Potrzeba mało albo tylko jednego

Dawno mnie tu nie było z wielu różnych powodów. Nie prędko też tu wrócę, bo czuję, że potrzebuję nieco zdystansowania do wirtualnej rzeczywistości, by w końcu posiedzieć u stóp Jezusa i posłuchać. Was też zapraszam, by w wakacyjnym czasie i sezonie ogórkowym znaleźć czas na nieco więcej kontemplacji. Jeśli potrzebujecie zachęty, to może Ewangelia z najbliższej niedzieli Was przekona 😉 Poniżej mój komentarz i propozycja modlitwy. Pamiętajcie też, że co tydzień wprowadzenia do medytacji znajdziecie na naszej stronie www.

Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. A Pan jej odpowiedział: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. (Łk 10, 38-42)

 

Modlitwa przygotowawcza: Proś Boga aby wszystkie Twoje myśli, zamiary, czyny i uczucia były w sposób czysty skierowane ku większej Chwale Jego Serca.

Wyobraź sobie siebie, jak siedzisz u stóp Jezusa i wsłuchujesz się w Jego słowo. Przyjrzyj się swoim uczuciom, myślom, reakcji na to, co mówi Marta.

Proś o łaskę pokoju serca, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz.

1. „Usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa”

Nie jest łatwo usiąść u stóp Pana. Rozum podpowiada nam, że mamy tyle ważnych spraw do załatwienia i świat się zawali, jeśli zatrzymamy się na chwilę refleksji. To bardzo potężna pokusa, którą szatan w prosty sposób wykorzystuje, by podsuwać nam kolejne niepokoje i ostatecznie wyprowadzać nas na manowce. Dlatego tak bardzo ważne w naszym codziennym harmonogramie jest choć chwila czasu, by z Bogiem spojrzeć na nasz dzień, zobaczyć co się wydarzyło, co przeżyliśmy, jak reagowaliśmy i posłuchać co On ma nam do powiedzenia.

Ktoś kiedyś powiedział: „Jak to możliwe, że nie masz czasu dla Tego, który go stworzył?” A jednak! Tak często inne rzeczy i inni ludzie wygrywają walkę o nasz czas, jakby mogłoby być coś istotniejszego niż budowanie z Nim relacji. Przy dzisiejszej Ewangelii warto zrobić rachunek sumienia z naszego codziennego zatrzymywania się i czytania Słowa. Może warto coś zmienić?

2Panie, czy Ci to obojętne?”

Wprawny obserwator tej sceny zobaczy w postawie Marty cały wachlarz dobrze znanych nam uczuć złości, żalu, osamotnienia. Łatwo możemy sobie wyobrazić strumień myśli, który przebiega przez jej głowę – że ona zawsze musi wszystko robić sama; że przecież też by chciała posłuchać Jezusa, ale tyle jest do zrobienia; że nikt jej nawet nie podziękuje, a ona się tak stara… Znacie to? Sam fakt, że nie zwraca się bezpośrednio do siostry, ale do Jezusa, świadczy o tym, że liczy na Jego wsparcie w przekonaniu Marii, jakby spodziewała się, że nie otrzyma pomocy.

Problem Marty nie polega na tym, że w tym momencie wzięła się do pracy zamiast słuchać Jezusa, ale na tym, że pozwoliła sobie odebrać pokój serca. Dała się wciągnąć w wir pracy, w spiralę negatywnych myśli i trudnych emocji, które w końcu eksplodowały wobec Marii i Jezusa. Aby w pełni zrozumieć zachowanie Marty zapewne trzeba by się cofnąć do wydarzeń sprzed kilku godzin, dni,  a może nawet tygodni. U podłoża najprawdopodobniej znajdziemy wiele frustracji, podobnych nieco do tego, co przeżywał starszy brat marnotrawnego syna. On też służył ojcu latami z przekonaniem, że robi to, co właściwe, ale wynikało to jedynie z obowiązku, a nie z odpowiedzi miłości. Tylko stan, w którym czujemy się bezwarunkowo kochani, pozwala nam działać z lekkością właściwą zakochanym.

Jeśli masz poczucie, że wiele w życiu robisz „dla Jezusa”, ale nie sprawia Ci to radości, tylko staje się przykrym obowiązkiem, przyjrzyj się uważnie tej kwestii. Bardzo możliwe, że usłyszysz dziś od Jezusa zaproszenie, by skupić się na czerpaniu od Niego miłości, bo od tego wszystko musi się zacząć.

3. „Potrzeba mało albo tylko jednego

Czego tak naprawdę potrzeba? Z pewnością zatrzymania w pędzie życia, bo inaczej nie będziemy mieć kontaktu ze sobą. Z pewnością pokoju serca, bo inaczej długie godziny kontemplacji nic nam nie dadzą. Tego jednak czego potrzeba nam najbardziej, to samego Jezusa, Ducha Świętego, Boga w naszym sercu. Przekonanie, że naprawdę On jest pierwszy i najważniejszy w naszym życiu, sprawi, że wszelkie nasze decyzje nakierowane będą wprost na życie wieczne i wiele z tego, co wydawało się mieć znaczenie, nagle zejdzie na dalszy plan.

Z czego wynika niepokój, który odczuwasz? Z przekonania, że masz tak wiele ważnych spraw, że Pan Bóg sobie bez nich nie poradzi? A może z obawy, że bieg wydarzeń wymknie Mu się spod kontroli i zostaniesz na lodzie? Jest też możliwe, że uświadomisz sobie jak wiele boisz się stracić jeśli rzeczywiście Bóg stałby się najważniejszy.

Usiądź spokojnie u stóp Jezusa i poczuj, że nie ma nic ważniejszego niż pełna miłości relacja z Nim, a tego nikt i nic nie jest w stanie Ci odebrać.

Porozmawiaj z Jezusem jak z przyjacielem o tym, co ważnego usłyszałeś na tej modlitwie. Odmów Ojcze Nasz.

 

  

 

Zaszufladkowano do kategorii modlitwa, Spojrzenie na Boga | 1 komentarz

Bóg na ulicy

Moja historia uczestnictwa w procesjach Bożego Ciała jest dosyć zawiła. W mej młodości chodziłam na procesje, bo się chodziło, bo tak było trzeba, nie bardzo widziałam inną możliwość. Nigdy za nimi nie przepadałam. Później w liceum znalazłam sobie sposób, żeby być na procesji, nie umrzeć z nudów i w dodatku komuś pomóc – razem z harcerzami rozdawałam wodę osobom, które tego potrzebowały. W czasie studiów odkryłam, że uczestnictwo w procesji do zbawienia nie jest potrzebne (szok!), a tak naprawdę dużo ważniejsza jest w tym dniu Msza Święta, więc po prostu z czystym sumieniem przestałam w procesjach uczestniczyć.

Kolejny epizod nastąpił, kiedy byłam już zakonnicą i znowu wyjście z Panem Jezusem na ulicę zaczęło być dla mnie czymś oczywistym. Tym razem jednak z zupełnie innej perspektywy, bo jako aktywna parafianka czuję się częścią większej całości, wspólnego przedsięwzięcia i drogi z Jezusem przez to co znane i bliskie.

W tym roku jednak procesja była dla mnie szczególna. Po tym, co wydarzyło się w Gdańsku na paradzie równości, gdzie kilka osób parodiowało właśnie procesję Bożego Ciała, zaczęłam widzieć więcej. Zobaczyłam Jezusa, który jest wyśmiany, wyszydzony, zdradzony. Z Nim wcale nie wypada pokazać się na dzielni, nie jest ani cool ani trendy. Być z Nim, to trochę obciach i procesja Bożego Ciała wydaje się ten aspekt oddawać doskonale. Dla kogoś, kto nie spotkał żywego Boga, to po prostu jakiś śmieszny rytuał i dokładnie tak to przedstawiono w Gdańsku. Dla tych jednak, dla których On jest całym życiem, to wydarzenie mistyczne, w którym Stwórca przechadza się ulicami ich codzienności i swoją obecnością uświęca ich świat. Tego się nie da zrozumieć, tego można jedynie doświadczyć.

„Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1, 10-12)

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz

Między kobietami

Dzisiaj świętujemy nawiedzenie Elżbiety przez Maryję, czyli spotkanie dwóch niezwykłych kobiet, pomiędzy którymi tak wyraźnie czuć powiew Ducha Świętego.

Elżbieta dzięki Jego mocy odkrywa tajemnicę bezpośredniej Bożej interwencji w historię Zbawienia i rozpoznaje Mesjasza w maleńkim jeszcze dzieciątku pod sercem Maryi. Maryja zaś przepełniona radością, miłością i pokojem, wyśpiewuje Bogu pieśń uwielbienia, choć sytuacja, w której się znalazła nie była ani prosta ani dla niej zrozumiała. Serce Jezusa, choć w tej scenie jeszcze maleńkie, już bije mocno i łączy te dwie kobiety tak bardzo oddane Bogu.

Dzisiejsze święto zgrywa mi się doskonale z pierwszym dniem nowenny przed Zesłaniem Ducha Świętego i zgrywa się też doskonale z rekolekcjami dla kobiet, które będę miała zaszczyt poprowadzić w parafii Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu już w następną niedzielę. Ich tytuł to „Zmartwychwstanie Serca”, bo będziemy próbowały przyglądać się temu w jaki sposób nasze serca mogą być coraz bardziej podobne do Serca Jezusa i jak sprawić, by nasze życie było pełne Ducha Świętego. Towarzyszyć nam będą kobiety Ewangelii, z którymi już od dziś możecie się spotkać również w ramach przygotowań do rekolekcji na grupie USB na Facebooku. Do zobaczenia 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga, Zaproszenie | Dodaj komentarz

Modlitwa o pasterzy podobnych do Pasterza

Właśnie trwa tydzień modlitw o powołania kapłańskie, zakonne i misyjne. Jako kontynuacja Niedzieli Dobrego Pasterza, Kościół pragnie prosić o to, aby nie zabrakło tych, którzy będą głosić Ewangelię, sprawować sakramenty i troszczyć się o cały lud wierny.

Bardzo ciężko mi się w tym roku o to modli, bo właśnie teraz świat przypomina mi dobitnie o tym, że niektórzy pasterze zawiedli. I to nie trochę zawiedli, ale tragicznie, do cna, do szpiku kości. W tak niewyobrażalny sposób, że dla niektórych maluczkich Kościół zamiast bezpiecznym domem stał się miejscem zbrodni. Jeden z jezuitów nazwał tych pasterzy wilkami w koloratce i trudno się z nim nie zgodzić. Tym bardziej jednak oznacza to, że właśnie teraz mamy się modlić żarliwiej, że mamy mieć oczy otwarte szerzej, że mamy brać odpowiedzialność za naszą wspólną Rodzinę. Mamy się modlić o pasterzy, którzy będą na tyle zjednoczeni z prawdziwym Pasterzem, by móc odszukiwać zagubione owce, a nie samemu gubić się w zaroślach.

Modlę się więc dzisiaj szczególnie o to, by osoby skrzywdzone spotkały na swojej drodze wspaniałych kapłanów i osoby konsekrowane, którzy będą swoim świadectwem odbudowywać ich zaufanie. Aby zdążyli w Kościele spotkać prawdziwego Boga i ludzi prawdziwie Mu oddanych na śmierć i życie.

Modlę się też o kapłanów i biskupów, którzy będą z całą stanowczością zgłaszać wszelkie przypadki nadużyć, z głębokim przekonaniem, że dla sprawców jedyną nadzieją jest przyznać się do swoich czynów i odpokutować. Inaczej, obawiam się, że dzień sądu będzie dla nich niezwykle trudny i może nawet okazać się ostatnim spotkaniem z Tym, którego, jak ufam, kiedyś pokochali i pragnęli naśladować.

I modlę się za cały Kościół, aby ten czas trudny był czasem prawdziwego oczyszczenia i spojrzenia Jezusowi prosto w oczy. On umarł z miłości do każdego z nas, bez względu na naszą grzeszność, ale jednocześnie pragnie abyśmy każdego dnia wzrastali w świętości. Nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego, że tylko w pełni miłości jest prawdziwe szczęście. Szukając go na własną rękę, możemy się tragicznie pogubić.

Zaszufladkowano do kategorii modlitwa, Refleksje z życia | 4 komentarze

Miejscem spotkania będzie Galilea

Jednym z wielu elementów, które bardzo lubię w Wielkanocnej Liturgii, jest sekwencja. Lubię śpiewać razem z Marią Magdaleną:

„Żywego już Pana widziałam grób pusty
i świadków anielskich, i odzież, i chusty.
Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.”

Gdzie była Galilea? Tam, gdzie toczyło się życie. To tam, w Nazarecie, Maryja ganiała małego Jezusa, żeby nie podjadał smakołyków przed świętami. To tam, w Kanie Galilejskiej, nowożeńcy doświadczyli pierwszego cudu i zostali obdarowani hektolitrami wina. To tam Jezus uzdrawiał, wskrzeszał, chodził po jeziorze. To tam uczniowie zachwycili się Jego słowem i pragnęli, jak On, wyrzucać złe duchy. To tam przemienił się wobec nich, kiedy rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem o swoim odejściu w Jerozolimie…

Galilea pojawiła się też w naszej kaplicy wraz z cytatem z jednego z naszych dokumentów: „Zmartwychwstały czeka na nas w naszych Galileach, w błogosławieństwach i  wyzwaniach, jakie niesie rzeczywistość, aby czynić nas bardziej ludzkimi i bardziej zdolnymi do dawania i przyjmowania miłości. We wspólnocie, w misji, w cennym życiu każdej z nas, w twarzy każdego napotkanego człowieka, jako uczennice Jezusa chcemy wciąż ofiarowywać Jego dar: wnosić radość i uzdrawiać, jednać i świętować, troszczyć się i sprawiać, by było pięknie… dawać każdemu możliwość zaczęcia od nowa.”

Gdzie jest nasza Galilea? Tam, gdzie toczy się życie. Gdzie pracujemy, uczymy się, śmiejemy się i płaczemy. Tam gdzie świętujemy i troszczymy się o nasze rodziny. Też tam, gdzie umieramy. Czasami zwyczajnie i po cichu, a czasem na oczach całego świata, jak męczennicy tego tygodnia na Sri Lance. Dla nich ta Wielkanoc okazała się prawdziwym spotkaniem ze Zmartwychwstałym, namacalnym i natychmiastowym. My będziemy musieli się bardziej natrudzić, ale On na nas też czeka. Obyśmy tylko nie szukali Go zbyt daleko, bo Galilea jest w naszym najbliższym sąsiedztwie.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 2 komentarze

Dobry Piątek

Nie od dziś wiem, że Wielki Piątek w języku angielskim to Good Friday, czyli Dobry Piątek. Za każdym razem jednak na nowo mnie to zaskakuje i powoduje, że zmienia mi się perspektywa. Czy nie brzmi to szokująco, że dzień, w którym nasz Mistrz został skatowany, wyśmiany i brutalnie zamordowany, ktoś śmiał nazwać „dobrym”? Oczywiście wiemy, że śmierć nie ma ostatniego słowa i że zwycięży życie w dniu zmartwychwstania. Dlatego Niedziela mogłaby zwać się „dobrą”, ale piątek?

Jest w tym jakaś niesłychana tajemnica, że właśnie pośród największej ciemności najjaśniej widać światło miłości, podobnie jak krzyż jaśniejący nad zgliszczami w katedrze Notre Dame, który oglądaliśmy kilka dni temu. Rozważając podczas swoich rekolekcji mękę Chrystusa, coraz bardziej zaczynałam rozumieć, że to właśnie przez śmierć dokonało się nasze odkupienie, a zmartwychwstanie było tylko dopełnieniem tej prawdy, ostatecznym zwycięstwem. „Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał próżna byłaby nasza wiara” (por. 1 Kor 15,14), ale jednak to krzyż, a nie odsunięty kamień grobu, stał się symbolem chrześcijaństwa, bo paradoksalnie właśnie w chwili śmierci Jezus przyniósł nam wszystkim życie. To wtedy dowiódł, że „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. (J 15,13)

To ma też konsekwencje w naszej codzienności, bo może się okazać, że z największego koszmaru, jaki w danym momencie przeżywamy, pewnego dnia wyłoni się łaska, której nigdy nie bylibyśmy w stanie przewidzieć. Nie znaczy to, że pośród dramatu, jaki się toczy, mamy od razu zakrzyknąć, że jest dobrze. Zapewne prawie nikt podczas męki Jezusa w najśmielszych wyobrażeniach nie przewidywał, że dzień ten zostanie nazwany Dobrym Piątkiem. Wydaje mi się jednak, że były przynajmniej dwie osoby przekonane, że to nie może być koniec. Jedną z nich był Mesjasz, który wisząc na krzyżu dobrze wiedział o czym mówił swoim uczniom wielokrotnie, wiedział po co umiera. Drugą z nich była Maryja, której serce było tak zjednoczone z Sercem Jezusa, że z pewnością przeczuwała wydarzenia nadchodzących dni.

Myślę, że chrześcijaństwo polega między innymi na tym, by jak Jezus i Maryja, widzieć więcej niż to, co nas spotyka i dostrzegać na horyzoncie zwycięstwo Boga; by z nadzieją i ufnością patrzeć na krzyż i czerpać z niego siły; by wyobrażać sobie, że dzień, który najbardziej mielibyśmy ochotę nazwać „złym”, pewnego dnia nazwiemy „dobrym”.

Tekst powstał dla Theofeela

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | 1 komentarz

Czarna dziura a sprawa Kościoła

1969: Margaret Hamilton obok kodu, który zaprowadził nas na księżyc 2019: Katie Bouman obok danych, które zaprowadziły nas do czarnej dziury

Świat żyje w ostatnich dniach zdjęciem czarnej dziury, którego wykonanie potwierdziło teorię Einsteina sprzed 100 lat. Na czele zespołu, któremu udało się tego dokonać, stała Katie Bouman. Już dwa lata temu tłumaczyła na konferencji TEDx w jaki sposób można sfotografować obiekt, który z punktu widzenia Ziemi jest wielkości pomarańczy na księżycu!

Dla mnie to fascynujące nie tylko z punktu widzenia nauki, ale też przemian społecznych, jakie dokonują się na świecie. Kiedy studiowałam na Politechnice Warszawskiej, zdarzało mi się słyszeć złośliwe docinki w stylu: „Kobieta inżynier jest jak świnka morska – ani świnka ani morska”. Oczywiście nie było miło słuchać takich komentarzy, ale mobilizowały mnie one zawsze do tego, by być coraz bardziej sobą i tym bardziej służyć innym talentami, które dostałam. Te dwie panie na zdjęciu w spektakularny sposób dowodzą, że w tym męskim świecie kobiety mogą odegrać ważną rolę i nie jest ona wyłącznie ozdobna. Ja co prawda nie poszłam w ślady mojego Taty i nie zrobiłam kariery naukowej, a teraz już nawet nie pracuję w zawodzie, ale powszechnie wiadomo, że jestem dużo bardziej dumna z tytułu inżyniera niż magistra. Właśnie dlatego, że lubię być tam, gdzie to wcale nie oczywiste.

Zupełnie podobnie jest, gdy myślę o Kościele. Choć mamy wiele wspaniałych kobiet, które tytuł doktora Kościoła uzyskały nie za ładne oczy, ale za wielkie dokonania, które zmieniały bieg historii, nadal kobiecy głos jest mniej słyszany i często pomijany.  I wcale nie mam przekonania, że trzeba teraz walczyć o równe prawa, ale raczej, że trzeba pokazywać światu jak wiele mamy do powiedzenia i nie dać się zniechęcić próbom podcinania nam skrzydeł. Tym bardziej jeśli sprawa dotyczy dziedziny, w której absolutnie wszystko powinno sprowadzać się do relacji z Bogiem. W końcu, czy może być ktoś większym specjalistą od relacji niż kobieta? Już Jan Paweł II mówił o „geniuszu kobiety”, a Franciszek odważnie idzie w tę samą stronę, powierzając kobietom ważne stanowiska.

Myślę, że okres wielkanocny to doskonały czas, by przyglądać się roli kobiety w Kościele. W końcu to nie przypadek, że najwytrwalszymi po krzyżem okazały się kobiety i to im pierwszym Jezus objawił się po zmartwychwstaniu. Jeśli będzie w nas ta sama determinacja i miłość, jaką miały pierwsze chrześcijanki, nasz głos będzie coraz wyraźniej słyszalny i staniemy się apostołkami Jego czułości i delikatności w świecie.

Zaszufladkowano do kategorii Kobiety w Kościele, Komentarz | 1 komentarz

Chrystus żyje!

„Chrystus żyje!”. Nie, to nie przedwczesne życzenia wielkanocne. To pierwsze słowa nowej adhortacji papieskiej, która właśnie ujrzała światło dzienne.

Kto mnie zna, wie, że nie jestem molem książkowym. Niestety książki w ogromnej liczbie kurzą się na mojej półeczce przy łóżku i ciągle czekają na lepsze czasy, co oznacza, że niestety nie mają zbyt wysokiego priorytetu na co dzień. Inaczej się sprawy mają z dokumentami papieskimi. Od kiedy pisze do nas miłościwie panujący Franciszek, połykam jego teksty jednym tchem. W związku z tym już dzisiaj po obiedzie wyskoczyłam do najbliższej księgarni katolickiej, żeby zapytać o najnowszą adhortację. Niestety dowiedziałam się, że nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Pozostaje mi więc czytać z ekranu.

Póki co, przeczytałam tylko pierwszy akapit, który już jest dla mnie Dobrą Nowiną:

Chrystus żyje. On jest naszą nadzieją, jest najpiękniejszą młodością tego świata. Wszystko, czego dotknie, staje się młode, staje się nowe, napełnia się życiem. Tak więc pierwsze słowa, które pragnę skierować do każdego z młodych chrześcijan, brzmią: On żyje i chce, abyś żył!

Nie wiem czy jeszcze łapię się do „młodych chrześcijan”. Ciekawe to uczucie, kiedy pomyślę, że Jezus umierając był ładnych kilka lat młodszy ode mnie! Wiem jednak, że chciałabym by to słowo było do mnie, właśnie dlatego, że wszystko czego Bóg dotknie, staje się młode, a nie mam większego pragnienia niż być dotkniętą przez Boga i napełniona życiem przez Niego! Może to zbyt proste, a jednak chyba tak potrzebne dzisiaj – Bóg nie pragnie śmierci grzesznika, ale by żył i to żył wiecznie. Myślę, że to jest doskonała wiadomość w połowie tego Wielkiego Postu i ogromne zaproszenie do tego, by wybierać to, co daje życie.

Jestem bardzo ciekawa jakie wskazówki daje nam Franciszek, by nasze serce pozostało młode, otwarte i gotowe do uczestniczenia w wielkim dziele zbawienia. Znając jego, będzie to najbardziej życiowy konkret, jaki sobie potrafimy wyobrazić. Dobrej lektury 🙂

 

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz, Refleksje z życia | Dodaj komentarz

Drogą prostą

Moje przyjaźń z poezją nigdy nie była zbyt zażyła.  Na maturze zdecydowałam się na interpretację wiersza, bo nie trzeba było pisać tyle co na inne tematy (jakby mi ktoś wtedy powiedział, że napiszę książkę, to bym go wyśmiała ;)) i najwyraźniej nie poszła mi najlepiej, bo została oceniona zaledwie na 4. Później różne jeszcze miałam bliższe i dalsze spotkania z poezją, która miała mniejszy lub większy wpływ na mój sposób patrzenia na świat, ale to co stało się w zeszłym tygodniu muszę zaliczyć do zdecydowanie nowych doświadczeń. Za sprawą Kacpra z naszej postakademickiej wspólnoty, pierwszy raz w życiu dostałam w prezencie napisany specjalnie dla mnie wiersz! Mój własny, niepowtarzalny i o Kimś dla mnie najważniejszym na świecie. Przeczytajcie sami 🙂

TOWARZYSZ

Pod rękę z Nim,
Drogą prostą.

Ty dla Niego
Wrócisz do domu,
skąd najczystsze…
pragnienia Twoje.

On dla Ciebie
Ochłodą, ciepłem,
Mlekiem, Życiem, a w końcu

Wszystkim.

Wiele mogłabym wyczytać z tego wiersza. I pewnie jeszcze wiele mi powie, wisząc nad moim biurkiem, przypominając kto jest moim najwspanialszym Towarzyszem tu i w wieczności. Dziś jednak kiedy patrzę na różne sprawy, które dziwnie się pokomplikowały, porusza mnie najbardziej ta „droga prosta”. To jedna z ważniejszych oznak stanu duchowego pocieszenia, czyli czasu, kiedy czujemy się bliżej Boga i łatwiej nam podążać za Jego natchnieniami. Wtedy wszystko staje się proste. Wtedy widzimy jasno. Wtedy miłość zwycięża lęk.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 3 komentarze

Nie użyczę snu moim oczom

Nie użyczę snu moim oczom
powiekom moim spoczynku
póki nie znajdę miejsca dla Pana
mieszkania dla mego Boga

W postakademickiej scholi, w której śpiewam, to jedna z naszych ulubionych pieśni. Kończymy nią każdą Mszę Świętą. Mimo to zupełnie mi się nie znudziła i wręcz nadal wzruszam się, kiedy ją śpiewam. To dla mnie idealna modlitwa na wieczór i dobra postawa na całe życie.

Nie spocznę, dopóki On nie będzie pierwszy, dopóki nie stoczę duchowej walki i nie zwycięży dobro w moim sercu. Nie zasnę, dopóki nie zobaczę konkretnej obecności Boga w dniu, który mija, dopóki nie podziękuję za dobro i łaski, które mnie spotkały. Nie użyczę snu moim oczom, dopóki nie zmierzę się z momentami, w których zawiodłam, dopóki nie pojednam się z moim bliźnim, dopóki nie powiem „przepraszam”. Nie zasnę, dopóki nie spojrzę na to, co czeka mnie kolejnego dnia i nie postanowię, że chcę kochać bardziej niż dzisiaj.

Kiedy jednak będę już pewna obecności Boga w swoim sercu, zasnę spokojnie, pewna, że jestem całkowicie bezpieczna w Jego rękach.

I tak każdego dnia, aż kiedyś po tamtej stronie już wszystko stanie się proste i oczywiste, bo nie będzie już we mnie ani jednej cząstki, która nie byłaby Boża.

Zaszufladkowano do kategorii modlitwa, Refleksje z życia | 2 komentarze