Habit zamiast szminki #9 – o kościołach i Kościele

Siostra Sybilla Kołtan ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej wydaje się być nieco pokrewną duszą, szczególnie w obliczu mojej nowej posługi, bo wiele lat spędziła na studiach i założyła nawet Duszpasterstwo Akademickie. Zajmuje się też relacjami z Niemcami oraz judaizmem. Ciężko więc było mi się zdecydować na to, którym fragmentem rozmowy się podzielić. Ostatecznie wybrałam pytania z jeszcze innej beczki – o Kościele:

Jak reaguje Siostra na głosy, że Kościół katolicki jest coraz mniej europejski, że kościoły w Europie pustoszeją? Widzi Siostra w tym zagrożenie czy może upatruje szansy?

Nie postrzegałabym tego w ogóle w kategoriach „szansa” czy „zagrożenie”. Gdy widzę to, co dzieje się w Europie, jakoś nie przeraża mnie fakt, że w niektórych krajach Kościół „wygasa”. Wierzę w słowa Pana Jezusa, że Kościół będzie trwał aż do skończenia świata. Jezus nie powiedział, że Kościół na całej kuli ziemskiej będzie trwał aż do skończenia świata i że będzie proporcjonalnie rozmieszczony. Ani że będzie dominującą siłą. On po prostu będzie trwał do końca i ja w to głęboko wierzę. Nawet z punktu widzenia historyka dostrzegam, jak Kościół się przemieszcza w historii. Przecież jeszcze prawie dwa tysiące lat temu centrum chrześcijaństwa to była Afryka Północna, gdzie dzisiaj nie można wjeżdżać w habicie. Czy to znaczy, że Kościół nie istnieje, że ma się źle albo że umarł? Nie, przeniósł się w inne rejony, chociażby do Azji. Długi czas funkcjonował w Europie jako centrum. W tej chwili to się kończy. Mamy do czynienia z końcem pewnej epoki. Myślę, że za jakiś czas Kościół znów powróci do Afryki Północnej czy do Europy. Musimy jednak mieć na uwadze, że Kościół jest powszechny. Ani polski, ani niemiecki. Może popełniamy błąd, pytając w ogóle o Kościół europejski. Kościół nigdy nie był europejski i nigdy nie będzie europejski, bo jest powszechny, święty, apostolski. Jest w Europie, jest w Azji, jest w Afryce, jest wszędzie. Ale to nie znaczy, że jest europejski lub amerykański. Powinniśmy dążyć do tego, żeby Kościół był powszechny. Bo on nie ma jednej narodowości ani kultury. Jest mi przykro, kiedy obserwuję kryzys w Europie, ale zupełnie nie postrzegam go jako jakiejś tragedii. Kolejny raz zmienia miejsca, przenosi środek ciężkości. Kończy się czas w jednym miejscu, zaczyna się w innym. To nie jest nic strasznego

Czy jest coś, co powiedziałaby Siostra osobom, które na Kościele się zawiodły, bo spotkały osoby, które ich skutecznie zniechęciły?

Przede wszystkim radziłabym każdemu, by nie opierał się na ogólnikach. Myślę, że w życiu wiele rzeczy należy opierać na relacjach. Bo to one w ostatecznym rozrachunku okazują się najważniejsze. I tak do życia podchodzić. Najważniejsza na świecie jest miłość, a miłość to jest relacja. I potem z tej relacji wynikają inne relacje. Niezależnie od tego, czy rozmawiamy o Kościele, o judaizmie, o relacjach polsko-niemieckich, to każdorazowo rozmawiamy nie o instytucji, jakiejś masie, lecz o konkretnych osobach. W każdym ogólnym haśle zawieramy zarówno ludzi fajnych, jak i niefajnych, takich, z którymi nam się dobrze rozmawia, i takich, z którymi rozmawia się nam bardzo trudno. Pojęcie „Polacy” obejmuje takich, którzy utopiliby nas w łyżce wody, i takich, którzy oddaliby za nas życie. Są tacy, których lubimy, i są tacy, na których się zawiedliśmy. Jeśli jednak zwiedziemy się na jakimś Polaku, to nie mówimy, że Polska jest „fe”. Tylko że ten człowiek postąpił tak i tak. Trudno jednak ten sposób rozumowania przenieść na Kościół. Jak się zawiedziemy na kimś z Kościoła, nieważne ksiądz, zakonnica czy osoba świecka, jak ktoś taki wyeksponuje swoją wiarę, a my później się na tej osobie zawiedziemy, to mówimy, że cały Kościół jest do niczego. Ja bym radziła takim osobom, żeby swoją obecność w Kościele traktowały jako relację z kimś. Nie przenośmy wszelkich uprzedzeń od razu na całą instytucję. W każdej instytucji są różni ludzie, również ci, którzy mogą mieć ze sobą problem. Czasem, jak ktoś mi zrobi przykrość, to leczę się tym, że próbuję zrozumieć, co tego człowieka skłoniło do danego zachowania. Może miał trudne dzieciństwo, problem z sobą, ciężki dzień. Jeden człowiek jeszcze nie reprezentuje całości. Nie skupiajmy się na jednostkach, bo wtedy można dużo stracić. I tu nie chodzi tylko o Kościół. Ludzie źli i dobrzy są wszędzie: i w klasztorze, i w Kościele, i w Polsce, „i u Żydów, i u Greków”. U wszystkich. Jak jeden lekarz nas źle prowadzi, to nie mówimy, że wszyscy lekarze są źli albo że należy przestać korzystać z osiągnięć medycyny. Nie skupiajmy się na tym, że ktoś błądzi. Jeśli jednak widzimy przewinienia w Kościele, to może zadajmy sobie pytanie, czy Kościół tak uczy. Bo to, że ktoś tak postępuje, nie jest tożsame z tym, że Kościół tak uczy. Kościół jest jedną wielką rodziną. Czasem w naszych rodzinach też się dziwimy i mówimy: „Przecież on nie był tak wychowywany. Dlaczego tak zrobił? Przecież nie tego nauczyli go rodzice”. Często nikt nie zna odpowiedzi na takie pytania. W Kościele też błądzimy. Myślę, że w takich kategoriach należałoby na to patrzeć

Ten wpis został opublikowany w kategorii Habit zamiast szminki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Habit zamiast szminki #9 – o kościołach i Kościele

  1. Ania pisze:

    Świetne słowa o powszechności kościoła. Takie ważne a tak przez nas zapominane. Mam akurat takie życie, w którym wiele podróżuję. I przyznam, że unikam kościołów polonijnych, jak ognia. Nie dlatego, że uważam, by były złe (choć niestety i takie złe doświadczenie też za mną), ale dlatego, że uwielbiam iść na Eucharystię nawet w całkiem mi nie znanym języku a mimo to wiedzieć, o co chodzi…. Między innymi za to kocham Kościół, że jest wszędzie i wychodzi poza granice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *