List do prostytutki

1342697253_3h71hf_600W ostatnim czasie poruszona byłam dwoma tekstami na temat prostytucji. Jeden opowiadał historię gwiazdy porno, która żaliła się, że traktowana jest jak przedmiot żartów przez znajomych z uczelni, a przecież godnie wykonuje swoją pracę, a drugi, to artykuł „Uniwersytutki” o studentkach, które szczycą się tym, że wolne i niezależne dorabiają sobie na studiach jako wysoko płatne panie do towarzystwa na biznesowych wyjazdach.

Te prawdziwe historie poruszyły mnie bardzo, bo są głosem świata, którego totalnie nie rozumiem, w którym kobiety dobrowolnie pozwalają podeptać swoją godność i krzyczą, że to jest cudowne. Poruszyło mnie to na tyle, że postanowiłam do tych wszystkich kobiet napisać list otwarty. Nie wiem, czy choć jedna go przeczyta, ale dla jednej choćby, warto było to napisać.

Droga młoda kobieto!

Po przeczytaniu tych historii podobnych do Twojej,  najpierw poczułam w sobie dużą chęć, by powiedzieć Ci o tym, że Bóg jest dobry i tylko On daje szczęście, ale po chwili się zawahałam. Jeśli twierdzisz, że jesteś szczęśliwa i zakładając, że nikogo tym swoim dążeniem do szczęścia nie krzywdzisz, to jakie ja mam prawo narzucać Ci to co ja myślę. Przecież nie chciałabym, żebyś Ty mi wmawiała, że jedynym źródłem szczęścia są kąpiele w szampanie i drogie ciuchy albo mocne doznania seksualne…

To nie znaczy jednak, że nie mam Ci nic do powiedzenia. Chciałabym tylko dwie krótkie rady:

1. Jeśli kiedyś spotka Cię cierpienie i samotność, okaże się, że masz raka, stracisz nogę w wypadku, Twoja kariera się załamie, a może po prostu się zestarzejesz i okaże się, że wszystko, na czym budowałaś swoją wartość pójdzie w niepamięć… wtedy przypomnij sobie, że Bóg Cię kocha zupełnie za darmo – nie za to co osiągnęłaś i jak wyglądasz – i że On na Ciebie czekał cały ten czas z otwartymi rękami, aby dać Ci szczęście jakiego nie może dać żadna ziemska przyjemność

2. Jeśli uda Ci się przeżyć życie, będąc do końca przekonaną, że wszystko wygrałaś, wszystkich pokonałaś, przeżyłaś życie w pełni na Twoich zasadach i nie żałujesz niczego… kiedy już po śmierci spotkasz Jezusa, który przytuli Cię z taką miłością, jakiej nigdy nie doświadczyłaś i rozpłaczesz się nad życiem, które przeleciało Ci przez palce; wtedy nie wahaj się, by tę miłość przyjąć na wieczność, bo On jest dobry. Zawsze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii List otwarty. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „List do prostytutki

  1. Basia pisze:

    Siostro, ten list to najpiekniejszy przyklad ewangelizacji ktora płynie z serca doświadczonego Jego miloscią. Nie pouczanie, kazania, krytyka czy morały, ale dzielenie się dobrem i przekonanie że Miłość Jezusa spotka te kobiety w tym życiu lub przyszlym. W świecie przeintelektualizowanym rownież przez chrześcijan te słowa są dla mnie przykladem bycia prawdziwym uczniem Jezusa. Podobalo mi się także bardzo szukanie Boga w woodstock-owiczach. To dowód tej samej mołości do człowieka w sercu. Powpdzenia z gimnazjalistami!

  2. Ania pisze:

    Siostro, to naprawdę piękne rady i chciałabym z całego serca, żeby Bóg był właśnie TAKI, ale mam wątpliwości jak to naprawdę jest.

    Oto dwa komentarze do „Listu do prostytutki, które pojawiły się na DEONie:

    „Druga rada to kompletna bzdura, gdyż jeśli człowiek przeżyje swoje życie według własnych egoistycznych zasad, jeśli się nie nawróci i nie narodzi na nowo, „nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J.3,3).
    A więc tak, z całą pewnością takie osoby spotkają po śmierci Jezusa, ale po to by usłyszeć „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was (…) Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (Mt.25,12.41)”

    i drugi komentarz oddający w sposób okrutny (ale czy nie PRAWDZIWY?) też moje wątpliwości:

    „Ad. do drugiej rady. Zgodnie z nauczaniem Kościoła po śmierci taka pani trafi do piekła. Na wieczność.”

    Jak można rozumieć „drugą radę” w kontekście tego, co siostra sama napisała w komentarzy do artykułu o Woodstocku:
    „Nic nam nie grozi pod warunkiem, że żyjemy w komunii z Bogiem, korzystamy z sakramentów i jesteśmy w stanie łaski uświęcającej. Jezus powtarza nam na każdym kroku w Ewangelii, że nie mamy się czego bać. To nie znaczy, że piekło jest puste i że nie można wybrać zła w swoim życiu. Można, bo mamy wolną wolą. Jeśli jednak wybieramy Boga i miłość, to już nic na świecie nie może nas od tej miłości odłączyć.”

    Siostro, prostytutka z pkt drugiego nie żyje w komunii z Bogiem, nie korzysta z sakramentów i nie jest w stanie łaski uświęcającej. Podobnie jak wiele innych osób, które realizują nawet nieraz sporo dobra w swoim życiu, ale nie korzystają z sakramentów. Czy siostra naprawdę uważa, że nawet po śmierci jest szansa dla takich osób (tych „dobrych, ale bez łaski uświęcającej” i tych jak „prostytutka z pkt 2” bez woli dobra do śmierci)? Że Jezus przytuli i naprawdę będzie szansa na bezpośrednie doświadczenie Jego miłości (tutaj na Ziemi, trudno o to doświadczenie nawet w Komunii – vide osoby, które „latają do kościoła” i do Komunii, a nic to w nich nie zmienia i np. żyją pełni złości i resentymentów). Czy nawrócenie w warunkach pełnej wiedzy o Bogu (po śmierci już nie będzie wiary, a poznanie) będzie: „się liczyło”?

    • s. Ewa pisze:

      Odpowiedź na Twoje wątpliwości nie może być prosta, bo Kościół nie wie co będzie po śmierci – jak wiemy, nikt jeszcze stamtąd nie wrócił 😉 Są jednak pewne teorie eschatologiczne, czyli mówiące o tym jak w różny sposób możemy odczytywać Ewangelię w sprawie tego co po śmierci. Jezus wyraźnie mówi o potępieniu i o piekle, dlatego nie jestem zwolenniczką teorii, że piekło nie istnieje. Nie wiemy jednak do kiedy Bóg będzie czekał na nasze nawrócenie, ale ja myślę i mam nadzieję, że będzie to do końca, czyli w momencie śmierci jeszcze będziemy mogli zobaczyć swoje życie w pełnej prawdzie i nad nim zapłakać. Nie jest to jedyna słuszna teoria, ale na pewno nie jest gorsza od tej, że Jezus nie spojrzy na nas miłosiernym okiem, tylko od razu pośle do piekła. Obawiam się tylko, że autor tego komentarza jest święcie przekonany, że on się w tym gronie nie znajdzie, a nikt z nas nie jest bez grzechu… Na pewno jednak każdy z nas sądzony będzie mg własnej miary i nie nam oceniać co jest w głębi serca drugiego człowieka.

      Jeśli chodzi o to, że nic nam nie grozi, to chodziło mi bardziej o życie doczesne. Jeśli żyjemy sakramentami i w jedności z Bogiem, to nie musimy się obawiać Szatana czyhającego na nas na każdym kroku, w każdej książce, filmie i sporcie… ważne jest nasze serce. Jeśli ktoś przez całe życie nie żył z Bogiem na własne życzenie, to jest narażony na to, że Zły będzie mu bardzo dużo mieszał w życiu, że nie odnajdzie prawdziwego szczęścia i że jak już stanie twarzą w twarz z Jezusem, to nie będzie w stanie sobie wybaczyć i sam skaże się na potępienie.

  3. Jarek pisze:

    „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.” (J8:7)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *