Bóg we mgle

W zeszłym tygodniu miałam niebywałą przyjemność przemierzania górskich szlaków wraz z Duszpasterstwem Akademickim DĄB. Początek jednak wcale nie zapowiadał fantastycznego wyjazdu. Kiedy w sobotę wyszliśmy na Rusinową Polanę, to mgła była tak gęsta, że nie było widać nawet wszystkich ławeczek. Jak mogło mnie nie boleć serce, jeśli wiedziałam jak niesamowity widok powinien roztaczać się z tego miejsca! Nawet najlepsze oscypki świata były marnym pocieszeniem wobec deszczu i śliskich kamieni. Bardzo łatwo było się na tym zatrzymać i z żalem zejść ze szlaku, skupiając się na tym czego brakuje. Wtedy jednak trudno dostrzec małe promyki radości, które wśród ciemnych mgieł wyłaniają się tuż obok – chociażby krople rozpostarte na trawie niczym drogocenne perełki mieniące się mimo braku słońca. Niewątpliwie więc pierwszą mglistą lekcją okazało się to co zawsze – tylko życie wdzięcznością sprawia, że możemy być prawdziwie szczęśliwi.

Druga lekcja była trudniejsza. Niedzielna wyprawa na Kasprowy Wierch skończyła się bowiem przemoczeniem totalnym (żeby nie powiedzieć holistycznym). Można było próbować dopatrzeć się wielu pozytywów, choćby doborowe towarzystwo czy wyjątkowe pustki w Murowańcu i niesamowity smak wiśniowej herbaty, który w innych warunkach nie byłby tak wyjątkowy. Wciąż jednak pojawiało się pytanie: czy było warto? Może lepiej było zostać w ciepłym domku i oglądać deszcz zza bezpiecznej szyby? Przecież „efekt byłby ten sam”. Lepsze widoki można podziwiać na plakatach w jadalni niż udało nam się tego dnia zobaczyć.

Dzięki gęstej mgle zrozumiałam, że to wcale nie dla widoków decyduję się iść w góry. Jestem głęboko przekonana, że nie jest wszystko jedno czy wyruszam w drogę czy zostaję w domu. To przecież nie sam krajobraz mnie zmienia, ale właśnie droga, którą przemierzam. Owszem, zachwyt nad Bożym stworzeniem jest tu czynnikiem ważnym, ale czy nie bardziej istotny jest mój wysiłek, poczucie majestatu Stwórcy, doświadczenie swojej słabości, potrzeba wsparcia na trudnym szlaku? Czy nie nauczę się więcej właśnie przez to, że nie dostaję „cukierków” na szczycie?

W kolejne dni pogoda była dla nas bardziej łaskawa i udało się zobaczyć niesamowite tatrzańskie panoramy. Nie zapomniałam jednak o mgle i jej lekcjach. Tym bardziej doceniałam to co widzę, pamiętając, że „nie zawsze tak będzie”.

W moich codziennych duchowych zmaganiach też często panuje mgła i ciemność, kiedy nie mam pewności, czy moja modlitwa rzeczywiście ma sens. Dlatego tak ważna jest wiara i ufność, że w odpowiednim momencie Bóg rozgoni chmury i moim oczom ukaże się to co czego wcześnie nie dostrzegałam. Ważne jednak żebym w tym momencie była w drodze na szczyt, a nie zrezygnowana płakała w domu, narzekając na mgłę.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bóg we mgle

  1. tomek pisze:

    Czy zachwyt nad Bożym stworzeniem to dotyczy też obserwacji łańcucha pokarmowego na safari? Naprawdę tego nie rozumiem. Niby ładne mróweczki „boże” z wiersza księdza Twardowskiego, a tam przecież (w przyrodzie) jest jakby koszmar przemocy i zabójstw. Naprawdę tego nie rozumiem. Ale mam czyste sumienie, bo się zapytuję. Zapytuje się o to jaka jest wiara katolicka. Czy zachwyt nad huraganem Irma też?

    • s. Ewa pisze:

      Niestety wraz z grzechem pierworodnym również do świata zwierząt weszło zło. W księdze Izajasza (Iz 11, 6-9) czytamy:
      „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem,
      pantera z koźlęciem razem leżeć będą,
      cielę i lew paść się będą społem
      i mały chłopiec będzie je poganiał.
      Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,
      młode ich razem będą legały.
      Lew też jak wół będzie jadał słomę.
      Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
      dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.
      Zła czynić nie będą ani zgubnie działać
      po całej świętej mej górze,
      bo kraj się napełni znajomością Pana,
      na kształt wód, które przepełniają morze.”

      Nie taki był pierwotny zamysł Boga i do tego powrócimy w wieczności. Nie będzie zła również w świecie przyrody. Póki co, tym co możemy robić to nie dokładać się do tragicznych działań człowieka w tym świecie, bo niestety wspomniane huragany to nie tylko żywioł, ale też wytwór ludzkiego egoizmu i pychy (eksploatacji bez opamiętania surowców ziemi)

      • tomek z krk pisze:

        Gwoli ścisłości, trochę geografii nie zaszkodzi nam, nie było ludzi na ziemi w ogóle, a huragany już szalały. Gdyby nie katastrofa sprzed 60 mln lat (upadek meteora wielkości Mount Everest w Zatoce Meksykańskiej) nie wyginęłyby dinozaury i ssaki nie posiadłyby ziemi we „władanie”. A więc wspomniane huragany to „tylko żywioł”.
        Wydaje mi się, że jeśli Bóg stworzył organizmy biologiczne to razem z chorobami. Zarazem wydaje mi się, że w Stworzeniu (empirycznego świata) jakoś maczało palce same stworzenie (Adam-człowiek i Ewa-dająca życie), których zainspirował zły duch.
        No i pojawia się oczywiście postac Jezusa, który sam w tym cierpieniu partycypuje, poprzez co zarysowywuje nam perspektywę innej formy istnienia na 2-gim świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *