Kawałek Izreala w Parkishon

Już w drodze do wioski Parkishon, doszły nas słuchy, że jest ktoś z Izreala. Wydało się nam to dość egzotyczne. Nashangay – tak wszyscy do niej wołają. W języku kirendille oznacza „urodzona w deszczu”, kiedy bowiem przyjechała, była przeogromna burza. Jej historia wydała mi się fascynująca. Podróżuje sama po Afryce bez bardzo dokładnego planu. Wylądowała w Etiopii, po której podróżowała przez 3 miesiące. Teraz trafiła do naszej wioski przypadkiem, bo spotkała w autobusie sympatycznych ludzi i postanowiła wysiąść z nimi. Tak zakochała się w swojej kenijskiej rodzinie, że postanowiła zostać dłużej. W poniedziałek rusza dalej w podróż po Kenii, gdzie mówiła, że chce zobaczyć 3 miejsca. Oczekiwałam, że wśród nich będzie któryś z parków narodowych, Mombasa i może Nairobi. Tymczasem jej odpowiedź mnie zaskoczyła – chce bowiem pojechać do ludzi, a konkretnie do 3 plemion – Samburu, Turkana i Masajów…

Dziś mieliśmy być na jej urodzinach. Niestety nastroje wśród wojowników są bardzo złe. Wczoraj postrzelony został chłopiec z plemienia Rendille, a dziś zginęło 3 z plemienia Borana. Ja dopiero powoli zaczynam się orientować w zawiłościach konfliktu, ale wygląda na to, że wśród tego wszystkiego działa jeszcze trzecia niewidzialna siła w postaci polityków, elit i biznesmenów, którym zależy na utrzymywaniu konfliktu. My wszyscy jesteśmy spoza układu i teoretycznie nic nam nie grozi, ale niebezpiecznie jest jechać w rejon konfliktu w takim czasie. Jutro mieliśmy być rano na ślubie – może uda nam się pojechać neutralnym autobusem, w którym będzie bezpiecznie…

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *