Współczucie eventowe

W latach 90-tych, nasza ówczesna Matka Generalna Helen McLaughlin RSCJ pisała w swoim liście do Zgromadzenia o „współczuciu fotelowym”. To taki rodzaj współczucia, który przeżywamy siedząc wygodnie przed telewizorem w ciepłych kapciach i wzruszając się losem świata. Tak naprawdę  jednak nie dotyka nas ono głęboko i nie dociera do serca. Zmieniamy kanał i jesteśmy już w innym świecie.

Zjawisko, które ja obserwuję dziś jest nieco podobne, ale wydaje mi się dużo bardziej niebezpieczne. Nazwałam je sobie roboczo „współczuciem eventowym”. Jest nieco podobne do współczucia fotelowego, bo też napędzane przez szum medialny, grający na naszych emocjach. Kiedy jednak odbywa się w dobie internetu zaczyna nabierać nowego kolorytu.

Jak rozpoznasz symptomy współczucia eventowego? Oto kilka kroków.

Agresja

Pojawia się w Tobie złość i oburzenie, skupiasz się na szukaniu winnych. Dajesz się wciągnąć w podstawową manipulację medialną, w której wiadomość jest tak spreparowana, żeby przedstawić ofiarę i sprawcę (czasami osobę, czasami instytucję, a czasami całe społeczeństwo). Co więcej, w tej samej sprawie może być skrajnie różny przekaz medialny w zależności od poglądów danego medium. Cel jednak jest ten sam – zdobyć Twoje zainteresowanie i wzbudzić skrajne emocje.

Przekonanie o własnej racji

Wydajesz jednoznaczne wyroki. Jesteś przekonany o swojej racji i prawdziwości swojego sądu. Patrzysz jednostronnie i żądasz aby wszyscy zaczęli myśleć jak Ty. W skrajnej sytuacji życzysz źle tym, którzy myślą inaczej i obrażasz ich na forach internetowych. Walczysz o to, żeby winni zostali ukarani i nie masz w sobie przestrzeni na miłosierdzie. Nie zauważasz też dobra jakie się dzieje, bo skupiasz się na tym co złe.

Mnożenie eventów

Zbierasz się w grupach wspierających jakąś ideę. Dołączasz do wydarzenia na FB, zmieniasz profilówkę, idziesz na manifestację. Nie walczysz jednak dla konkretnej sprawy, która naprawdę leży Ci na sercu, tylko skaczesz z jednej akcji do drugiej w zależności od tego, co w danym momencie jest na topie. Masz poczucie sprawczości, bo przyłączasz się do wielkiej grupy osób myślących podobnie, ale tak naprawdę pomagasz tylko mediom wypromować klikalność na kolejnych artykułach. Co charakterystyczne, zapominasz o sprawie w momencie kiedy ucichnie w mediach. Jesteś wtedy gotowy, by walczyć o kolejną.

Jak możesz się wyleczyć ze współczucia eventowego? Oto kilka pomysłów.

Zostaw to Jezusowi

Jeśli jakaś sprawa Cię poruszy, nie wypowiadaj się publicznie na jej temat. Skup się na modlitwie, podzieleniu się swoimi odczuciami tylko z najbliższymi. Spróbuj wczuć się w tego, kto w tej sytuacji jest poszkodowany, nie zajmuj się wcale agresorem. Zostaw Jezusowi zbawianie świata i zadbanie o sprawiedliwość. Nie daj się sprowokować internetowym dyskusjom.

Zobacz dobro i przebacz

Zadbaj o to, żeby zobaczyć dobro nawet w bardzo trudnej sytuacji. Podziękuj za nie. Jeśli możesz coś zrobić, żeby to dobro podtrzymać lub rozwijać, to zrób to (najlepiej bez rozgłosu). Jeśli nie, trwaj na modlitwie w tej intencji. Proś o nawrócenie dla sprawców zła, ale przede wszystkim o przemianę swojego serca i dar przebaczenia.

Wyjdź do ludzi

Zobacz czy przypadkiem walcząc o sprawiedliwość na świecie, nie zaniedbałeś ludzi, których masz wokół siebie. Może pomocy potrzebuje sąsiadka, kolega z pracy albo ktoś z Twojej rodziny. Miłosierdzie w praktyce to bardzo proste codzienne gesty, a nie wielkie wydarzenia. Skrzyknij znajomych z parafii albo ze wspólnoty i zróbcie coś razem dla lokalnej społeczności zamiast szukać sprzymierzeńców w internecie. Naśladuj Jezusa, który zawsze zainteresowany był człowiekiem obok, a jakby zupełnie nie przejmował się rzymską okupacją.

Obiektywizuj rzeczywistość

Nie wierz we wszystko co napisali na Twoim ulubionym portalu albo powiedzieli w Twoim ulubionym programie telewizyjnym. Bądź podejrzliwy i dochodź do faktów. Przeczytaj coś w gazecie, z której retoryką się nie zgadzasz, zobacz wydarzenie z innej strony. Dopiero wtedy możesz spróbować ocenić sytuację, ale zawsze z pokorą i świadomością, że nie znasz całej prawdy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Komentarz. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *