Habit zamiast szminki #3 – filozofia i głoszenie

Siostra Barbara Chyrowicz ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego jest profesorem filozofii, etykiem i kierownikiem Katedry Etyki Szczegółowej na KULu. Wywiad z nią był dla mnie szalenie ciekawy i chętnie posłuchałabym jej na żywo. Jest coś pięknego w połączeniu głębokiej wiary i wiedzy naukowej, bo pokazuje integralność tego świata, gdzie duch i ciało uzupełniają się wzajemnie. Bardzo polecam 🙂

Czy zdarzyło się Siostrze spotkać w rozmaitych debatach publicznych czy dyskusjach z opiniami, że jest katolicką zakonnicą i musi mówić to, co mówi?

Proszę pamiętać, że nie jestem teologiem, zdecydowana większość moich kontaktów naukowych ogranicza się do grona filozofów. W debacie filozoficznej odwołujemy się do argumentów racjonalnych, a nie religijnych. Zdarza się, że adwersarze w dyskusji krytykują określoną argumentację natury filozoficznej, zarzucając jej religijny charakter tylko dlatego, że jest ona równocześnie akceptowana w nauczaniu Kościoła, ale to błąd. Z faktu, że określony, racjonalnie uzasadniony pogląd uznany jest przez magisterium Kościoła za słuszny, nie wynika, że jest poglądem religijnym. Inną kwestią są oczekiwania – jeśli wiemy, kim jest mówca, to z góry zakładamy, jakiej natury poglądy będzie przedstawiał. Dysputy filozoficzne nie opierają się jednak na autorytecie Kościoła i nie zawsze dotyczą problemów, które są z doktryną Kościoła związane. Czasem przedwczesne zarzucanie chrześcijańskim filozofom, że posługują się argumentami natury religijnej, wynika stąd, że uczestnicy konferencji czy wykładów nie wykazują specjalnej subtelności myślenia i słyszą tylko to, co chcieliby usłyszeć.

Czy według Siostry Kościół jest wezwany do dialogu z niewierzącymi?

Oczywiście, że tak, tak było od początku, inaczej nie poznalibyśmy Ewangelii. Gdyby apostoł Paweł stanął na współczesnym Areopagu, Areopagu niewierzących w żadnego boga, powiedziałby zapewne: różne rzeczy was pociągają, za wartościowe uznajecie niekoniecznie to, co jest cenne, a ja chcę wam opowiedzieć o Kimś, kto może nadać waszemu życiu sens i sprawić, że przestaniecie gonić za złudnym szczęściem, które nie jest w stanie was zaspokoić. Zrozumiecie, że niezależnie od tego, czy głośno o was w mediach, czy nikt o was nie słyszał, jesteście niezmiernie cenni, wasze życie jest cenne, każde życie; jesteście przez Kogoś niezmiernie kochani. Jeśli w to uwierzycie, będziecie żyli wiecznie, bo życie zmienia się, ale się nie kończy, zmartwychwstaniecie. Kościół jest wezwany do głoszenia Ewangelii, Kościół jest z natury swej misyjny. W zlaicyzowanym świecie wezwany jest do nowej ewangelizacji. 

Opublikowano Habit zamiast szminki | 1 komentarz

Habit zamiast szminki #2 – wiara, niewiara i szczęście

Siostra Bogna Młynarz ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa też prowadzi bloga. Oprócz tego jeździ po Polsce i prowadzi różnego rodzaju rekolekcje. Wybrałam dla Was dwa pytania, a szczególnie pod drugim mocno się podpisuję. Życie zakonne to nasze szczęście 🙂

Zakładając, że mamy świat oparty na wierze oraz świat bezbożny, ktoś może pomyśleć, że w takim razie podział na dobrych i złych przebiega między wierzącymi i niewierzącymi.

Określeń „wierzący”, „niewierzący” zazwyczaj używamy, mając na myśli deklarowaną religijność. Tu chodzi o coś więcej. Mówiąc o podziale na świat wiary i bezbożności, sięgamy do głębokiego fundamentu ludzkiego serca. Do autentycznej relacji, do transcendencji. To coś więcej niż tylko metryka chrzcielna czy nawet deklaracja. Chodzi o postawę serca, które albo wychyla się ku czemuś, co jest poza czy raczej ponad nami, albo pozostaje w ciasnym kręgu własnego „ja”. W tym znaczeniu wszyscy jesteśmy nie do końca jednoznaczni. Nie można etykietować ludzi, stawiając ich po jednej lub drugiej stronie barykady. Prawda jest taka, że nawet ten, kto deklaruje, że kieruje się w życiu wartościami: dobrem, miłością, prawdą, czasem oszukuje samego siebie i jego wybory są nie zawsze uświadomioną mieszaniną dobra i egoizmu. Może też być odwrotnie. Nawet jeśli ktoś żyje daleko od świata wartości, to nosi w sobie głębokie pragnienie dobra. I ono może się objawić w najmniej oczekiwanym momencie. Fantastycznie te „podwójne myśli” w człowieku opisał Dostojewski.

Dlaczego, według Siostry, akcentowany jest opresyjny charakter życia zakonnego? Dlaczego wielu osobom klasztor kojarzy się z podporządkowaniem, ślepym posłuszeństwem i surowymi regułami?

Różnicę w percepcji życia zakonnego świetnie obrazuje przypowieść Jezusa o ukrytym skarbie. Spróbujmy stanąć w pozycji obserwatora tej sceny. Pewien człowiek sprzedaje wszystko, co ma, i nie targując się, kupuje kawałek ziemi, która sama w sobie nie ma większej wartości. Co myślisz o tym człowieku? Wariat. Naiwniak, który marnuje swój majątek i swoje życie. Właśnie, tak patrzy na nas świat. Ale perspektywa zmienia się diametralnie, gdy do świadomości dotrze fakt, że w tej ziemi jest ukryty skarb. Wtedy strata zmienia się w ogromny zysk. Jednak świat nic nie wie o naszym skarbie. Jest on ukryty przed ich oczami. Dlatego widzą jedynie cenę, którą płacimy, wyrzeczenie, utratę czegoś. Ale ten sam świat z uznaniem patrzy, gdy ktoś kupuje za niewyobrażalne pieniądze kawałek grzyba zwanego truflą, czyli wie, że rzeczy wartościowe to… drogie rzeczy. Paradoks, prawda? Kiedy mój bratanek był jeszcze malutki, a ja dopiero stawiałam pierwsze kroki w życiu zakonnym, bratowa zagadnęła mnie kiedyś przekornie: „Ja bym tak nie mogła żyć. Od wczesnego rana modlitwa, obowiązki itd.”. „A ty wstajesz kilka razy w nocy do dziecka, karmisz je, przewijasz…” – odpowiedziałam. „Ale to jest moje szczęście” – powiedziała nieco zdziwiona. No właśnie. Jeżeli człowiek upatruje w czymś swojego skarbu, to nie koncentruje się na kosztach, które ponosi przy jego zdobywaniu. Życie, które ma swój cel, ma też swoją cenę. To jest nieuniknione i trzeba naprawdę być bardzo naiwnym, by myśleć inaczej. Chyba że dla kogoś celem samym w sobie jest komfort psychiczny, brak stresu czy trudu. Ale czy to można nazwać życiem czy jedynie wegetacją?

Opublikowano Habit zamiast szminki | Skomentuj

Chrześcijaństwo w praktyce

Wczoraj w internetach widziałam dwa obrazy, które do dziś dają mi do myślenia. Jednym z nich był filmik o przemarszu przez ulice Wielkiej Brytanii „chrześcijańskiego patrolu”. Katolicy wyruszyli przez miasto z wielkimi krzyżami, rozdając gazety. Nagranie ma ilustrować z jaką agresją spotkali się ze strony muzułmanów. Agresji i słownych przepychanek rzeczywiście nie brakowało…

Drugim, co widziałam, było zdjęcie z Sopotu. Tam, do coraz bardziej popularnej akcji Zupa na Monciaku, dołączyła Dorota, która postanowiła, że oprócz podawania bezdomnym zupy, będzie im również myć nogi. Dawno nie widziałam sceny tak pełnej miłości i czułości.

Dwa różne światy? Czy to dlatego, że Dorota nie musiała mieszkańcom Polski przypominać, że to „chrześcijański kraj” i maszerować przez Sopot z krzyżem? A może anglikom nie przyszło do głowy, że gdyby wyszli na ulicę z miską wody i ręcznikiem, to muzułmanie płakaliby ze wzruszenia i pytali o Jezusa, zamiast bluzgać?

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Ja odczytuję te słowa jako zachętę, by bez względu na ustrój, poglądy innych, taką czy inną politykę, po prostu robić dobro. Choć wielu tego oczekiwało, Jezus nigdy nie walczył z rzymskim okupantem. Dał się zabić z miłości.

Może jestem naiwna i łatwo mi to pisać bezpiecznie siedząc przed komputerem, ale dla mnie to wszystko naprawdę jest takie proste. Miłością odpowiada się na miłość. Chyba, że się jest chrześcijaninem, wtedy miłością powinno się odpowiadać również na nienawiść.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Dary Ducha

Dziś szczególny dzień łaski, kiedy Duch Święty rozdaje prezenty. W tym roku chętnie poprosiłabym o dar rozmnożenia czasu albo przynajmniej bilokacji. Też tak macie? 😉 A jednak On przygotował coś innego. W naszych wspólnotach mamy bardzo fajną tradycję losowania darów i owoców Ducha Świętego. Interpretacje mogą być różne, ale najpopularniejsza jest taka, że to ten dar i owoc, którego w danym momencie najbardziej potrzebujemy. Mi w tym roku przypadł w udziale „pokój” – bardzo trafiony pośród ilości spraw i zabiegania! Pokój jednak nie bierze się znikąd. On jest owocem obecności Boga.

Dar, który wylosowałam, to dar „umiejętności”. Jest on odpowiedzialny za szczególne poznanie prawd wiary i pozwala intuicyjnie zrozumieć to co ciężko pojąć ludzkim rozumem. Ma też jednak jeszcze jedną funkcję – uczy odnajdować Boga we wszystkim (jak ignacjańsko!). Czy to nie jest właśnie to, czego potrzeba, by w sercu mieć pokój? Tylko tyle i aż tyle. Jeśli w każdej sytuacji będę w stanie odnaleźć Boga, to żaden lęk i niepokój nie będą mogły mnie dotknąć.

Z takimi łaskami, zapowiada się bardzo dobry rok! 🙂

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 2 komentarze

Habit zamiast szminki #1 – relacja i marzenia

Obiecałam, że będzie zajawka do książki o zakonnicach, ale spisanie w jednym miejscu choćby krótkiego fragmentu każdej rozmowy po prostu mnie przerosło. Wpadłam więc na inny pomysł. Od dziś, co tydzień w środę, przeczytacie fragment kolejnej rozmowy, który mnie osobiście poruszył. Początek jest o tyle trudny, że moja rozmowa otwiera książkę 😉 Wybrałam dwa pytania, które są mi szczególnie bliskie.

Co to znaczy, że z Bogiem można mieć relację?

To znaczy, że z Bogiem można rozmawiać. Że to jest Osoba, a nie jakaś abstrakcyjna siła, która może oddziaływać na moje życie, ale ja nie mam na to wpływu. Zrozumiałam, że choć On bezpośrednio zwykle do nas nie mówi, to można Go usłyszeć: przez Słowo Boże, przez ludzi, przez myśli. Na moich pierwszych wyjazdowych rekolekcjach w milczeniu miałam poczucie, że słyszę Pana Boga. Wcześniej to mi się wydawało kompletną abstrakcją, a tu nagle nastąpiło kopernikańskie odkrycie. Ta cała moja wcześniejsza wiara okazała się zbiorem pobożności. Dopiero później zaczęłam sobie przypominać, że jako mała dziewczynka miałam momenty takiego mistycznego spotkania z Bogiem, i wtedy uświadomiłam sobie, że ta historia zaczęła się dużo wcześniej. Przypomina mi się lekcja religii, na której omawialiśmy stygmaty ojca Pio, a ja sobie myślałam: „Panie Boże, dla Ciebie to ja mogłabym stygmaty mieć”. Miałam wtedy pewnie z dziesięć lat, na pewno byłam po Komunii, ale szybko mi to minęło. Bierzmowania zupełnie nie przeżyłam. Dopiero na studiach zaczęłam tej mojej drogi szukać

W jakim stopniu w zgromadzeniu możliwy jest osobisty rozwój? Czy wstępując do zakonu, należy zostawić swoje pasje za furtą klasztorną?

Myślę, że odpowiedź jest złożona. Jeśli rozwój ma służyć tylko do samego rozwoju, a ja mam realizować samą siebie, to nie po to w ogóle jestem chrześcijanką. Ja chcę szukać woli Bożej i nią żyć. Wszystkie talenty i pasje są nam dane po to, żeby realizować pomysł Pana Boga na to, co ma się na tym świecie dziać. Dla mnie istotne jest spełnianie Jego marzeń w moim życiu. Nie o to chodzi, żeby nasze pasje i zainteresowania chować do kieszeni i o nich zapomnieć, ale nie mogę też upierać się przy robieniu zawsze tego, co jest moją pasją. Żyjąc w świecie, to ja decyduję, że rzucam wszystko i jadę na wakacje nurkować. To może wcale nie byłaby Boża decyzja, ale mogę podjąć ją bardzo spontanicznie. W zgromadzeniu byłby z tym pewien kłopot, ale wynikający z tego, że podjęciu decyzji towarzyszy zawsze pytanie, czy tego chciałby od nas Pan Bóg. Jeśli to pragnienie od Niego, to prędzej czy później się urzeczywistni. Ja na przykład jestem zakochana w paralotniach i jestem przekonana, że jeszcze kiedyś polecę. Wierzę w to, że skoro Pan Bóg nam takie marzenia dał, to znajdzie sposób ich realizacji, ale to nie moje pasje są najważniejsze.

Opublikowano Habit zamiast szminki | 2 komentarze

Habit zamiast szminki

Dziś nadszedł w końcu dzień, kiedy mogę podzielić się z Wami fantastycznym dziełem, które już w najbliższą środę pojawi się na półkach w księgarniach. Ta książka o zakonnicach, to wyjątkowa pozycja nie ze względu na mój skromny w niej udział, ale dlatego, że pokazuje życie zakonne z tak różnych stron i tak wielobarwnie. Jestem bardzo wdzięczna Ewelinie, że zechciała podjąć trud, by porozmawiać z tymi, które nie opowiedzą o żadnej sensacji, ale o swoim codziennym życiu, które jest przecież zwyczajnie niezwykłe, bo przepełnione Bożą obecnością!

Czternaście sióstr z różnych zgromadzeń, w tym dwie moje współsiostry –  s. Jola Glapka RSCJ i s. Maria Stecka RSCJ, opowiadają o tym czym żyją, co jest dla nich ważne i uchylają nieco rąbka tajemnicy, którą owiane jest życie zakonne.

Nie będę się wielce rozpisywać. Po prostu kupujcie, czytajcie i ucieszcie się z nami pięknym życiem, jakie każda z nas dostała od Jezusa 🙂 W przedsprzedaży taniej! 🙂 Autografy rozdaję w Gdyni 😉

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Bóg za chmurami

W weekend po raz pierwszy od kilkunastu lat miałam okazję oglądać wschód słońca. Przez pół godziny ognista kula powoli wyłaniała się zza morza, a potem zza chmur. Ten widok był dla mnie prawdziwą modlitwą, nie tylko dlatego, że nuciłam w myślach: „każdy wchód słońca Ciebie zapowiada”, ale i dlatego, że przywoływał w moim sercu rzeczy ostateczne. Czy ktokolwiek może mieć wątpliwości, że słońce rano jednak wyjdzie zza chmur i nie utknie w ciemności na wieczność? Z tą samą pewnością czekam na przyjście Jezusa, który zaprowadzi pokój i żyć będziemy już tylko miłością.

Po co jednak czekać? Już dziś wszyscy możemy swój promyk na tym świecie dołożyć i pomnażać dobro. Dzięki temu słowa, które wypowiadamy codziennie będą stawały się rzeczywistości i prawdziwie przyjdzie do nas Królestwo Boga.

Miłego podziwiania! 🙂

P.S. Ostatnie dni są bardzo intensywne, bo szykuje się wiele niespodzianek! Pierwsza z nich już za tydzień 🙂 Chodzi o książkę, w którą zamieszany będą habit, szminka i dwie moje współsiostry. Kto zgadnie? 😉

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Karykatura Boga

W ostatnim czasie usłyszałam zdanie, które zabolało mnie mocno: „Islam to religia szatana”. Tym trudniej jest mi się po nim pozbierać, że nie wypowiedział go żaden z moich zbuntowanych gimnazjalistów, ale katolicki ksiądz. Zupełnie paradoksalnie w tym samym czasie papież Franciszek spotykał się w Egipcie z imamem Ahmadem al-Tajjib i wspólnie przypominali światu, że w żadnej religii nie ma miejsca na przemoc.

W zeszłym tygodniu nasi biskupi napisali naprawdę fajny list o tym, że prawdziwy patriotyzm nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem. Tymczasem już w sobotę na ulicę wyszli nacjonaliści, trzymając krzyż i wykrzykując pod nim „śmierć wrogom ojczyzny”.

Dlaczego ciągle znajdują się ludzie, którzy tak bardzo przekręcą Bożą naukę, że zamiast głosić Dobrą Nowinę, czynią z niej narzędzie zbrodni? To nie Boga głoszą, ale Jego tragiczną karykaturę. Pozostaje mi tylko modlić się o nawrócenie dla nich i mieć nadzieję, że gdy staną kiedyś twarzą w twarz z prawdziwym Stwórcą, to będą potrafili przebaczyć sobie całe zło jakiego dokonali.  Co do miłosierdzia Boga na szczęście nie mam wątpliwości.

W tej całej smutnej rzeczywistości jest jednak mała iskierka nadziei. Przebija się ona delikatnie i podpowiada, że to ja i Ty możemy budować dobro pokazując, że ten kto jest inny i obcy nie jest naszym wrogiem. Możemy przypominać, że każdy człowiek jest dzieckiem tego samego Boga, który stworzył świat jako dobry.

Podczas majówki mam okazję współprowadzić rekolekcje ignacjańskie dla studentów i być świadkiem tego jak spotykają oni żywego Boga i doświadczają namacalnie Jego miłości. Serce się uśmiecha na taki widok. Kilka dni wcześniej usłyszałam, że chrześcijanie w Egipcie organizują coś na kształt ćwiczeń duchowych, ale dla wyznawców islamu. Muzułmanie wychodzą z nich umocnieni, mówiąc, że nigdy nie czuli się tak blisko Allaha. To jest dopiero moc! Takiego chcę Kościoła i świata!

Opublikowano Refleksje z życia | 10 komentarzy

Radość niezbędna!

Wysłuchałam ostatnio kazania o. Pawła o tym, że w chrześcijaństwie najtrudniejsza jest radość. Pomyślałam sobie – ok, ale trochę przesadza. Dziś podpisuję się rękami i nogami pod tą tezą. Jak spojrzałam na kościół pełen posępnych wiernych i odśpiewałam „Alleluja, zmartwychwstał Pan” na pogrzebową nutę, zrozumiałam, że coś jest na rzeczy. Wczoraj zobaczyła taki oto filmik z Togo i urzekł mnie całkowicie. To jest procesja rezurekcyjna! To jest radość zmartwychwstania! Jakby mi się tak marzyło 🙂

Radość Wielkiejnocy… Pozdrowienia z Togo. La joie de Pâques. Salutations du Togo

Opublikowany przez Mirek Wolodko na 15 kwietnia 2017

Przed niedzielnym obiadem wielkanocnym wysłuchaliśmy homilii św. Jana Chryzostoma. Jakże ona jest piękna i prawdziwa!

„A więc przyjdźcie z radością do swego Pana: i pierwsi i drudzy przyjmijcie zapłatę. Bogaci i ubodzy, wszyscy razem się cieszcie. Starający się i lekkomyślni, uczcijcie ten dzień. Ci, co pościli i ci, co nie pościli, weselcie się dziś. (…)

Niech nikt nie płacze, że biedny, bo nastało królowanie wszystkich.
Niech nikt nie martwi się z powodu swych grzechów, bo z grobu zabłysło przebaczenie.
Niech nikt nie lęka się śmierci, bo wyzwoliła nas od niej śmierć Zbawiciela.
Zniszczył ją Ten, Kogo ona trzymała.
Unieszkodliwił piekło Ten, Który zstąpił do piekieł.
Zgorzkniało piekło, skosztowawszy Jego ciała.

A Izajasz przewidując to, wołał:
Piekło zmartwiło się, spotkawszy Cię w otchłani.
Zmartwiło się, bo zostało puste.

Zmartwiło się, bo zostało oszukane.
Zmartwiło się, bo zostało uśmiercone.
Zmartwiło się, bo zostało obalone.
Zmartwiło się, bo zostało skrępowane.”

Zbawienie jest dla wszystkich! Dla tych co przyszli na czas i dla tych co się spóźnili. Dla tych co sprawiedliwie wykonali co do nich należy i dla tych co poważnie nabroili. Jedyne czego potrzeba, to je przyjąć. Ucieszyć się tym, że Jezus wszystko zwyciężył. Prawdziwie się ucieszyć!

Co myśmy zrobili, że nam się wszystko poodwracało? Jak ktoś za dużo pości i się umartwia, to taki dobry i pobożny, a jak ktoś za bardzo się cieszy, to jakieś podejrzane. W najbliższy piątek będziemy wcinać kiełbasę, bo radość zmartwychwstania znosi wszelki post. Kiedy wreszcie zrozumiemy, że post i umartwienie jest tylko dla tych, co już doświadczyli tyle miłości i radości, że ich serce potrzebuje zjednoczenia z Jezusem na krzyżu. To nie jest dla wszystkich. Absolutnie koniecznym jest zacząć o radości.

Niech się szatan w piekle martwi i smuci. A my świętujmy zwycięstwo!! 🙂 🙂

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 3 komentarze

Nie ma Go tu!

Uwielbiam Liturgię Wigilii Paschalnej. Może dlatego, że bardzo późno odkryłam jej istnienie i jest dalej dla mnie wydarzeniem wręcz mistycznym. Wczoraj wiele ostatnich dni stanęło mi przed oczami, kiedy sobie przypomniałam, że Bóg stworzył wszystko jako dobre, obiecał, że będzie nam błogosławił i zatopił naszych wrogów w otchłaniach morskich. Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale Jego miłość będzie ze mną zawsze. Pytanie tylko co zrobiłam z tą łaską… czy przypadkiem nie „wydawałam pieniędzy na to co nie jest chlebem i mojej pracy na to co nie syci”? A przecież nie od dziś wiem co dobre i mogę powtórzyć za Baruchem: „Szczęśliwi jesteśmy, o Izraelu, że znane nam to, co się Bogu podoba”. Wiedzieć to jednak nie wszystko, ciągle potrzebujemy, żeby Bóg dawał nam nowe serce i ducha nowego tchnął w nasze wnętrze. Musimy ciągle na nowo umierać z Chrystusem, żeby razem z Nim zmartwychwstawać. Nowe! To co znane czasem tylko nas usypia.

Z niespodziewaną mocą zabrzmiały dla mnie wczorajsze słowa Ewangelii: „nie ma Go tu!”. Jak to nie ma? A zawsze tu był, tu Go ostatnio widziałam. Nagle zorientowałam się, że przez ostatnie tygodnie w stresie i zmęczeniu znowu zagubiłam to co najważniejsze. Jego tu nie było, albo było o wiele za mało. W mojej głowie szybko jednak przebiegła kolejna myśl. Skoro nie ma Go TU, to gdzie jest? „Udaje się przed nami do Galilei”!

Przypomniał mi się paragraf z jednego z moich ulubionych dokumentów zgromadzeniowych: „Zmartwychwstały czeka na nas w naszych Galileach, w błogosławieństwach i wyzwaniach, jakie niesie rzeczywistość, aby czynić nas bardziej ludzkimi i bardziej zdolnymi do dawania i przyjmowania miłości”. Jeśli doświadczam, że nie ma Jezusa, to może znaczy, że szukam Go zbyt daleko? To takie proste, On jest tuż, w naszych Galileach. Niby tych samych co zawsze, a jednak zupełnie innych, bo zmartwychwstanie zmieniło wszystko. Wszystko stało się NOWE.

Wiecie co jest najwspanialszego w Jezusie ukazującym się po zmartwychwstaniu? Że On znajduje uczniów tam gdzie są, w ich pogubieniu i braku nadziei, i przemienia ich rzeczywistość. Marię, co ledwo widzi przez łzy; Piotra, który stwierdził, że chrzani wszystko i idzie na ryby; chłopaków co to tak się zabarykadowali, że Jezusowi łatwiej było przejść przez ścianę; Tomasza, co to go nie było i trzeba mu wszystko osobno tłumaczyć… Chcesz spotkać Jezusa? Wracaj dziś do swojej własnej Galilei, a On po prostu przyjdzie…

Chcesz odświeżyć kilka spotkań z Jezusem? Tu o. Piotr opowiada, o swoich ulubionych scenach.

 

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 1 komentarz