Muszę przyznać, że spotkanie w ambasadzie bardzo udane! Okazało się, że trochę sprawy pokręciłam, bo pani ambasador nie tylko nie jest nowa, ale jest wręcz stara (choć całkiem nieźle się trzyma ;)) i właśnie kończy swoją kadencję.
Miałam szczęście, że Siostra Feliksa (niektórym znajoma ;)) podrzuciła mnie samochodem, bo ambasada to absolutnie drugi koniec miasta. Ku mojemu zaskoczeniu, tym razem Polonia okazała się o wiele liczniejsza – myślę, że to głównie zasługa jedzenia. Franciszkanie oferowali jedynie kawę i ciasto, tu natomiast suto zastawiony szwedzki stół i uwijający się między gośćmi kelnerzy. Miałam okazję zjeść nareszcie coś pysznie europejskiego – od krewetek, szynki parmeńskiej i lazanii począwszy, a skończywszy na tiramisu i dobrym winie 🙂
Wśród towarzystwa było ok 50 Polaków. Ucieszyłam się na widok moim znajomych franciszkanów z Subukii. Miałam też okazję poznać kilka osób z rodzin pracowników ambasady. Największym zaskoczeniem było jednak kilkanaście osób z ekipy GloBall – grupy Polaków podróżujących po Afryce i organizujących mecze w piłkę nożną. Uśmiałam się niesamowicie na ich widok, bo dopiero co w grudniu Tygodnik Powszechny napisał na ich temat bardzo niepochlebny artykuł o tym jak to łatwo zorganizować sobie wakacje za cudze pieniądze 😉
