Jeden ciepły dzień w polskim kurorcie narciarskim. Biały puch lecący z nieba, gorąca czekolada na szczycie, piękne sekundy szusowania i długie rozmowy w kolejkach, herbata z cytrynką, słońce i mgła…
Jeden zimny dzień w mieście tysiąca kościołów i tresowanych gołębi na rynku. Ręce grzane gorącą krakowską herbatą kupioną po warszawskiej cenie w lokalu vis-a-vis, a serce rozgrzane wieczorem pod znakiem wielkiej jaszczury…
Pod rusztowaniami na sukiennicach nie zimno okazuje się najbardziej przerażające, ale kwiaciarka czekająca na cud. W rękach ma palmy wielkanocne, a przecież dopiero zaczął się post! Jak może ten czas uciekać tak bez ostrzeżenia?…
Piękny to był weekend i choć na chwilę odmiennym jakby rytmem biło serce! Thx Marta i ekipa Roberta K 🙂
