Sercem w Italii

Nie mogłam uwierzyć dopóki nie odprowadziłam wzrokiem autokaru na pl. Politechniki. Nikt nie przypuszczał, że będę wtedy stać na zimnym śniegu a nie tasować talię kart do pierwszej partyjki blefa. Chcę wierzyć, że naprawdę to było potrzebne i jakieś dobro dzięki temu się jeszcze zadzieje. Zostałam więc tu na polskiej ziemi podczas gdy moi przyjaciele ostrzą narty na kolejne wyjście na stok. Dobrze, że nowoczesne technologie zapewniają, że jesteśmy „in touch”, bo inaczej chyba zeschłabym się z tęsknoty za nimi.

W ramach wyciągania dobra z zaistniałej sytuacji, w piątek odwiedziłam małego kochanego Franeczka, a na weekendzik postanowiłam wybrać się w odwiedziny do rodziców, co nie udało się przez kolejne weekendy, bo pracowałam (o ironio…) Z racji trudnych warunków na drodze postanowiłam udać się do Białegostoku ze spółką PKP. Moja czujność została wyostrzona dochodzącymi z różnych stron komunikatami, że opóźnienia są dramatyczne, pociągi nie ruszają i inne straszne historie. Zanim więc nabyłam bilet zorientowałam się na jakich trasach i jakie opóźnienia występują. Okazało się to bez sensu, gdyż mimo pozytywnego rozeznania i tak wysłuchałam znajomego komunikatu kończącego się słowami „opóźnienie może ulec zmianie”. Na szczęście na groźbach się skończyło i po 10 min nadjechał – długi jak nigdy. Nie dziwne to jednak skoro jechał z Katowic, a potem przez Warszawę i Białystok do Gdyni (!?) Dużo się zmieniło…

Dziś w ten Walentynkowy wieczór pozostaje mi tylko westchnąć w kierunku południa, bo sercem jestem w Dolinie Słońca.

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *