Habit zamiast szminki #8 – katecheza i życie ukryte w Bogu

Siostra Maura Leszek ze Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek jest katechetką z pasją. Czytając wywiad z nią zastanawiałam się, czy ja kiedyś z taką radością mogłabym pracować w szkole. Póki co czekają mnie inne zadania, ale jakbym miała wracać do edukacji, chyba wybrałabym się do niej na korepetycje 😉

Czy ma Siostra poczucie, że dla tych licealistów jest osobą, do której mogą się zwrócić ze swoimi problemami? Czy dominuje raczej obawa, że zakonnica zaraz zrobi im wykład z moralności?

Może odwołam się do konkretu. Wczoraj miałam w szkole wolną godzinę (okienko) i przyszedł do mnie uczeń, żeby pogadać o swoim problemie. Jestem przyzwyczajona do tego, że wszelkie wolne godziny czy dodatkowe zajęcia są w moim przypadku albo przygotowaniem uczniów do konkursów albo są czasem przegadanym – bo młodzież przychodzi, żeby porozmawiać. Myślę, że moi uczniowie wiedzą, że zawsze mogą przyjść. Czasem też dzwonią – nawet w niedzielę. Wiedzą też, że jeśli przyjdą do mnie z czymkolwiek, to zostanie to między nami. Umożliwiam im też na lekcjach to, żeby się nie zgadzali, żeby mogli wykrzyczeć, co ich boli, żeby w cudzysłowie „popluli” sobie – na Kościół, na innych ludzi, na życie… Wychodzę z założenia, że powycieramy to razem. Pamiętam katechezę, podczas której uczniowie stwierdzili, że wszystko w Kościele jest bez sensu. Usiadłam z nimi i zaczęłam pytać o konkretne propozycje zmian. „Straciłam” całą lekcję, a pod koniec usłyszałam: „Dobra, niech może zostanie, jak jest, bo chyba tego lepiej nie ułożymy”. Kiedyś arcybiskup Życiński powiedział takie słowa: „Krytykujesz? – Proponuj! Proponujesz? – Wykonuj!”. I tego się trzymam

Czy ma Siostra wrażenie, że zakonnice nawet w Kościele postrzegane są jako osoby od „czarnej roboty”?

To bardzo zależy od indywidualnych doświadczeń. Czasem widzę u młodzieży z małych miejscowości z jednym kościołem, gdzie nie ma sióstr, że oni naprawdę mają problem, jak się do mnie zwrócić, bo nigdy żadnej zakonnicy nie widzieli. Dla nich to taki dziwny, nieznany twór w Kościele. Dużo zależy też od nas samych. Choćby tu, gdzie mieszkamy, jest dom na pozór niewyróżniający się na osiedlu, furtka. Łatwo stworzyć sobie konformistyczny styl życia na zasadzie: idę do pracy, realizuję temat, wracam do domu i mam czas prowadzić życie zakonne, czyli idę do kaplicy i dajcie mi święty spokój. Miałam taki etap w swoim życiu, kiedy myślałam, że to tak powinno funkcjonować.

A jak powinno?

Przede wszystkim należy zrozumieć, że życie zakonne to nie cel, tylko sposób na jego osiągnięcie. Nie mam męża i dzieci, bo wiem, że wtedy nie mogłabym być „na maksa” dla innych. Kiedy przychodzi do mnie ktoś porozmawiać, to czasem „tracę” dwie czy trzy godziny. Mogę poświęcić mu właśnie tyle czasu, bo taki styl życia mi to umożliwia. To jest jeden wymiar. Drugi sprowadza się do tego, że istota naszego życia jest w pewien sposób niedostrzegalna. Sobór Watykański II, mówiąc o życiu konsekrowanym, podkreślił, że jest to „życie ukryte w Bogu”. I tak jest dobrze – Bóg widzi wszystko, a przecież dla Niego żyjemy, pracujemy, jesteśmy… Mam nadzieję, że przeze mnie moi uczniowie kształtują sobie obraz Kościoła. Że kiedyś będą wspominać, że znali kobietę, która poświęciła życie Bogu, a była normalna, można było z nią pogadać, pożartować, a jak trzeba, to i czasem popłakać. Tak powinno zostać. Nie lubię, kiedy ktoś chce mnie na piedestał wyciągnąć. W szkole czasem „odwalam czarną robotę” i nie mam z tym problemu. Śmieję się z osób, które mówią, że swojego kubka nie umyją, bo innym za to płacą. Ja nie pracuję dla pieniędzy. Jednocześnie mam świadomość, że wszędzie swoją osobą reprezentuję zgromadzenie. Zdarza się, że jadę z dzieciakami do opery i ktoś mnie pyta: „Czy to szkoła katolicka?”. Odpowiadam, że nie. I widzę zdziwienie: „I siostra do opery z dziećmi?”. A dlaczego nie? Nie chodzę z nimi na piwo, ale nie widzę powodu, dla którego mam nie pójść z nimi do kina, do filharmonii czy do opery. Jak zapytasz młodzież, w jaki sposób mogą pogłębiać swoją relację z Bogiem, to oni wyliczą ci tylko jeden wymiar: modlić się, chodzić do kościoła i na religię. Tylko tyle! Gdybym kazała im wypisać swoje grzechy, to stworzą niekończącą się listę, ale kiedy pytam: „W jaki sposób oddajesz chwałę Bogu i okazujesz Mu miłość?”, to tylko jedno przychodzi im do głowy: chodzenie do kościoła, no i może jeszcze na religię. Pytam więc dalej: „Co robisz ze względu na Jezusa? Gdyby nie On, tobyś tego nie robił?”. Żebyś ty widziała ich zdziwione miny. Bo ja wiem, co robię tylko ze względu na Jezusa – noszę habit. Gdyby Go nie było, to te moje dwadzieścia lat jest bez sensu. Młodym ludziom często wydaje się, że możesz być wielkim męczennikiem, ewentualnie fantastycznym charyzmatykiem albo – jesteś nikim. A Pan Bóg – jestem o tym przekonana – nie weźmie od nas wielkich akcji charytatywnych. Czasem dużo cenniejsze jest, że się przy kimś zatrzymasz, mimo że się śpieszysz. Nie trzeba jechać na misje, nawracać nie wiadomo kogo i szukać spragnionego, któremu podasz kubek wody. Zauważenie kogoś, kogo normalnie byś zlekceważyła, nie zauważyła, jest ważniejsze i nawet trudniejsze, śmiem twierdzić. To drobiazg. Dzisiejszy świat tak strasznie skupia się na wszystkim, co jest spektakularne, że przeocza te drobiazgi. A Jezus nie weźmie tych wielkich rzeczy. Bo za wielkie rzeczy mamy zapłacone już tu, na ziemi – podziwem innych. Gubimy się w poszukiwaniu wielkości i tego wszystkiego, co sprawi, że na chwilę wstrzymamy oddech. A w tym czasie przez palce przelatuje nam życie. Co z tego, że znasz pięć języków, skoro nie znasz języka miłości i napotkanego człowieka nie traktujesz jak brata? Fantastyczne jest wybudowanie szkoły czy studni w Afryce, ale wcale nie jest powiedziane, że chodzenie do moich uczniów, kochanie ich, wściekanie się na nich, modlenie się za nich jest mniej ważne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Habit zamiast szminki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Habit zamiast szminki #8 – katecheza i życie ukryte w Bogu

  1. Wiktoria pisze:

    O rany! Chciałabym porozmawiać z tą kobietą ☺

  2. Agata pisze:

    Piękne, to jest to!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *