Kto ma najpiękniejsze serce?

Jeśli lubisz czytać to, co piszę, jeśli podoba Ci się moje spojrzenie na świat, to dziś chcę Ci powiedzieć: jest nas więcej  Wszystkie próbujemy patrzeć oczami Jezusa  Zapraszam Was serdecznie!! Szczegóły na naszej stronie.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bądź moim głosem

W tym tygodniu miałam okazję zjeść wyjątkowe śniadanie z Rwandyjką i Słowaczką. Dowiedziałam się wtedy o istnieniu aplikacji, która bardzo mnie zainspirowała – nazywa się Be my eyes, czyli „bądź moimi oczami”. Została stworzona po to, by osoby, które widzą, mogły pomóc tym, którzy mają problem z prostymi czynnościami codziennymi, gdyż są niewidomi. Po zarejestrowaniu się może do nas zadzwonić (przez połączenie video) osoba, która potrzebuje pomocy np. z posortowaniem prania, czy odczytania daty ważności na kartonie mleka. Banalnie prosty pomysł w połączeniu z zastosowaniem nowoczesnych technologii to dla mnie kawałek Nieba na Ziemi. Mogę być dla kogoś oczami!

W tym roku szczególnie zachwycona jestem Sekwencją Wielkanocną, którą możemy śpiewać w Oktawie przed Aklamacją. Z wielką radością w ostatni weekend w Falenicy śpiewałam ją z młodymi osobami, które przyjechały na skupienie Rozeznawania Drogi Życia. Przy szukaniu swojego miejsca w świecie, nie ma bowiem nic ważniejszego niż usłyszenie zaproszenia Jezusa do życia w pełni i do głoszenia Dobrej Nowiny. W sekwencji spory kawałek poświęcony jest Marii Magdalenie, którą Jezus posyła do Apostołów.

Maryjo, Ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.

Żywego już Pana widziałam grób pusty
i świadków anielskich, i odzież, i chusty.
Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.

Nie tylko Maria i inne kobiety, które z nią były, zostały posłane z misją głoszenia zmartwychwstania. To zadanie dla każdego z nas. Każdy dostaje zaproszenie o treści: „Bądź moim głosem” i może hojnie na nie odpowiedzieć całym swoim życiem. I nie jest to proste zadania, bo w przeciwieństwie do osoby niewidomej, która jest świadoma, że potrzebuje życzliwej pomocy, świat często myśli, że Boga nie potrzebuje. Dlatego nasz głos niech będzie pełen pokory i delikatności, by nikogo nie przekrzykiwać, ale świadectwem pokazywać, że Jezus uzdrawia, wyzwala i daje Życie.

Jest coś niesamowitego w byciu narzędziem w Bożym planie! Też to czujecie? 🙂

Opublikowano Refleksje z życia | 2 komentarze

Osobiste zmartwychwstanie

Zmartwychwstanie to nie tylko fakt, że Jezus powstał z martwych i że nas też czeka kiedyś życie wieczne. Zmartwychwstanie dzieje się codziennie pośród nas, ale często nie umiemy go zauważyć, bo ono się nieuchronnie wiąże ze śmiercią.

Dużo prościej byłoby gdyby jednak Jezus zszedł z krzyża, gdyby pokazał, że śmierć nie musi nadejść, że można ją unieważnić. Gdyby zwycięstwo było spektakularne i nie pozostawiające wątpliwości, przecież dużo łatwiej byłoby uwierzyć. Tylko, że to nie jest sposób działania naszego Boga. On od początku przychodzi po cichu, jakby niezauważenie, ale tym, którzy w Niego wierzą daje moc, która przekracza wszelką mądrość ludzką. Nie inaczej jest ze zmartwychwstaniem. Ono przychodzi pod osłoną nocy, nie ma w nim nic oczywistego, co moglibyśmy nazwać twardym dowodem. Dużo pewniejsza jest śmierć. Ona jest udokumentowana i niepodważalna. Ukrzyżowanie Jezusa jest faktem historycznym, a zmartwychwstanie…

Kiedy się wali coś w naszym życiu, to zwykle widać jak na dłoni. Nasze porażki, rozczarowania, ból i straty. Czasem mamy nadzieję, że Bóg nas przed tym uchroni, modlimy się o to i ufamy, że burza przejdzie bokiem. Tymczasem ulubionym sposobem działania Boga jest zmartwychwstanie, czyli odrodzenie się po śmierci. Dlatego możemy być pewni, że tam gdzie umiera wszelka nadzieja, gdzie już nie ma czego zbierać, gdzie po ludzku jest koniec, w pewnym momencie wkroczy On. Najprawdopodobniej Go nie poznamy jak uczniowie idący do Emaus, bo będziemy mieć inną wizję zakończenia. Kiedy jednak rozpoznamy Go w tej konkretnej sytuacji, to nasze serca tak się rozpalą, że nie będziemy potrafili usiedzieć w miejscu. W tej samej godzinie będziemy wiedzieć co mamy robić. To będzie nasze osobiste zmartwychwstanie.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Zobaczyć twarz

Dobrze wiemy, że łatwiej jest mówić o kimś za jego plecami, niż powiedzieć co myślimy prosto w twarz. Mam czasem wrażenie, że dokładnie ten sam mechanizm działa w nas, gdy wygłaszamy wszelkiego rodzaju sądy i opinie. Przedstawiając naszą ideologię w jakiejkolwiek sprawie, mówimy ogólnikami i przestajemy widzieć konkretnego człowieka. Gdy spojrzymy mu w oczy, nagle świat przestaje być czarno-biały. To zmienia absolutnie wszystko.  Wtedy już nie ma kazusów, jest życie. Łatwo jest krzyczeć na ulicy, że ktoś inny powinien się nawracać. Dużo trudniej jest nawracać siebie, a innym głosić Dobrą Nowinę, że Bóg kocha każdego bez wyjątku – zdrajców i morderców również. Jedyne co może nas uratować, to miłość, bo tylko ona może dać siły do tego, by pokonać lęk, który jest przyczyną zła.

Rozpoczęliśmy Wielki Tydzień i będziemy wielokrotnie przyglądać się twarzy Jezusa – skatowanej, wyśmianej, oplutej i porzuconej. Czy jednak możemy na nią patrzeć, nie widząc jednocześnie twarzy tych, w których On cały czas cierpi w dzisiejszym świecie? Nie chodzi jednak o odległe sytuacje głodu i wojny, ale o konkretnego człowieka, który jest obok. Ewangelia w tych dniach pokazuje nam konkretne osoby, które były obok Jezusa – Marię, siostrę Marty, która namaściła Jego stopy olejkiem, Marię Magdalenę, która wytrwała pod krzyżem, ale też Judasza i Piotra, którzy Go zdradzili. Za każdą z tych osób stoi historia pełna bólu. Wystarczy spojrzeć im w oczy.

Proponuję Wam na te ostatnie dni przygotowania do Zmartwychwstania szczególną drogę krzyżową. Mieli okazję przejść nią już ci, którzy uczestniczyli w skupieniu wielkopostnym w Falenicy. Oto instrukcje:

Przygotowanie

Napisz swoją drogę krzyżową, w której kolejne stacje wyznaczać będzie cierpienie Jezusa we współczesnym człowieku. Niech znajdą się tam osoby, które składają się na Twoją codzienność: kolega z pracy, którego nikt nie lubi; schorowana mama, która wymaga opieki; sąsiadka, która nie radzi sobie z wychowaniem dzieci; bezdomny, którego mijasz w drodze do pracy. Nie zapomnij umieścić tam też osób, które wzbudzają Twoją złość lub oburzenie: sąsiad, który nie sprząta w ogródku; ciocia, która agresywnie wyraża swoje poglądy; młodzież niszcząca przystanek autobusowy. Możesz tylko domyślać się jakie stoi za tym cierpienie i brak sensu życia. Spróbuj zobaczyć twarz każdego z nich.

Spisz swoje 14 stacji na kartce. Zabierz ją na modlitwę.

Modlitwa

Udaj się na spacer razem z Maryją. Niech Ona będzie Twoją przewodniczką, jako ta, która najlepiej potrafi współodczuwać. Co jakiś czas zatrzymaj się, żeby kontemplować kolejne stacje stworzonej przez Ciebie drogi krzyżowej. W każdej cierpiącej osobie zobacz Jezusa. Po każdej stacji odmów: Któryś za nas cierpiał rany

Błogosławionego Wielkiego Tygodnia!

Opublikowano Refleksje z życia | 2 komentarze

Taka ewentualność

W sobotę przedpołudniem byłam na zakupach i jak zwykle zaszłam do piekarni po pieczywo. Zdziwiłam się nieco widząc prawie puste półki. Sprzedawczyni spojrzała na mnie wyraźnie zakłopotana:

– Już prawie nic mi nie zostało, jakby się na wojnę szykowali!
– No tak, jutro niedziela i sklepy zamknięte…
– Kupują po 3 bochenki! Kiedy oni to zjedzą? Do poniedziałku?

Skąd w nas tyle lęku, że nagle stracimy kontrolę, że czegoś nam zabraknie? Tu już nawet nie chodzi o zaufanie Bogu, że On się zatroszczy, ale zwykły zdrowy rozsądek. Przyzwyczailiśmy się do tego, że mamy tyle możliwości na wyciągnięcie ręki i nie ważne, czy naprawdę czegoś potrzebujemy, ale ważne, że mamy „taką ewentualność”. To zresztą nie wynalazek współczesny – może to komuna nas tego nauczyła, że trzeba brać póki jest, bo jutro może nie być? W ten sposób nasze życie wypełnia się mnóstwem niepotrzebnego, a zaczyna brakować przestrzeni na to, co spontanicznie umieścilibyśmy na górze naszej hierarchii wartości.

Coraz bardziej dostrzegam, że w procesie podejmowania różnych, mniejszych i większych, decyzji, kluczową rolę odgrywa to, na ile świadomi jesteśmy naszych realnych pragnień i potrzeb. Jeśli nie zajrzymy w głąb siebie wystarczająco, zawsze będziemy szukać oparcia w gromadzonych rzeczach, wiedzy, kompetencjach… a czasem nawet bochenkach chleba, bo cały czas będziemy mieć w głowie, że jest „taka ewentualność”, że się nam przydadzą.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Franciszku, dzięki!

Dokładnie pamiętam ten dzień – 13 marca, pięć lat temu. Byłam wtedy przejazdem w Warszawie i poszłam na kolację z moim przyjacielem. Już na przystanku autobusowym słyszałam jakieś pogłoski o białym dymie, ale jeszcze nic nie było wiadomo. Dopiero jakiś czas później przyszedł sms – kardynał Bergoglio. Nic nam to nie mówiło, więc kontynuowaliśmy jedzenie. Za chwilę kolejny sms – jezuita! Wtedy spojrzeliśmy na siebie z zaskoczeniem. Oboje z Łukaszem przez lata byliśmy w Duszpasterstwie Akademickim u jezuitów. Mogliśmy się spodziewać, że to nie będzie zwykły papież…

Dziś jestem Franciszkowi wdzięczna za niezliczone momenty, kiedy pokazywał, że człowiek, który ma Boga w sercu staje się po prostu bardziej ludzki (co jednocześnie jest jednym w ważnych wezwań, jakie ostatnio odczytało również moje Zgromadzenie). Dziękuję za pokazywanie światu, że Bóg działa nieustannie i słuchanie Jego głosu nie polega na trzymaniu się regułek, ale na otwarciu na Ducha Świętego (intencja papieska na marzec mówi o potrzebie rozeznawania!). W sposób szczególny chyba jednak pragnę podziękować papieżowi za dokumenty, które pisane są do ludzi a nie teologów, z których wyczytać można prawdziwą troskę o czułość i radość w Kościele, które są tak niesamowicie dzisiaj potrzebne (w szczególności za Amoris Laetitia, o którym pisałam wcześniej).

Franciszku, już tak wiele zrobiłeś, ale Kościół potrzebuje jeszcze więcej. Obyś jeszcze z nami trochę został!

Opublikowano Temat miesiąca | Skomentuj

Rzeczywistość pełna Boga #3 – skąd tytuł?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Niosąca Ducha Świętego

Bardzo niedaleko naszego domu w Poznaniu znajduje się galeria sztuki współczesnej. Taka niewielka, z nazwiskiem jednego artysty. Wielokrotnie przechodziłam obok niej, widząc w oknie wystawione obrazy. Jak na współczesną sztukę przystało, interpretacja kilku kresek na płótnie pewnie może być bardzo różna, ale jedyne co mi przychodziło do głowy, to w większości kobiece akty. Zaokrąglenia figury narzucały się same i choć nie mam pojęcia co obrazy miały przedstawiać, raczej budziły we mnie niesmak niż zachwyt sztuką.

Któregoś razu jednak coś przykuło moją uwagę. Wśród jaskrawo-kolorowych dzieł wypełniających przestrzeń galerii, na drewnianych sztalugach, stała ona. Pneumatofora. Ikona Maryi niosącej Ducha Świętego, dopiero co rozpoczęta, zarysowana jedynie czarną kreską. Co jak co, ale tego się nie spodziewałam. Na pewno nie tam! Szłyśmy wtedy we trójkę w zimowy wieczór i każda z nas patrzyła przez szybę jakby zobaczyła ducha.

Historia toczyła się dalej, bo z każdym tygodniem ikona wypełniała się kolorami. Błękit, czerwień i złoto kontrastowały z plastikowymi kolorami innych obrazów i wnosiły jakąś szczególną atmosferę do pomieszczenia. Nie mam pojęcia jak pneumatofora znalazła się w podejrzanej galerii, ale dla mnie stała się inspiracją przed tym czasem Wielkiego Postu. Jezus po to przyszedł na świat, umarł i zmartwychwstał, aby wszystko wypełnione zostało czystością Ducha Świętego. Nie w tych miejscach gdzie ludzie pobożnie składają ręce do modlitwy i postępują nienagannie, ale właśnie w tych, które wydają się najbardziej odległe od tego co Boże. Jeśli w Wielki Poście mamy się skupić na swoim nawróceniu, czyli zmianie myślenia, czy nie o to właśnie chodzi, by zobaczyć, że Bóg jest Panem wszystkiego? On jest wszędzie tam gdzie widzimy tylko cierpienie, zło i grzech. Jest i razem z nami płacze.

Może potrzeba tak naprawdę tylko jednego? Znaleźć miejsce, w którym najmniej spodziewamy się Boga i dostrzec, że właśnie tam jest Go całe mnóstwo.

Opublikowano Refleksje z życia | 2 komentarze

Lata konsekrowanej duszy

Wróciłam dziś do Poznania po trzech tygodniach tułania się po Polsce na różnych fantastycznych spotkaniach. O nich samych może nieco w najbliższym czasie, ale póki co chciałabym zadbać, by nie umknęły Wam dwie ważne informacje. Pierwsza to taka, że napisałam książkę! A w zasadzie w 1/3 napisałam 🙂 „Ile lat ma Twoja dusza” to zbiór krótkich opowiadań autorstwa mojego, Piotra Kropisza SJ (Piotr Kropisz Blog Multimedialny) i Majki Moller (Chrześcijańska Mama). Każdy z nas ujawnia trochę swojej historii, przemyśleń o życiu, inspirujących spotkań i sytuacji, w których odnaleźliśmy Boga. Wierzę, że będzie to dla Was nie tylko ciekawa lektura, ale też dobra zabawa w poszukiwaniu własnego „duchowego wieku”.

Od 12 lutego w księgarni, a już dziś do zamówienia na stronie WAMu. Fragmenty książki będą się też ukazywać na DEONie, pierwszy artykuł znajduje się tutaj.

Drugie ważne wydarzenie, które mogło Was ominąć w ostatnim czasie to nasz program na żywo na DEONowym Facebooku o temacie: „Wszyscy jesteśmy konsekrowani?”. Mówiliśmy o radach ewangelicznych, stereotypach dotyczących życia zakonnego i wskazówkach dla osób rozeznających powołanie. Próbowaliśmy pokazać czym dla nas jest życie konsekrowane, które wybraliśmy i w którym odnaleźliśmy szczęście. Mamy nadzieję, że było to pomocne 🙂

Opublikowano Rozeznawanie, Sacre Coeur, vlog, Zaproszenie | Skomentuj

Pasja, góry, życie i śmierć

Tekst o Wandzie Rutkiewicz, który ukazał się dziś na DEON.pl, zaczęłam pisać już na początku stycznia, kiedy znowu miałam okazję być w Zakopanem i zachwycić się moimi ukochanymi Tatrami. Nie miałam pojęcia, że kilka tygodni później śmiercią naszego himalaisty będzie żyć cała Polska i świat ludzi gór. Doskonale rozumiem tę pasję i trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym nie ruszyć na kolejny szlak już wkrótce. W tej refleksji nieustannie jednak dostrzegam, że jest coś więcej. Doskonale zgrywam się tu z moją współsiostrą, która właśnie taternickie życie porzuciła dla Jezusa i pięknie mówi o tym w książce „Siostra na krawędzi”

Dziś ostatni pełny dzień rekolekcji ignacjańskich w Falenicy, w których mam przyjemność towarzyszyć. To wielka łaska patrzeć jak kolejne osoby w duchowych ćwiczeniach pokonują swoje lęki i słabości, by dać się Bogu porwać na szaloną przygodę życia. On wie dokładnie jakim szlakiem poprowadzić każdego i my możemy tylko wydać okrzyk zachwytu, że pozwolił nam być Jego narzędziem na ten czas. Jestem przekonana, że Jezus oferuje dużo więcej niż zdobywanie kolejnych szczytów, choćby duchowych. On jest tym, który zawsze będzie nieodkryty, nieogarnięty i niepojęty, a jednocześnie najbardziej bliski, cierpliwy i czuły. Przede wszystkim jednak On zawsze daje życie. Bez względu na to w jaki sposób i kiedy zakończy się moja ziemska wędrówka, wiem, że z Nim nawet śmierć będzie pełna życia. Jednego mogę być pewna, przygoda z Jezusem nigdy się nie skończy, będzie trwała wiecznie!

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 1 komentarz