sobie wiele pytań, wątpliwości, kłócimy się z Bogiem, odchodzimy, wracamy, szukamy swojej własnej drogi do Niego. Żyjemy na granicy prawa, często je przekraczając; narażamy się na krytykę, pozwalamy się zakwestionować. Robimy różne głupie rzeczy, ale mamy w sercu dwie pewności: Po pierwsze wiemy, że grzech jest czymś najgorszym na świecie, bo oddziela nas od wiecznego i doczesnego szczęścia – zdajemy sobie sprawę, że to szatańska sztuczka, że jawi się jako smakowity kąsek. Po drugie, mamy niezachwianą pewność, że Bóg czeka na nas z otwartymi ramionami, by przyjąć nas z powrotem nawet jeśli bardzo się pogubimy. Choć często nie postępujemy tak, jak byśmy chcieli, nie boimy się popełniać błędów, bo wierzymy, że one nas uczą i pozwalają nam wzrastać. Wiemy też, że grzech nie jest kwestią zewnętrznych czynów, ale serca, które zna tylko Pan Bóg. Naszym ulubionym cytatem ze św. Pawła są słowa:”Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12)

Czy te obrazy kogoś Wam nie przypominają? Oczywiście Miłosiernego Ojca i Jego dwóch synów! Obraz tak szczególnie ważny w roku miłosierdzia. Mnie zachęca przede wszystkim do spojrzenia na starszego syna i wystrzegania się postawy, która doprowadziła go do tragedii. Jego bowiem największą obawą jest myśl, że nie będzie sądu, nie będzie kary i nie będzie sprawiedliwości, takiej jaką rozumiemy na ziemi. Ta obawa jest całkiem uzasadniona, bo on się tak stara przez całe życie, żeby żyć sprawiedliwie i nie być jak „jawnogrzesznicy”, poświęcając swoje szczęście dla Boga. Jeśli tak właśnie widzisz świat, to usłysz dziś mocne słowa Jezusa i nie patrz już z wyrzutem na marnotrawnego, ale naucz się od niego jak żyć w wolności:

„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu.” (Mt 12, 7-8) I nie tylko Szabatu, ale także świata, grzechu i WSZYSTKIEGO!

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Dar cierpliwości

Opening Ceremony.004Miałam być cicho przez kilka tygodni, ale wciąż jakieś niespodzianki 😉 Kapituła rozpoczęła się wczoraj pięknym otwarciem i Mszą pod przewodnictwem Adolfo Nicolása, generała jezuitów. Zebrałam dużo materiału i od wczorajszego popołudnia pracuję nad montażem. Ponieważ, przynajmniej w jakiejś części, to dzieło dla Pana Boga, można łatwo zobaczyć, że diabeł zamiata ogonem. Z mojego doświadczenia wynika, że to co on lubi wykorzystać najbardziej to elektronika. Dziś od rana walczę z moimi komputerami (zebrałam ich już 3 !!), żeby zechciały współpracować, ale niestety z marnym skutkiem.

Podczas obiadu byłam trochę przybita, bo nic dziś nie ruszyło do przodu, a ludzie czekają na owoce mojej pracy. Słuchając tego, moja siostra z Francji tylko spojrzał na mnie i powiedziała, parafrazując Jana od Krzyża: kiedy siedzisz przy komputerze, medytując w oczekiwaniu na odwieszenie się komputera, pomyśl o człowieku, który w taki piątek jak dzisiaj, umierając na krzyżu, mógł po prostu powiedzieć: „nic dziś nie zrobiłem”.

No więc teraz, czekając aż mój program się odwiesi, piszę bloga i myślę o Nim. To przecież Jego dzieło – gdyby nie On, żadnej z nas by tu nie było. Cierpliwość jest moim darem na dziś.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz