Weekendowo-majowo było bardzo miło 🙂 Bieszczadzka wyprawa zakończona sukcesem (dementuję pogłoski, jakoby miała coś wspólnego z moją późniejszą chorobą!). Spojrzałam na piękny krajobraz z połoniny Caryńskiej, wywiało ze mnie wszystkie zmartwienia na Wetlińskiej, wypiłam obowiązkową herbatkę z miodem w Chatce i winko w Siekierezadzie (które stało się przyczyną wielkiego rozczarowania – okazało się, że moje ukochane Bieszczadzkie Wino produkują w Piotrkowie Trybunalskim!). Był też czas na milczenie i na rozmowy, najeździłam się autkiem za wszystkie czasy i poznałam przesympatyczną rodzinkę bieszczadzkich tubylców 🙂
Tylko pytam ja: Czemu tak krótko???
Teraz niestety czas powrotu do rzeczywistości i obowiązków, ale już nie na długo wcale, bo do miesięcznej Afrykańskiej Wyprawy tylko 83 dni! 🙂
Póki co obowiązki też trochę wstrzymane przez chorowanie, co nie jest takie złe, jak się zapowiadało – udało mi się z tej okazji nadrobić zaległości w galerii, porobić trochę innych rzeczy z długiej listy to-do… poza tym dostałam na pocieszenie pokaźny zbiór nowej muzyczki, wiele życzeń powrotu do zdrowia, modlitwy i zapowiedź odwiedzin w chorobie 🙂 Dziękuję Wam Kochani! Może dzięki temu wszystkiemu przełknę jakoś to, że mnie tyle omija przez te kilka dni…
A teraz czas na kolejny dzień radosnej przygody z Ruby’m 😉 Pozdrawiam Was serdecznie znad pokaźnego tomu biblii programisty 😉
