Habit zamiast szminki #13 – formacja i życie na wschodzie

Siostra Maria Stecka to jedna z legend naszego Zgromadzenia. Mistrzyni nowicjatu i niestrudzona misjonarka w Rosji. Czasem wydaje mi się, że to jeden z najtrudniejszych kierunków głoszenia Chrystusa, bo mentalność na wschodzie może okazać się o wiele bardziej nam odległa niż w afrykańskim buszu. Z wielkim zainteresowaniem słuchałam zawsze opowieści z moskiewskiej placówki, którą obecnie musimy zamknąć. Siostra Maria mówi jednak, że może jechać jeszcze dalej i nie obraziłabym się gdybym miała jechać razem z nią 😉

W zgromadzeniu przez kilka lat była Siostra mistrzynią, czyli osobą odpowiedzialną za formację przyszłych sióstr. Jak z perspektywy czasu patrzy Siostra na własną formację i na tę współczesną?

Myślę, że formacja, którą otrzymałam, była bardzo nastawiona na Pana Boga, „do góry”. Natomiast niewątpliwie brakowało formacji intelektualnej, teologicznej. To, co zapamiętałam jako najbardziej pozytywne, to kierownictwo duchowe i atmosfera rozmodlonego domu zakonnego funkcjonującego w sytuacji zagrożenia bytu, w trudnych warunkach materialnych. Moje pierwsze lata w klasztorze wspominam jako bardzo szczęśliwy czas znalezienia się na swoim miejscu. Stopniowo, z upływem lat, zaczęłam dostrzegać pewne braki i kiedy jako trzydziestoparoletnia siostra zostałam mistrzynią nowicjatu, wiedziałam, że nowicjuszkom należy koniecznie dostarczyć formacji intelektualnej.

 

Z jakimi wyobrażeniami Siostra wyjeżdżała [do Rosji] i z jaką rzeczywistością zostały one skonfrontowane?

Dla mnie to posłanie było jakimś rodzajem wyjścia na obrzeża. Bożym szturchańcem. Czułam, że niemal na skrzydłach tam poleciałam. Przeżywałam czas szczęśliwego uniesienia. Już na samym początku mojego pobytu spotkałam świeżo nawróconych chrześcijan będących pod wielkim wpływem o. Aleksandra Mienia, rosyjskiego księdza prawosławnego, teologa i filozofa. Swoją działalność w Rosji przypłacił śmiercią. Został zamordowany przez nieznanych sprawców uderzeniem topora 9 września 1990 roku. Pierwsze miesiące pracy w Moskwie, oprócz konkretnej pracy w szkole polskiej, były rozpoznawaniem terenu, nawiązywaniem kontaktów i orientowaniem się w specyficznych potrzebach tego miejsca. Moskwa to przeszło dwunastomilionowe miasto. Wszystkie cerkwie były całkowicie zburzone lub zdewastowane, kościoły zamknięte lub nie było ich wcale. I do tego latający „traperzy w sutannach” – księża, którzy docierali tam, gdzie czekali wierni. Kogoś wyspowiadali, ochrzcili, a następnie trafiali za to do więzienia. Później wychodzili i udawali się już gdzie indziej. Wszystko odradzało się na moich oczach i to było niesłychane doświadczenie. Chyba mogę śmiało powiedzieć, że w Moskwie doświadczyłam Kościoła funkcjonującego w katakumbach. Ludzie wiedzieli, jaką cenę mogą zapłacić za Biblię czy jakieś przemycone materiały. Spotkałam wiele osób autentycznie poszukujących, posiadających jakiś szósty zmysł Boga. Ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Biblii, a jednak nosili w sobie jakąś wrażliwość, która z czasem przyprowadzała ich do tego czy innego kościoła.

Jest Siostra świadkiem przemian najnowszej historii Rosji. Co z tego dwudziestopięcioletniego okresu najbardziej zapadło Siostrze w pamięć?

Stopniowe odradzanie się Kościoła. Odnawianie jego struktur pod kierownictwem nowo mianowanych biskupów, arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza, biskupa Józefa Wertha. Tworzenie komisji katechetycznej dla całej Rosji (biskup Jerzy Mazur, obecnie biskup Cyryl Klimowicz), rozwijanie pracy z młodzieżą (biskup Klemens Pikiel). Współpraca z ludźmi w różnych rejonach. Do dziś pamiętam wielki entuzjazm ludzi, którzy tam przyjechali: Włochów, Francuzów, Niemców i oczywiście Polaków. Nie było niczego. Rozpoczynaliśmy wielką pracę nad tłumaczeniami książek i podstawowych materiałów do pracy katechetycznej.

Jak państwo podchodziło do takiej działalności?

Przy Jelcynie doświadczyliśmy dużo wolności i wielkiego bałaganu prawnego. Było mnóstwo trudności w przebijaniu się przez biurokrację, ale ostatecznie wiele można było załatwić. Później szło już jak po grudzie, coraz trudniej. Niestety, kilkunastu znajomych kapłanów straciło życie w służbie Ludowi Bożemu. Obecnie wchodzi w życie dekret, który został zatwierdzony przez Dumę i prezydenta, o zakazie prowadzenia działalności misjonarskiej poza terenem danego kościoła.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Habit zamiast szminki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *