Kościół burzący mury

imagesPrzyznam, że od wielu miesięcy przymierzam się do napisanie tego tekstu. Postanowiłam jednak, że nie zabiorę się za niego dopóki nie przeczytam do końca adhortacji Amoris Laetitia na temat rodziny. Dokument ten to wynik rozmów biskupów całego świata zebranych na dwóch synodach w ciągu ostatnich dwóch lat. Cały tekst jest bardzo wartościowymi wskazówkami głowy Kościoła odnośnie życia małżeńskiego, rozumienia hymnu o miłości, wychowania dzieci. Poruszanych jest wiele problemów, które dotykają dzisiejszych rodzin i wierzę, że warto nie zrażać się do niego ze względu na samą formę dokumentu papieskiego, bo napisany jest językiem bardzo przystępnym i zrozumiałym. Myślę, że to będzie mój prezent na wszelkie nadchodzące śluby 😉

Temat małżeństwa, chociaż bezpośrednio mnie nie dotyczy, jest tematem mi bardzo bliskim. Przez ostatnie lata z przerażeniem patrzyłam na łatwość z jaką ludzie się rozstają. Byłam świadkiem rozwodów moich znajomych w pierwszych latach po ślubie. Widziałam też jak inni znajomi beztrosko wiążą się z tymi, którzy dopiero co się rozwiedli, nie patrząc na konsekwencje. Nie raz też uczestniczyłam w ślubach, gdzie czułam, że impreza w kościele to tylko przymusowy teatrzyk przed weselem. Te wszystkie sprawy mnie bolą, bo godzą gdzieś w wartość jednego z najpiękniejszych sakramentów, który ma dawać siłę do przetrwania największych trudności, jeśli go z wiarą przyjmiemy.

Są jednak sprawy, które bolą mnie jeszcze bardziej. Są to ludzie, którzy po trzęsieniach ziemi jakie przetoczyły się przez ich życie, pokiereszowani przez los i własne decyzje, po latach odkrywają prawdziwą relację z Bogiem i mają szczerą chęć by wrócić w pełni do Kościoła. Ale jest już za późno. Stoi przed nimi mur, którego nie da się ani przeskoczyć ani obejść i nie ma też żadnego odwrotu. Człowiek w całkowitym potrzasku. Rozdział VIII Adhortacji poświęcony „sytuacjom nieregularnym”, czyli w zasadzie związkom niesakramentalnym, jest dla mnie niesamowitą bronią do skruszenia tego muru.

Właśnie tym ludziom po przejściach często najbardziej zależy na bliskiej relacji z Bogiem. Są to często wspaniałe małżeństwa, którym kiedyś pokomplikowało się życie, ale którzy gdyby mogli, przyjęliby dziś sakrament małżeństwa z dużo większą świadomością i odpowiedzialnością niż młodzi. Miałam okazję niedawno przypadkiem być na takim właśnie ślubie. Bardzo skromny, aż trochę smutny w swojej formie, ale jednocześnie niesamowicie piękny, bo było jasne, że oni nie są tam dla ładnej sukienki, zabytkowego kościoła, czy żeby zadowolić babcię, która ciągle zadaje niewygodne pytania… oni są głęboko przekonani, że ten sakrament ma wielką moc i na tę moc z wytęsknieniem czekali.

A teraz pozwolę sobie po prostu oddać głos Franciszkowi:

„Trzeba pomóc każdemu w znalezieniu jego sposobu uczestnictwa we wspólnocie kościelnej, aby czuł się przedmiotem „niezasłużonego, bezwarunkowego i bezinteresownego” miłosierdzia. Nikt nie może być potępiony na zawsze, bo to nie jest logika Ewangelii!”

„Biorąc pod uwagę niezliczoną różnorodność poszczególnych sytuacji (…), można zrozumieć, że nie należy oczekiwać od Synodu ani też od tej adhortacji nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków. Możliwa jest tylko nowa zachęta do odpowiedzialnego rozeznania osobistego i duszpasterskiego indywidualnych przypadków, które powinno uznać, że ponieważ „stopień odpowiedzialności nie jest równy w każdym przypadku” , to konsekwencje lub skutki danej normy niekoniecznie muszą być takie same . Zadaniem kapłanów jest „towarzyszenie osobom zainteresowanym na drodze rozeznania, zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa”

„Aby właściwie zrozumieć, dlaczego możliwe i konieczne jest szczególne rozeznanie w niektórych sytuacjach zwanych „nieregularnymi”, istnieje pewna kwestia, którą zawsze należy uwzględniać, aby nigdy nie pomyślano, że usiłuje się minimalizować wymagania Ewangelii. Kościół dysponuje solidną refleksją na temat uwarunkowań i okoliczności łagodzących. Dlatego nie można już powiedzieć, że wszyscy, którzy są w sytuacji tak zwanej „nieregularnej”, żyją w stanie grzechu śmiertelnego, pozbawieni łaski uświęcającej.”

„Świadomi wagi konkretnych uwarunkowań, możemy dodać, że ludzkie sumienie powinno być lepiej włączone do praktyki Kościoła w niektórych sytuacjach, które obiektywnie odbiegają od naszego rozumienia małżeństwa.”

„W związku z tym duszpasterz nie może czuć się zadowolony, stosując jedynie prawa moralne wobec osób żyjących w sytuacjach „nieregularnych”, jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby „zasiąść na katedrze Mojżesza i sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny”

„Zachęcam wiernych, którzy żyją w sytuacjach skomplikowanych, aby z ufnością podchodzili do rozmowy ze swoimi duszpasterzami oraz osobami świeckimi oddanymi Panu. Nie zawsze znajdą u nich potwierdzenie swoich własnych idei i pragnień, ale na pewno otrzymają światło, które im pozwoli lepiej zrozumieć to, co się dzieje, i będą mogli odkryć drogę dojrzewania osobistego. Zachęcam też duszpasterzy, aby słuchali z miłością i spokojem, ze szczerym pragnieniem, aby dojść do sedna dramatu osób i zrozumieć ich punkt widzenia, aby im pomóc żyć lepiej i rozpoznać swoje miejsce w Kościele.”

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie te słowa są absolutnie rewolucyjne. One mówią tyle: jeśli czujecie, że te słowa są do Was, jeśli w swoim sercu razem z Bogiem rozeznaliście, że Waszej sytuacji nie da się rozwiązać formalnie, nie dajcie się zamknąć w potrzasku! Szukajcie, pytajcie, idźcie do księdza, do biskupa, pomachajcie mu adhortacją i powiedzcie, że przyszliście po miłosierdzie. I nie odpuszczajcie dopóki nie znajdziecie drogi do skruszenia muru, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Kościół burzący mury

  1. Maciej Nowicki pisze:

    Brawo! Nie ma sytuacji bez wyjścia. Owocnego pobytu w Rzymie

  2. Piotr Kowalski pisze:

    Znam ludzi, którzy buntują się po rozwodach, bo pragną – tak jak piszesz – w pełni świadomie ślubować Bogu (mając bagaż doświadczeń). Znam kilka, może kilkanaście takich osób. Wielu z nich naprawdę poważnie się buntuje, buntowało, ale są tam piękne świadectwa jak Bóg rozwiązuje te supełki życia, np. poprzez niespodziewane, codownie wręcz nierealne otrzymanie stwierdzenia nieważności małżeństwa. Potrzeba najpierw moim zdaniem głębokiej modlitwy, pokory i posłuszeństwa nauczaniu Kościoła, żeby zrodziły się z tego owoce. Wspomniana Encyklika porusza ważną kwestię, ale nie może być źle rozumiana (jak wiele wypowiedzi Papieża Franciszka – cóż, papież zaliczył kilka dwuznacznych – może pozostawiających zbyt szerokie pole do interpretacji – wypowiedzi, dlatego trzeba być bardzo ostrożnym).

    • s. Ewa pisze:

      Ja bym wcale nie była taka ostrożna. Co może się stać? Osoby niegodne zostaną dopuszczone do Komunii Świętej? A czy my jesteśmy bardziej godni? Dla mnie to się wszystko rozbija o definicję grzechu. Jak wiemy, musi to być świadome i dobrowolne sprzeciwienie się Bogu. To nie chodzi o jakieś naruszenie prawa, ale o postawę serca. Chodzi tu o osoby, które znalazły się w położeniu, w którym nie mają wyjścia i do tej pory były zaklasyfikowane do tych, którzy żyją w ciężkim grzechu, kilkanaście lat nie byli u spowiedzi. To jest dramat, którego nigdy w życiu nie chciałabym doświadczyć. Ta adhortacja otwiera im drzwi i mówi – to od Twojego sumienia i obiektywnego rozeznania kapłana zależy czy naprawdę żyjesz w grzechu, czy może jednak możesz dostać rozgrzeszenie. Teologiem moralnym nie jestem, ale wg mnie nie może być tak, że jest grzech, za który w żaden sposób nie można odpokutować. To jest totalnie wbrew logice Ewangelii, a do tej pory tego jednego przypadku dotyczyło.

      • ikar pisze:

        To nie chodzi o to, czy my uznamy innych za mniej godnych tylko o to, że relatywizując grzeszną postawę nie ułatwiamy zdrowienia. W Polsce nie ma problemów ze znalezieniem kapłana gotowego wyspowiadać penitenta i nie trzeba z tym czekać wiele lat. Stan przewlekły nie spowoduje, że grzech zelży. Często takie osoby mają doskonałe rozeznanie wagi grzechu i nie mając nadziei na rozgrzeszenie, po prostu nie korzystają z sakramentu pojednania. Jednym z warunków spowiedzi jest zerwanie z dotychczasowym grzechem, żal i poprawa. Część penitentów mimo braku nadziei na rozgrzeszenie przystępuje do spowiedzi po Słowo. Wyjście z najtrudniejszej sytuacji jest możliwe, ale niekoniecznie bezbolesne. Może nie koniecznie trzeba za wszystko odpokutować, mamy wszak jeszcze miłosierdzie.

  3. Kasia pisze:

    Sama jestem w takiej sytuacji, nie możemy wziąć ślubu kościelnego, ponieważ mój partner jest po rozwodzie. Mamy dziecko, a dodatkowo, często przebywa u nas syn z pierwszego małżeństwa. Czy tworzymy rodzinę? Według nas tak, według wielu księży nie. Takie słowa usłyszałam w kościele w niedzielę po synodzie ds. rodziny, z wyraźnym podkreśleniem, że synod nic nowego nie wniósł, a ugruntował jedynie dawne stanowisko. Powiem tak, trzeba być wyjątkowo upartym, żeby uczestniczyć w życiu Kościoła słysząc takie rzeczy. Często mam wrażenie, że Kościół jest dla szczęściarzy, którym życie się dobrze ułożyło. My nie mieliśmy tyle szczęścia. I dlatego cieszę się, że powstała adhortacja, bo daje nadzieję i cieszę się również, że są osoby, które ją rozpowszechniają, bo szkoda, że tak mało osób o niej mówi/pisze.

    • sluchaczJedynki pisze:

      Zamiast rozpaczać, ze nie macie tyle szczęścia i inne takie, proszę wpłynąć na męża, aby uregulował status poprzedniego malzenstwa w Sądzie Biskupim. Dlaczego do tej pory tego nie uczynił? Przecież dla Pani sakramenty tez są ważne. To, ze ma sie dzieci czy ich nie ma, z poprzedniego małzenstwa nie stanowi przeszkody do uzyskania stwierdzenia niewaznosci pierwszego małżeństwa. Chyba za łatwo odpuszczamy sobie grzech zaniedbania/zaniechania. Adhortacją to dopiero się będziecie cieszyć, jeżeli Sąd Biskupi stwierdzi nieważność! Dajcie sobie szansę 😉

  4. ana pisze:

    Czy Autorka jest siostrą zakonną? Jeśli tak, to nie mogę uwierzyć, że osoba konsekrowana mogła napisać taki tekst. Jak Siostra wyobraża sobie rozgrzeszanie osób które NIE zrywają z grzechem cudzołóstwa? Czy Siostra sama podchodzi do spowiedzi z nastawieniem że po odejściu od konfesjonału nadal będzie popełniać te same grzechy, czyli bez postanowienia poprawy? Trudno w to uwierzyć! A do tego sprowadza się żądanie „miłosierdzia”(?) dla osób żyjących w cudzołóstwie. Czyli ja sobie będę żyć w drugim lub trzecim związku po rozwodzie i cudzołożyć, ale pomacham spowiednikowi adhortacją i musi dać mi rozgrzeszenie, czy tak? Czy Siostra naprawdę nie rozumie do czego namawia czytających ten blog? Do zuchwałego grzeszenia, albo nawet więcej, do uznania, że grzech cudzołóstwa powinien być zniesiony, lub co najmniej uznany za mały grzeszek, leciutki!.
    A jakie znaczenie ma – według Siostry – przysięga małżeńska „nie opuszczę cię aż do śmierci”? A jak wytłumaczyć obdarzanie miłością innej osoby niż sakramentalny małżonek, chociaż to jemu ŚLUBOWAŁO się „miłość, wierność i uczciwość małżeńską”? Ślubuję jednemu, a miłuję drugiego i jest OK?
    Czy można przymknąć oko na życie w kłamstwie, codziennym łamaniu ślubowania małżeńskiego i w cudzołóstwie? Czy nie jest to świadome i dobrowolne sprzeciwianie się prawu Bożemu w materii poważnej? Nie wierzę, że Siostra nie wie co to jest ciężki grzech. Nie wierzę, że osoba konsekrowana, czy nawet świecka, nie wie, że można odpokutować za każdy grzech, ale najpierw trzeba z nim ZERWAĆ! Toż to podstawa Katechizmu i małe dzieci przygotowujące się do I Komunii świętej już o tym się uczą.
    Rozgrzeszanie osób żyjących nie zrywających z ciężkim grzechem prowadzi do świętokradczych, niegodnych Komunii świętych – chyba Siostra o tym wie lepiej niż ja?
    Proszę się poważnie zastanowić, czy tym tekstem nie sieje Siostra zamętu i zgorszenia wśród katolików.
    Pozdrawiam

    • s. Ewa pisze:

      W odpowiedzi posłużę się prostym przykładem. Jest małżeństwo cywilne, żyją ze sobą od 30 lat. Wychowali dwójkę dzieci. Są dobrą rodziną, kochającą Boga. Jedyny powód dla którego nie mogą wziąć ślubu to fakt, że jego wiele lat temu opuściła pierwsza żona. W jaki sposób mają zerwać z grzechem cudzołóstwa? Mają się rozstać po 30 latach małżeństwa? To właśnie dla tych ludzi jest miłosierdzie nowej adhortacji. Bóg naprawdę nie jest formalistą, On zawsze patrzy na serce! I my też nie bądźmy, bo taką miarą jak oceniamy innych, sami będziemy sądzeni.

      • ikar pisze:

        Jestem małżonką sakramentalną, którą porzucił mąż. Rozumiem, że jeżeli spotkam jakiegoś fajnego pana i stworzę dobrą rodzinę, to mogę liczyć na miłosierdzie nowej adhortacji??? Tylko jaki jest warunek: po ilu latach i ilu dzieciach? Czy jedno wystarczy? Czy to znaczy, że jeżeli czegoś nie można, a bardzo się chce to można, bo Pan Bóg nie jest formalistą?
        Odnośnie znajomych Siostry: tak, mają zerwać z grzechem cudzołóstwa. Kochająca Boga Pani nie wchodzi w związki cudzołożne i nie wikła innych sprowadzając na świat dzieci. Kochający Boga Pan, po porzuceniu przez żonę sakramentalną, trwa w samotności w oczekiwaniu na wiarołomną żonę, modląc się w intencji Jej powrotu. To niezwykle trudna postawa, ale wcale nie taka odosobniona wśród ludzi naprawdę wierzących. Polecam zerknąć na stronę Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar. Polecam konferencje księdza Marka Dziewieckiego, publikacje P. Jacka Pulikowskiego i dogłębną lekturę Pisma Świętego. Mamy sakrament małżeństwa, nie ma sakramentu rodzicielstwa. Celem katolika jest życie wieczne u boku Pana Boga a niekoniecznie komfortowe życie doczesne u boku konkubiny/konkubenta.
        Pozdrawiam

        • s. Ewa pisze:

          Po pierwsze, Pan Bóg zawsze znajduje człowieka tam gdzie jest, a po drugie zawsze pragnie jego szczęścia. To szczęście często jest inne niż sobie wyobrażamy po ludzku, ale jest to najgłębszy głos Boga w nas. Dlatego to nie jest dyskusja o tym co już można, czego nie można, ile trzeba. To jest głębokie słuchanie swojego sumienia i Boga w nim. Wg mnie adhortacja otwiera drzwi do tego, żeby Kościół był bardziej wrażliwy na głos tego sumienia, a nie stawał się sędzią, którzy rzuca w ludzi kamieniami, jak się wyraża nasz papież.

          • we pisze:

            Niebywałe. Tak „głębokie” jest to sumienie, ze z reguły wie dobrze czym jest ślub przed Bogiem i z reguły żyje w tym konkubinacie albo samotności ze szlachetnym smutkiem (Siostro czy to Krzyż i jakby to podejść, zeby ludzi pocieszyć (co cenię, że Siostra robi, ze chce pocieszyć)?) .

        • sluchaczJedynki pisze:

          Drogi Ikarze, Kościół w swojej mądrości dopuszcza możliwość złożenia przez Panią pozwu o stwierdzenie nieważności małżeństwa, w sytuacji – którą, jak Pani opisuje – wydaje się oczywista do takiego unieważnienia. Pani może oczywiście trwać przy swojej niezgodzie na decyzje męża i szamiast pojść do Kurii nadal uczestniczyć w grupie Sychar. Zdaje sobie Pani sprawę, ze niezlozenie przez Pania pozwu do Sądu Biskupiego jest JEDYNA i najlepsza, bo okraszona jeszcze religijnie, zemstą na mężu – „cudzołożniku”. Ta postawa ani nie jest dojrzała (osobowo ani religijnie) ani chrzescijanska. Chrześcijaństwo to wiara w Boga, który daje nam co dzień rzeczywistość do kochania, i zacheca do wsłuchania w znaki czasu. Czasem za te rzeczywistość trzeba umrzeć, ale żeby samemu tak się pchać do męczeństwa?! Jaki to odłam chrześcijaństwa, bo chyba nie katolicyzm rzymski. Polecam Pani popracować z psychoterapeutą najpierw nad tym, dlaczego mąż odszedł; i może bardziej siebie Pani pokocha, a możliwe, ze nawet lepiej zrozumie przy okazji. Wtedy w wolności pozwoli Pani odejść tak męzowi, jak i Pani wlasnym żalom do niego. Proszę się nie dawac żadnej propagandzie, a już najmniej pietystycznej – takie prędzej czy później Kościół potępiał. Nic o czym mowie, nie jest niezgodne z wykladnia Kosciola; jest po prostu nieco innym spojrzeniem na świat, niż ten, który aktualnie Pani sie wstawiła.

  5. ana pisze:

    Pani zasadniczy błąd polega na manipulacji słownej – zamienia Siostra-Pani znaczenie słów. W podanym przykładzie owa para nie żyje w małżeństwie cywilnym, tylko w cudzołóstwie. Ale wiadomo inaczej brzmi pytanie czy „mają się rozstać po 30 latach małżeństwa”, a inaczej gdyby było „czy mają się rozstać i zerwać z grzechem po 30 latach życia w cudzołóstwie”?. Ale wygląda na to, że uważa Siostra, iż długotrwałe życie w grzechu jest jakąś … wartością, zaletą, a może nawet cnotą wierności? Wracając jednak do podanego przykładu to ja zadam też pytanie, czy ten pan nie powinien wystąpić do sądu biskupiego o zbadanie ważności jego małżeństwa, skoro żona opuściła go niedługo po ślubie? Chyba taka powinna być kolejność działania i jeśli został niesłusznie porzucony to byłaby nadzieja na stwierdzenie nieważności małżeństwa i potem droga do kolejnego zwiazku jest otwarta. Skoro nie wystąpił, to może jednak nie został bezpodstawnie opuszczony przez żonę, może wcale jej nie kochał i dlatego odeszła? Można tak sobie gdybać i podawać różne przykłady tragedii rodzinnych, po to aby działając na emocje usprawiedliwić życie w grzechu.
    Jednak nigdzie nie jest też powiedziane, że życie ludzkie ma być pasmem szczęścia. Każdy ma jakis krzyż do niesienia. A poza tym jak w ogóle Autorka wyobraża sobie rozgrzeszania takiej pary: czy po każdym cudzołóstwie będą chodzić do spowiedzi i kapłan będzie rozgrzeszał? To przecież absurd, tak nie dzieje się nawet w stosunku do osób które żyją w konkubinatach i nie mają zobowiązań małżeńskich względem innych osób. Takie osoby nigdy w Kosciele nie dostawały rozgrzeszenia, jeśli współżyły bez sakramentu małżeństwa. A więc – żeby wszystko było zgodnie z nauką Kościoła – należało by tej parze cudzołożników udzielić ślubu, prawda? A to jest tym bardziej niemożliwe, bo mężczyzna jest już żonaty, a bigamii w Kościele nie ma.

    • we pisze:

      Tak własnie myślimy, tak nas w Kościele nauczono, proste sprawy, boleśnie proste, rzeczy po imieniu nazywane, my złodzieje jablek z raju musimy z tym żyć. Pytam jak ktos to przeczyta i poleci do księdza i zacznie wymachiwać i że przyszedł po miłosierdzie aby skruszyc ten mur to czy będzie Siostra z nim płakać? Przeciez to jest radosna twórczość… Siostry zakonnej. Dlaczego Siostra się tym zajmuje?

  6. ouou90890 pisze:

    Wymachiwałaby Siostra adhortacją przed biskupem?

  7. Ghg pisze:

    Kościół kruszy mury zakonnica pisze niewykonalne bzdury

  8. Dobrek pisze:

    Witam.Dla Boga niema nic niemożliwego.Rozmowa z księdzem,zakonnikiem,biskupem etc.Jest moim zdaniem podstawą do działania.Znam z autopsji sytuację i wiem jak trudno jest żyć bez pełnego uczestnictwa w eucharystii. Odnośnie do związku niesakramentalnego.Wiele osób ma obawy że nie dostanie unieważnienia małżeństwa.Słuchając innych, nie podejmuja próby otwarcia procesu.Trwają tak przez wiele lat.Ewangelia mówi do mnie jasno: Mt.5,31-37.Dziękuję siostrze za ten artykuł.Może przez dyskusję wyjdziemy z wielu tematów tabu i niewygodnych dla wielu braci i sióstr.Z Bogiem.

  9. Anton pisze:

    Droga siostro Ewo,
    Dziekuje serdecznie za wszystkie dobre i madre slowa, a nade wszystko za moim zdaniem bardzo celne odczytanie intencji Franciszka z Amoris Laetitia. Mnie tez uderzyl Jego sposob podejscia i proba ogarniecia naszych problemow, nas, ktorzy zyjemy w zwiazkach niesakramentalnych.
    Chcialbym jednoczesnie podziekowac takze i Wam, drodzy Panstwo, ktorzy staracie sie wyartykulowac zasady wiary katolickiej krytykujac wypowiedzi siostry Ewy. Uwazam, ze i Wasze wypowiedzi sa niezmiernie potrzebne, przypominaja mi jak waznym jest starac sie patrzec na problemy zycia jasno i wedlug krystalicznie prostych regul.

  10. Beata pisze:

    Dziękuję siostrze za te mądre słowa. Ciekawie zbiegło się to u mnie z lekturą książki Wiara w oczekiwaniu – wywiadu Justyny Siemienowicz z księdzem Wacławem Hryniewiczem. W kwestiach o których Siostra pisze, jej stanowisko pokrywa sie z tym, co mówi ksiądz Wacław, a przy okazji (dla tych, którzy zaciekle atakują Siostrę Ewę), ze stanowiskiem Papieża. Może słowa księdza staną się większym autorytetem niż to co pisze kobieta?! A tak przy okazji, gdybyśmy stali twardo przy tym, co mówi kościół, to do dziś palilibyśmy heretyków i czarownice i uważalibyśmy, że słońce kręci się wokół ziemi? Dla państwa z taka zaciekłością atakujących cudzołożników i nie dających im praw do życia i ludzkiej miłości – unieważnienie małżeństwa wcale nie jest taką super sprawą. Ludzie, którzy kiedyś związali się, (może nieco lekkomyślnie, ale jednak) więzami miłości, muszą udowodnić przed sądem biskupim, że ich małżeństwo to była farsa, a dzieci zrodzone w takim związku są dziećmi nieślubnymi. Czy nie widzą państwo fałszu i głębokiej niesprawiedliwości (nie mówię tu o oczywistych przypadkach)?

  11. Hjk pisze:

    Według krystalicznie prostych. A te z Encykliki to nie takie? Nie widzę udziału Siostry w tej wymianie zdań a wypowiedź wyżej wygląda na słowo znajomego. Krytyka Siostry Ewy to nie jest krytyka samej osoby ale tego że chyba się rozpedzila w sprawach których sama nigdy nie dotknie. Co mają powiedzieć ludzie którzy od lat nie mogą podejść do komunii z tego powodu i to jest tylko uczciwość. Że teraz Kościół się zmienil, szkoda tylko że kawał ich życia siedzieli na kompletnym marginesie.

  12. Hjk pisze:

    Z Adhortacji.

    • Anton pisze:

      Nie sadze, aby slowa Amoris Laetitia moznaby odczytac jako krystalicznie proste. Bo i nie sa proste sprawy i sytuacje, o ktorych mowi. Jezyk i sposob wypowiadania sie papieza jest jednak, jak dla mnie, wrecz rewolucyjny. Pokazuje bowiem oblicze Kosciola wyjatkowo milosiernego. Od nas natomiast zalezy czy sami bedziemy trwac w narzekaniu, ze nas ktos (Kosciol?) zle traktuje i rzucac kamieniami w innych. Mysle, ze warto powsciagnac chec oceniania innych ludzi na podstawie tego, co o nich wiemy, bo z Boskiej perspektywy zawsze wiemy o nich bardzo niewiele.
      Ps. Nie jestem znajomym siostry Ewy, natomiasta darze ja wielka sympatia 🙂

  13. emigrant EM pisze:

    Dlugo sie zastanawialem zanim ten post napisalem.Zaczne od tego,ze zyje w tzn zwiazku nieregularnym.Pierwszy trwal krotko,dla pierwszej zony byla to udana proba wyrwania sie z domu rodzinnego,zostawiajac rodzine odeszla.Zostaly male dzieci,teraz juz dzieci sa dorosle, te z pierwszego zwiazku jak i z drugiego.Dzieci wychowane po katolicku.Przez kilkadziesiat lat nie chodzilem do spowiedzi.Teraz jestem na emigracji.Zapytalem niesmialo polskiego ksiedza rok temu po synodzie czy moze sie cos zmieni.Nic, taka byla odpowiedz.No to po ukazaniu sie Amoris Laetitia,wydrukowalem i zapytalem,a moze teraz?.Odpowiedz byla; ja tego nawet do reki nie wezme i ty tez nie powinienes.Nie bede o tym dyskutowal.Poszukalem najbardziej srogiego tutejszego spowiednika w miescie i poszedlem z wydrukowana adhortacja do spowiedzi.Kosciolow w moim miescie jest duzo,msza zaczyna sie w czterech jezykach,spowiedz w szesciu.Byla to najdluzsza spowiedz i rozmowa w moim zyciu.Zostalem wysluchany,pytalem o wszystko i dostalem odpowiedz razem z zaproszeniem do rozmowy gdybym mial wiecej watpliwosci.Za granica jest wielu ludzi z problemami podobnymi do moich.Ilu ma tyle odwagi i zna na tyle jezyk,zeby chociaz porozmawiac?Tu chodzi o zrozumienie i pomoc, a nie wrogosc.

    • s. Ewa pisze:

      Dziękuję bardzo za to świadectwo. Dla mnie właśnie to jest przesłanie Adhortacji: Nie bójcie się prosić Boga o zmianę swojej sytuacji, bo miłosierdzie jest ponad prawem. To, że Wasza sytuacja jest „nieregularna” nie znaczy, że żyjecie w grzechu ciężkim i czeka Was potępienie. To kwestia serca, a nie prawa.

      Bardzo mi pasuje do tego ten odcinek Szustaka:
      https://www.youtube.com/watch?v=bec0zFL56Ds

  14. emigrant EM pisze:

    My tez dziekujemy za slowa otuchy.Siostra poruszyla niewygodny dla niektorych temat.Tutaj jak czlowiek chodzi do szkoly, gdzie czasem na 15 studentow jest 11 roznych wyznan slowo tolerancja ma troszke inny wymiar niz w Polsce.Nawet Katolicy z Wenezueli,Ekwadoru,Afryki,Holandii,Belgii,Francji,Hiszpani czesto dyskutuja na temat doktryn,Kosciola wymieniaja poglady scieraja sie rozne kultury,poglady ale wszyscy daza do Boga.Mimo kryzysu coraz wiecej ludzi na Mszy w Kosciele i to jest chyba najwazniejsze.Z Bogiem.

  15. Mea pisze:

    Czytając te wszystkie komentarze zaczelam się zastanawiać czy i na ile sam fakt braku możliwości przyjmowania sakramentów lub uczestnictwa nie pełnego nie jest rodzajem pokuty dla osób z takich związków.

  16. Weronika pisze:

    Dlaczego siostra robi tyle zamieszania? Mam na myśli tekst siostry na „Deonie” ws. Halloween. Nawet papież Franciszek chce zakazu Halloween ze względu na liczne przypadki opętań u dzieci. Czy naprawdę jest to siostrze obojętne?

  17. Czesław pisze:

    Halloween jest złem, którego należy unikać. W Biblii napisane jest , że kto chce być przyjacielem świata nie może być przyjacielem Boga. Przykład z biblii Samson i Dalida Jest również napisane, że z nieznajomości mojego słowa ginie mój lud. Bez czytania i słuchania nie wypełnia się słowa. I tu przykład z biblii ” wiara jest że słuchania a słuchanie, przez Słowo Chrystusowe ” I kolejna biblijna prawda ” że litera zabija,ale duch święty ożywia” więc duchowe rzeczy należy duchowo rozsadzać a cielesne, cieleśnie. Biblia to duchowy pokarm a świat się bawi głupim halloween .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *