Milczenie uczy pokory

Na film „Milczenie” czekałam już od miesięcy, więc pobiegłam na niego gdy tylko była możliwość zaraz po premierze. Dzięki odwiedzinom Niny udało się bardzo szybko 🙂  Spodziewałam się po nim dokładnie tego, co dostałam: mnóstwa pytań bez odpowiedzi. Zobaczyłam jednak coś głębiej niż moją nieudolną próbę poszukiwania właściwej drogi. Zobaczyłam, że czasem odpowiedzi po prostu nie ma, bo zna je tylko sam Bóg. Po raz kolejny dostrzegłam wartość rozeznawania i pójścia radykalnie za tym co podpowiada Duch Święty. On ma dla każdego inną ścieżkę, czasem skrajnie różną od tej, którą uważalibyśmy za poprawną. Ma to dwie konsekwencje – myślenie, że wiem co jest słuszne prowadzi do pychy, a ocena wyborów innych nie prowadzi do dobra. Wymaga to jednak relacji z Bogiem tak bliskiej, by umieć Go usłyszeć w najdrobniejszym poruszeniu.

Niespodziewanie ważnym elementem stał się dla mnie obraz pojawiający się wielokrotnie w filmie. To oblicze Chrystusa z chusty Weroniki pędzla el Greco. Ten artysta zapisał się bardzo mocno na drodze mojego powołania i to właśnie jego dzieło pojawiło się na moich obrazkach z pierwszych ślubów. Taki mały znak od Pana Boga, który był specjalnie dla mnie. W kinie spotkałyśmy na seansie dwóch znajomych jezuitów i dwóch moich byłych uczniów (obecnie licealistów). Do każdego z nich Bóg z pewnością przemówił przez ten film zupełnie inaczej, ale na pewno przemówił. Nie da się przejść obojętnie obok stawianych tam kwestii.

W filmie pojawia się wiele dylematów odnośnie wiary, zwątpienia, wyparcia się Boga. Wiele myśli jeszcze nie mam zebranych i wiem, że to doświadczenie będzie we mnie pracować przez kolejne tygodnie. Równe ważne okazać się może jednak to w jaki sposób powstawał ten obraz – jak działał w sercu Martina Scorsese, jak przemieniał Andrew Garfielda, odtwórcę głównej roli i co się zmieni w świecie po jego obejrzeniu. Z coraz większym zaciekawieniem czytam dziś wywiady na temat filmu i artykuły o chrześcijaństwie w Japonii, bo to historie tego jak Bóg współcześnie działa pośród swojego ludu.

W życiu chrześcijanina chodzi o coś znacznie więcej niż powiedzenie, że wierzę w istnienie jedynego Boga, stwórcy wszechświata. To nawet więcej niż zaufanie, że On jest dobry i oddanie za Niego życia. Wiara to zgoda na drogę, która może być bardzo kręta i niezrozumiała, ale prowadzi zawsze do Miłości.

 

 

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 6 komentarzy

Nie milcz o Miłości

Czasem człowiek już ma dość tego pisania. Czyta, że herezje głosi; że welonu nie ma, to lepiej niech się nie wypowiada; że ludzi sprowadza na złą drogę. Albo patrzy na fejsa i widzi dwa lajki (w tym co najmniej jeden tylko z sympatii do autorki 😉 ) i się zastanawia czy ktoś to w ogóle czyta, czy kogoś obchodzi to stukanie w klawiaturę…

I wtedy raz na jakiś czas przychodzi ON. Mail. Tym razem od Agaty, która pisze, że jest wdzięczna, bo poznała inne życie zakonne i się zdecydowała 🙂 To sposób Pana Boga, by mi powiedzieć: „pisz, nie marudź”.

Dziś Jezus przypomina, że zła nie możemy zrzucić na innych, bo to „co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota.” (Mt 7,22) Ale też z serca człowieka pochodzi to co dobre i piękne – owoce Ducha Świętego: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność” (Ga 5,22). To my decydujemy czy będziemy wiecznie narzekać i zatruwać innym życie, czy będziemy inspirować, pociągać, pokazywać Dobrego Boga. Jest też trzecia droga – milczeć, nie wychylać się, zamknąć się w bezpiecznym światku… Żadna z tych opcji nie jest wybrana raz na zawsze. Wymaga od nas ciągłego wybierania na nowo tego, by nieść światło i się nie zniechęcać.

Ty też nie milcz o Miłości!

Powiem Wam w tajemnicy, że na Wielki Post powstaje cykl o miłości właśnie. Pięknie będzie! 🙂

Opublikowano Refleksje z życia | 3 komentarze

Gardłowa sprawa

Dzisiaj wspominamy św. Błażeja, męczennika, patrona, który pomoże nam w… chorobach gardła. Po Mszy św. można otrzymać specjalne błogosławieństwo dwoma świecami, kiedy to kapłan za wstawiennictwem świętego Błażeja modli się, by Bóg uchronił nas od chorób gardła i wszelkiego innego zła. Z całym szacunkiem dla tego zacnego świętego i chorób gardła, bo wszak mi też one grożą po wydzieraniu się na moich gimnazjalistów, ale coś mi jednak w tym zazgrzytało. Nie w gardle, ale w sercu.

Dzisiaj w nocy – z 3 na 4 lutego – w kościele św. Krzyża w Warszawie odbędzie się nocne czuwanie w intencji współczesnych niewolników (jeśli możecie, idźcie koniecznie!), w intencji 27 milionów osób, które są porywane, wykorzystywane, zmuszane do prostytucji i niewolniczej pracy. A przecież oprócz nich są dzieci, które za miskę ryżu robią nam spodnie w Bangladeszu, emigranci, których wypędziła wojna i głodujący, jest rodzący się nowy faszyzm i nienawiść do inności… Ten świat pełen jest okrucieństwa, którego nie widzimy zza naszych laptopów i tabletów, o którym tak rzadko pamiętamy siedząc w wygodnych fotelach.

Zło na świecie istnieje dlatego, że ludzie mają poranione serca. W każdy pierwszy piątek miesiąca próbujemy sobie przypominać jakie Serce miał Jezus i widać wtedy jak wiele naszym jeszcze brakuje miłości. Są jednak ludzie, którzy gotowi są sprzedać drugiego człowieka dla swoich korzyści. To serca nie tylko poranione, ale do głębi zatrute… Tylko Bóg i miłość Serca Jezusa mogą ich zmienić.

Nie możemy dłużej czekać, to naprawdę gardłowa sprawa. Oprócz wsparcia konkretnych projektów (np. Bakhita, czy FreeDOM), potrzebne jest całe mnóstwo modlitwy o nawrócenie tych, którzy napędzają sieci zła i wszystkich tych, którzy przymykają na to oczy, udając, że nie widzą. Nie ustawajmy w modlitwie, bo przecież wszyscy chcielibyśmy żyć w świecie, w której największym zmartwieniem byłaby choroba gardła…

 

Opublikowano Refleksje z życia | 4 komentarze

Zupełnie nowa przygoda

Niedawno zostałam zaskoczona przez jedną z moich uczennic pytaniem: „czy Maryja stała się chrześcijanką?” Problem wynikł z tego, że nie mogła ona pojąć dlaczego Jezus i Jego rodzice byli żydami. Na nic zdały się tłumaczenia, że przed Chrystusem chrześcijaństwo nie istniało… Po chwili namysłu uświadomiłam sobie jednak, że tak, Maryja była pierwszą chrześcijanką! Przecież wraz z Apostołami otrzymała Ducha Świętego, uwierzyła, że jej syn jest Synem Bożym.

Pomyślałam sobie jednak, że to musiało być bardzo trudne zadanie. Dziś obchodzimy święto ofiarowania Pańskiego, czyli wspominamy moment, kiedy zgodnie z żydowską tradycją rodzice zanieśli Jezusa do świątyni, by jako pierworodnego syna ofiarować Go Bogu. Chcieli z pewnością wychować swojego syna zgodnie ze swoją wiarą, a już od samego początku różne wydarzenia świadczyły o tym, że tak łatwo nie będzie. Ile lęków i obaw musiała pokonać Maryja (o czym wspomina kilka fragmentów Ewangelii), by uwierzyć, że jej kochany synek nie zwariował, ale jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem.

Dziś obchodzimy też dzień życia konsekrowanego, czyli święto wszystkich, którzy poświęcili swoje życie Bogu. Dla nas to też nie był zwykle wybór oczywisty, często oznaczał wywrócenie naszych planów do góry nogami i odejście od wielu „tradycji”. Często niezwykle trudne było to przede wszystkim właśnie dla najbliższych. Słuchanie Boga w sercu odkrywa jednak całą nową rzeczywistość, która jest piękniejsza niż jakiekolwiek plany. Radość z kroczenia za Jezusem to nieporównywalna z żadną inną radością, bo dotyka wymiaru Królestwa Niebieskiego. Niech Maryja – pierwsza chrześcijanka – otwiera nas na nieustanną przygodę jaką szykuje dla nas Jezus. Przygodę zupełnie nową i zupełnie inną dla każdego! Nie tylko dla osób konsekrowanych, ale dla każdego kto pragnie całym życiem za Nim podążać.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Śmierć w imię lepszego świata

Katolicką część polskiego Internetu zalała wczoraj informacja o tragicznej śmierci jednej z wolontariuszek w Boliwii. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego takie wieści zamiast powodować we mnie lęk i chęć zamknięcia się w domu, wzmagają tylko moje pragnienia działalności misyjnej. Może to nadzieja na bohaterską męczeńską śmierć i szybszą drogę do wyniesienia na ołtarze. Może to poczucie, że robię coś ważnego dla kogoś. Może zamiłowanie do ubogich i chęć bycia między nimi. Dzięki słowom o. Kaspra Kapronia OFM odkryłam, że to jeszcze coś innego.

„Pierwszy telefon był już o czwartej nad ranem tutejszego czasu: „Przygotowujemy materiał o zamordowanej wolontariuszce. Czy mógłby Ojciec coś powiedzieć?”.
Tak. Dla mediów zamordowany człowiek to materiał. Dzisiaj był to news, a jutro już nie będzie miał znaczenia. Bo pojawią się nowe, bardziej atrakcyjne informacje. Kto jutro będzie przy zrozpaczonej rodzinie, która dopiero jutro będzie odczuwać pustkę? Kto będzie interesował się tą drugą dziewczyną, która teraz mężnie walczy, ale jutro przyjdzie trudne zmaganie się z wszechogarniającą pustką?
Boliwia to piękny kraj i wspaniali ludzie. Zakochałem się w tutejszych ludziach, w ich kulturze… I boli mnie jak czytam w komentarzach, że „jak się jedzie do tych mniej cywilizowanych, to wiadomo, że może człowieka coś takiego spotkać” (tak niektórzy stwierdzili). To co się dzisiaj stało to jednak w pewnym sensie konsekwencją także medialnej propagandy oraz konsekwencją tych wielkich nierówności w świecie i podziału na dwa światy: tych opływających w dostatek i tych walczących o kolejny dzień. Propagandy głoszącej, że trzeba stawiać mury, aby się zabezpieczać; propagandy głoszącej, że winni wszystkiego są ci o innym kolorze skóry (jaśniejszej, ciemniejszej): „to oni winni są wszystkiego zła na świecie, tej całej przemocy” lub „to oni winni są mojego ubóstwa… oni mają, a mają bo mnie wykorzystują”. W takim świecie zawsze będą morderstwa za kilka groszy; w takim świecie będzie strach, bo ci inni są „niecywilizowani”.
Helenka przybyła do nas niwelować te nierówności i głosić, że inny świat jest możliwy: świat oparty na Ewangelii. Oby ta śmierć, jak zawsze w chrześcijaństwie, stała się zaczynem nowych powołań misyjnych: ludzi wolnych od lęku, budujących świat bez murów i nierówności. Bo świat tak jak obecnie jest skonstruowany nie może już dłużej funkcjonować.”

W takich momentach chce mi się jechać na drugi koniec świata, żeby świadczyć swoim życiem, że my się na to nie godzimy, by byli lepsi i gorsi, by był czarny i biały, współczesny pan i niewolnik. Chcemy budować świat solidarny, przyjazny, pełen miłości i nie spoczniemy dopóki nie będzie choć trochę bliżej do takiego świata. Będziemy burzyć mury i budować mosty, choćby przeciwko nam byli wielcy tego świata, terroryści i podsycający nienawiść.

Zbliżamy się powoli do wielkiego jubileuszu w naszym Zgromadzeniu 200lecia przybycia Filipiny do Ameryki Północnej. Nasza pierwsze misjonarka wyruszyła w daleką drogę, by nieść Chrystusa tam gdzie ludzie Go nie znali. Dziś często to kraje misyjne mogłyby świadczyć swoją wiarą i przywozić ją do Europy. Dzisiaj dużo ważniejsza jest praca z tymi, którzy czują się wykluczeni. Okazywanie im zwykłej ludzkiej solidarności i życzliwości, a przede wszystkim bycie otwartym na to, że oni mają coś bardzo ważnego do zaoferowania nam. I że tak naprawdę to najlepszym co możemy zrobić to przestać dzielić świat na „my” i „oni”, bo to właśnie takie myślenie doprowadziło do śmierci Helenki.

Nie poddawajmy się w budowaniu lepszego świata, choć byśmy mieli oddawać za to życie!

Opublikowano Komentarz, Sacre Coeur | 7 komentarzy

Kobiecość – piękno, siła, tęsknota

Oto obiecane nagranie z konferencji w Duszpasterstwie Akademickim DĄB, dla tych, którym nie udało się dotrzeć.

O kobiecości dla kobiet i mężczyzn | s. Ewa Bartosiewicz rscj

Mamy nagranie tego, co mówiła siostra Ewa! :)O prawdziwych pięknie, sile i tęsknocie kobiety. O kobiecości. I naprawdę dla kobiet i mężczyzn #taksięda #potwierdzoneinfo.I w jej imieniu przekazujemy wszystkim, którzy wyszli od razu po Mszy, że się z Wami solidaryzuje. A dlaczego…? To jest w konferencji ;-)#piękno #tęsknota #siła #kobiecość #dadab#tasiostrazfacebooka 😉

Opublikowany przez Duszpasterstwo Akademickie DĄB na 24 styczeń 2017

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Turysta i pielgrzym

Wczoraj w końcu obejrzałam pierwszy odcinek „Młodego Papieża”. Wiele już słyszałam o tym serialu i póki co nie jestem zawiedziona. Co by o nim nie mówić – konfrontuje i stawia mnóstwo dobrych pytań. O co drugim dialogu można by powiedzieć kazanie i napisać wpis na bloga. Tym razem będzie o jednym zdaniu, które mogło nie zwrócić specjalnie niczyjej uwagi, ale mi się bardzo spodobało. Pius XIII mówi: „Nigdy nie pozbędę się niechęci do turystów… bo są tylko przejazdem”.

Tylko przejazdem. Bez zaangażowania, bez głębszych relacji. Tylko zobaczyć, ucieszyć się i pobiec dalej. Bez zobowiązań. Wpaść, wypaść, zrobić fotki. Czy to nie obraz dzisiejszego świata? A chrześcijanin ma wypływać na głębię, bo dopiero tam jest krystaliczna woda. Czasem muszę się przebić przez mnóstwo mętności i przestać ślizgać się po powierzchni. Zatrzymać się w tym codziennym biegu i pochylić nad tym co najważniejsze.

Jednocześnie często sobie przypominam, że to życie jest tylko drogą do innego świata. Mój ulubiony cytat z Katarzyny ze Sieny brzmi: „Życie jest mostem. Przejdź przez nie, ale nie buduj na nim swojego mieszkania”. Drugą skrajności jest zejście tak głęboko, że ciężko już się stamtąd wydostać. Nie chodzi o to, by zapuścić korzenie i bezpiecznie przetrwać życie w tym co znane. To jest chyba to co najbardziej pociąga mnie w życiu zakonnym – tu nie ma stagnacji, jest nieustanne szukanie jak lepiej służyć Bogu i ludziom.

A więc nie być turystą w ciągłym biegu i nie utknąć w ciepłym przytulnym domku. Myślę, że kluczem jest bycie pielgrzymem. Jako pielgrzym wiem dokąd zmierzam. Będę szła tymi drogami, które prowadzą mnie do celu, nie będę jednak biegła, bo wiem, że muszę oszczędzać siły. Wiem też, że sama droga jest ważna, nie dlatego, że dużo w międzyczasie odwiedzę i zobaczę, ale dlatego, że ona nauczy mnie życia i tam spotkam ludzi, którzy będą mnie zmieniać na lepsze.

Życie jest niesamowitą pielgrzymką. Obym go nie przebiegła jak turysta, który jest tylko przejazdem – zrobi sobie selfie przed muzeum i kupi hot-doga na stacji benzynowej.

Opublikowano Refleksje z życia | 1 komentarz

Zaproszenie do Warszawy

Dziś mam dla Was kolejne zaproszenie do stolicy. Tym razem na 23 stycznia do mojego, można powiedzieć, macierzystego Duszpasterstwa Akademickiego DĄB 😉 Na Rakowieckiej będę mówić o kobiecości – dla kobiet i mężczyzn. O 19:15 rozpoczniemy Mszą Świętą w Kaplicy Akademickiej, a po niej konferencja. W opisie tego wydarzenia przeczytać możemy, że skierowane jest do wszystkich: „małżonków, narzeczonych, zakochanych, poszukujących męża/żony, a także tych, dla których – po prostu – ważne jest pomnażane miłości w świecie i chcą razem z nami się o nią modlić”. Ja się doskonale odnajduję w ostatniej kategorii i o miłości mówić będę z pewnością, więc wszystkich serdecznie zapraszam 🙂

To będzie bardzo osobista konferencja, która przenosi mnie do wielu ważnych momentów mojego życia, więc tym bardziej polecam się Waszym modlitwom. Tym razem mam też dobrą wiadomość dla tych, którzy są daleko – będzie nagranie 🙂

Opublikowano Zaproszenie | Skomentuj

Światło nadziei

Wczoraj przeczytałam taki oto cytat z New York Times: „Papież Franciszek dał już nadzieję homoseksualistom, rozwodnikom i zwolennikom teorii Wielkiego Wybuchu. Teraz przyszedł czas na miłośników zwierząt i wegan”. Było to nawiązanie do słów papieża, który rozmawiając z chłopcem o jego psie powiedział: „Raj jest otwarty dla całego bożego stworzenia”. Poruszenie jakie wywołało to zdanie jest dla mnie naprawdę ciekawe, bo przecież nie oznacza ono, że pies ma duszę i będzie zbawiony. Wyraża jedynie dość oczywistą prawdę o tym, że Bóg przecież w wieczności nie odbierze nam wspaniałego stworzenia, które zostało nam dane jeszcze w raju. Natura nie będzie „zbawiona”, ale dalej będzie nam dane cieszyć się jej pięknem w Niebie.

Podobnie kontrowersji wokół Wielkiego Wybuchu nie powinno być wiele, bo nawet w książkach do religii w gimnazjum jasno piszą, że ta teoria zupełnie nie kłóci się z naszą wiarą. O co więc tyle szumu? Myślę, że kluczowe jest tu słowo „nadzieja”. Papież Franciszek nie odrzuca nikogo, nikogo nie straszy piekłem, każdemu daje nadzieję na życie z Bogiem – wystarczy tylko chcieć.

Bóg jest większy od naszych grzechów i słabości, poradzi sobie z poplątanymi historiami naszego życia i chce żebyśmy wszyscy cieszyli się z Nim na wieki. Franciszek tylko nam o tym przypomina, naśladując Jezusa, który właśnie po to przyszedł na ziemię. Dziś w Ewangelii Mateusz cytuje fragment z Księgi Izajasza: „Lud, który kroczył w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło”. Mesjasz przyszedł po to by wyprowadzić nas do światła! On sam JEST światełem.

Problem jednak w tym, że my cały czas lubimy plątać się w ciemności, bo światło nas razi, każe zajrzeć w głąb swojego serca i stanąć w prawdzie. Ciemność to nie tylko upadek moralny, ale dużo częściej nasze skostniałe prawa, w których czujemy się bezpiecznie, patrząc z góry na innych. Światło pokazuje nam, że wcale nie jesteśmy lepsi i to może zaboleć. Niech ten wysiłek nas jednak nie zniechęca, bo stworzeni jesteśmy do życia w światłości, tam jest nasze szczęście. Niech nadzieja nas nie opuszcza!

Opublikowano Spojrzenie na Boga | Skomentuj

Chcieć więcej

Powróciłam właśnie z kolejnego inspirującego spotkania naszych sióstr z Europy. Oprócz radości bycia razem, miałyśmy okazję posłuchać z pierwszej ręki o historii powstawania nowych Konstytucji. Konstytucje zakonne to taki zbiór reguł w Zgromadzeniu, który mówi o tym jak powinno wyglądać nasze życie, w jaki sposób chcemy służyć Panu Bogu. Nasze pierwsze Konstytucje zostały spisane przez św. Magdalenę Zofię Barat w 1815 roku i służyły nam dobrze przez dziesiątki lat. Sobór Watykański II wezwał jednak do pewnych zmian, które należało nanieść na wszystkie dokumenty. Nasze poprzedniczki nie chciały naruszać pierwotnych zapisów, ceniąc je w całości jako ogromne dziedzictwo naszej założycielki, ruszył więc proces pisania nowego dokumentu. Jest on teraz dla nas wielkim skarbem, który ja ciągle odkrywam z nowym zachwytem.

Dokładnie dziś mija 30 lat od dnia, w którym nadszedł list potwierdzający, że nasze Konstytucje są już oficjalnie zatwierdzone. Było to po 5 latach długiego i bolesnego procesu wprowadzania poprawek proponowanych przez komisję z Watykanu. Sam proces był ważny i fascynujący. Wymagał dużo wysiłku i smutku, ale uczył też pokory i szukania woli Bożej.

To o czym chciałabym dziś napisać, to jedna z poprawek, która była dla mnie bardzo inspirująca. Otóż jednym z zarzutów, jaki usłyszałyśmy dotyczył tego, że nasze reguły odnoszą się tylko do ideału, do tego jak chciałybyśmy żyć i nie ma tam wzmianek o tym jakie minimum należy spełnić, by być dobrą zakonnicą Najświętszego Serca Jezusa. Może właśnie dlatego kocham je tak bardzo – bo jest w nich duch, który pozwala mi wzrastać, a nie zbiór norm i przepisów, których mam przestrzegać.

Pomyślałam sobie, że podobnie rzecz ma się z Ewangelią. Jezus nie daje nam recepty: „zrób tylko tyle, a będziesz zbawiony”. On nie jest zainteresowany tym, byśmy się załapali do Nieba, ale chce, żebyśmy sprzedali wszystko, oddali Mu w całości nasze serca. Owszem, mamy przestrzegać przykazań, ale to nie w wypełnianiu prawa jest sens naszego życia, lecz w poszukiwaniu nieskończonej miłości. Nawet jeśli nam to bardzo słabo wychodzi, nawet jeśli ciągle upadamy. Ważne jest, że ciągle zmierzamy w dobrym kierunku. Oby nasze serca ciągle pragnęły być większe i nigdy nie pytały „czy tyle już wystarczy?”.

Opublikowano Sacre Coeur | 1 komentarz