Ewangeliczna Smurfetka

Od półtora tygodnia mam pod swoją opieką dzieci z półkolonii. Patrzę na nie czasem z radością, kiedy widzę ich zaangażowanie i lekkość prostego bycia sobą, ale i ze zmartwieniem, gdy słyszę po raz setny głośne: „Siostro!! A on mnie bije/przezywa/popycha, zajął moje miejsce, zabrał zabawkę…”. Ich złośliwość i okrucieństwo wobec siebie bywają przerażające, a brak niewinności po prostu zasmuca. Pewnie dzieci zawsze takie były, ale z troską zastanawiam się, czy przypadkiem nie wyrosną z nich dorośli, którzy będą obrzucać innych błotem na portalach internetowych i na cały świat zwalać winę za to, że nie są szczęśliwi. A przecież za 20 lat, to oni będą lekarzami, budowniczymi mostów, prawnikami i politykami, tworzącymi nasze społeczeństwo.

Dzisiejszy film w kinie, pozostawił mnie jednak pełną nadziei! Opowieść o smurfach (uwaga spojler! 😉 ) zaskoczyła mnie ilością pozytywnych akcentów. Smurfetka, choć została stworzona przez Gargamela, dzięki dobrym mocom Papy Smurfa staje się jednym z niebieskich stworzonek. Poszukuje ona swojej tożsamości, ale nie zatrzymuje się na swoim zagubieniu i wyrusza na wyprawę, by ostrzec nieznajomą wioskę o niebezpieczeństwie. Dołączają do niej smurfy, które postanawiły, że nie mogą porzucić swojej przyjaciółki. Ostatecznie Smurfetka okazuje się być „bardziej smurfem” niż wszyscy pozostali, bo oddaje życie za swoich braci. Dzięki sile miłości dwóch wiosek, zmartwychwstaje, a zły czarownik zostaje pokonany.

Nie wiem ile z tych dzieci zobaczyło w bajce żywą Ewangelię. Może nikt. Jeśli jednak choć przez moment ktoś pomyślał, że fajnie jest walczyć razem o dobro, pomagać sobie i poświęcać to, co swoje dla dobra drugiego człowieka, to świat z pewnością stanie się smurfniejszym miejscem!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *