Nadszedł w końcu czas. Aż trudno w to uwierzyć. Dziś ostatnia noc, jutro wyjazd. Końcówka była piękna – jak to końcówki być potrafią. Wybrałyśmy się do Biskupina w ramach pożegnania, spotkałam się z sąsiadami, poszłam na ostatni spacer nad jeziorko i po raz ostatni zrobiłam zakupy w Biedronce. W perspektywie końca wiele rzeczy wydaje się być magicznymi…
Zapraszam do galerii pożegnalnej, gdzie Biskupin (wspólnota moja w niepełnym składzie, ale za to z kochaną s. Janką z Warszawy :)) oraz kilka ostatnich ujęć pięknych pobiedziskich krajobrazów.
Wczoraj zakończyliśmy też ostatnią moją turę rekolekcji. W tym czasie wiele niesamowitych rzeczy się działo. Przede wszystkim dostrzegłam jednak jak ogromny to skarb i piękne dzieło, w którym mam możliwość uczestniczyć. Pięć dni urlopu można spędzić na tyle różnych sposobów. Można przeleżeć na kanapie, można pływać w basenie w hotelu all-inclusive, można pochodzić po górach i podziwiać przyrodę… a można te pięć dni powierzyć Panu Bogu i przemienić swoje życie na zawsze. Prawdziwym cudem jest móc patrzeć jak to się dokonuje. Dziś płakałam na świadectwach. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Tymczasem jutro zaczynam swoje rekolekcje. W tym roku tym bardziej wyczekane. Zatapiając się w ciszę, proszę Was o modlitwę na ten szczególny czas. Obiecuję też pamiętać o Was (jakby ktoś miał szczególną intencję, to dawajcie znać przed 19:00).
A po rekolekcjach podróż w nieznane. Nie bądźcie zdziwieni jeśli kolejny wpis pojawi się za dwa lata 😉 Bez odbioru.
