Zjednoczone Serca

Pedro Arrupe, były generał jezuitów, pisał kiedyś, że nie ma nic bardziej praktycznego niż zakochanie w Bogu.

Nie ma nic bardziej praktycznego niż znajdowanie Boga,
czyli zakochiwanie się w sposób absolutny i ostateczny.
To, co kochasz, to, czym żyje twoja wyobraźnia, wpływa na całe twoje życie.
To właśnie decyduje o tym, po co rano wstajesz z łóżka,
jak spędzasz wieczory i weekendy, co czytasz, jakich masz znajomych,
jakie rzeczy łamią ci serce, a jakie napełniają cię radością i wdzięcznością.
Zakochaj się, trwaj w miłości, a to przesądzi o wszystkim.

Właśnie z takim zakochaniem kojarzyła mi się Maria Magdalena. Pełna emocji stała pod krzyżem i z pewnością całą sobotę przygotowywała się na niedzielny poranek, by wyruszyć na dokończenie pogrzebu, gdy tylko otworzą bramy miasta po szabacie. Z pewną zazdrością patrzyłam na jej zaangażowanie i determinację, wierząc, że gdybym naprawdę potrafiła tak do końca zakochać się w Jezusie, to moje życie byłoby piękniejsze.

Ostatnio jednak moją uwagę zwróciła inna kobieta. Nią wcale nie targały tak silne emocje, choć przeżyła znacznie więcej bólu. Przyjmowała trudną rzeczywistość, taką jaka była. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie pobiegła rano do grobu tylko dlatego, że była głęboko w sercu przekonana, że Jezusa już tam nie ma. Mowa oczywiście o Maryi. Św. Ignacy Loyola twierdził, że to sprawa wręcz oczywista, że Zmartwychwstały ukazał się najpierw swojej Matce, mimo, że nie mamy o tym ani słowa w żadnej Ewangelii. Przychylam się do jego założeń, bo z łatwością wyobraziłam sobie tę scenę na modlitwie.

Maryja, która z lekkim uśmiechem krząta się po kuchni, szykując podwójne śniadanie, pełna pokoju i radości, choć jeszcze dwa dni temu patrzyła jak umiera jej syn, a jej serce przeszywał miecz boleści. Bez problemu rozpoznaje Jezusa, co okazuje się być poważnym wyzwaniem dla wszystkich Apostołów. Ta wizyta wcale jej nie zaskakuje – jakby jej intuicja silniejsza była od wszelkiej racjonalności. Jaka jest tajemnica kobiety, która tak potrafi zaufać Bogu? Odpowiedzią jest zjednoczenie, a nie zakochanie.

To jedność serc, która nie tylko pozwala widzieć inaczej niż świat, ale pozwala też inaczej przeżywać rzeczywistość. Ten pokój w Niej nie pojawił się z dnia na dzień. Wypracowała go sobie konsekwentnym poszukiwaniem dobra, nawet gdy sprawy nie szły po jej myśli – poród wśród zwierząt, emigracja do Egiptu, zapodzianie się małego Jezusa w drodze z Jerozolimy… pewnie momentów trudnych było znacznie więcej, ale przez wszystkie Bóg ją przeprowadził. Po tylu latach mogła już zaufać, że spełni się wszystko, co zostało zapowiedziane.

Moje spotkanie z Matką Boga zaowocowało właśnie takim pragnieniem – by już nie szukać ulotnego zakochania, ale raczej wiernie z każdym dniem jednoczyć się mocniej z Sercem Jezusa. Może kiedyś jak Ona będę potrafiła zaufać, że On naprawdę się wszystkim zajmie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Temat miesiąca. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *