Kenya Trip – cz. II – Miasto Vasco da Gamy i św. Franciszka Ksawerego

Prosto od zwierzaków ruszyliśmy w dalszą drogę na wybrzeże. Nasze przygody rozpoczęliśmy od Malindi –  miejscowości nad oceanem, która opanowana jest głównie przez Włochów (ostrzyłam już sobie ząbki na potrawy z makaronem ;)) Zwiedzanie miasteczka zaczęliśmy oczywiście od plaży. Cieszyłam się na popływanie, bo jako urodzona pod znakiem ryb, tęsknię bardzo za wodą. Niestety po raz kolejny przypomniałam sobie, że jestem rybą słodkowodną, więc wiele nie wytrzymałam w zasolonych falach, ale i tak było warto 🙂

Z plaży ruszyliśmy na szlak turystyczny, który zaczynał się od Krzyża Vasco da Gamy. To postać bardzo ważna w historii Malindi. Przypłynął tu w 1498, poszukując drogi do Indii. Wracał tam kilkukrotnie podczas swoich kolejnych wypraw i zjednał sobie przychylność tutejszego króla. Został po nim krzyż (a właściwie  wielka kolumna), zachowana po dziś dzień.

Kolejnym punktem zwiedzania jest kaplica portugalska, która wywołała emocje przede wszystkim u mnie i Allena, bo zbudowana była w 1499 przez Franciszka Ksawerego – jednego z współzałożycieli Towarzystwa Jezusowego. Podobno to pierwszy chrześcijański kościół we wschodniej Afryce

Zaraz obok kościółka muzeum. Na górze historia Vasco da Gamy i trochę historii Kenii i islamu – generalnie jak dla mnie nudy 😉 Natomiast na dole… muzeum jednej ryby 🙂 Okazuje się, że rybacy w 2001 wyłowili tu ogromne zwierze z czasów prehistorycznych zwane „coelacanth fish”. Można było pomacać jego łuski, zobaczyć wielką makietę i mnóstwo zdjęć z połowu – uśmiałam się 🙂

Po obowiązkowych miejscach turystycznych wybraliśmy się jeszcze na jedno nieobowiązkowe – okazało się, że nieopodal naszej kwatery jest tzw. Falconry, czyli Sokolarium (?) gdzie prócz sokołów można było zobaczyć mnóstwo ciekawych ptaków, płazów, gadów i jednego 150 letniego wielkiego żółwia – którego ktoś trzymał w domu jako pupilka 😉 Z radością widzieliśmy też prawdziwego lemura 🙂

__________________________________________

Tymczasem, pisząc wspomnienia z podróży, szykuję się poważnie do kolejnej. Mój plecak zmierza jutro do Marsabit w północnej Kenii, a ja podążam za nim już w niedzielę popołudniu. Kolejna przygoda tuż za rogiem! Podobno mięso z wielbłąda całkiem dobre, ale wielbłądziego mleka mam nie próbować…

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Afryka, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *