Z wioski Jezusa

IMG_4959W tym roku pierwszy raz byłam na Przystanku Jezus. Od wielu lat wybierałam się na Woodstock, żeby zobaczyć jak to naprawdę wygląda i akurat w tym roku nadarzyła się okazja. Pojechałyśmy we trójkę wraz z jezuitami, żeby pomóc przy akcji: „browary wiary”, które były cyklem ciekawych konferencji o sensie życia, Bogu i Jego szukaniu. Przystanek Jezus mieścił się w pewnym oddaleniu od całości imprezy, więc trudno, żeby ktoś trafił tam przypadkiem przechodząc obok, a taką miałam wizję przed przyjazdem. Zdawało się, że to osobny „przystanek”, co miało swoje plusy i minusy, ale mi jakoś nie pasowało… Na PJcie działo się bardzo wiele dobra – ludzie byli zapaleni, mieli kreatywne pomysły na ewangelizację, a i odpowiedź była hojna w postaci wielu którzy przyszli posłuchać, zobaczyć, a nawet wyspowiadać się po wielu latach. Była moc! Nie znaczy to jednak, że ja się w tym odnalazłam…

IMG_5008Przechadzając się po polach Woodstocku miałam ciągle tę samą myśl: ci ludzie są tak niesamowicie różni. Nie było nikogo kto byłby w stanie mnie zaskoczyć. Co chwila spotykało się kogoś w jakimś odjechanym stroju, fryzurze, z jakimiś dziwnymi rekwizytami w ręku. Hasła od wulgarnych po całkiem urocze wypisywane na tabliczkach od Playa. Młodzi, starzy i nawet rodziny z dziećmi. Każdy na swój sposób inny. W tym niesamowitym festiwalu różnorodności każdy tak naprawdę szukał tego samego – miłości i prądu do telefonu. Pierwsze objawiało się tabliczkami na szyi z napisem „free hugs”, a drugie długimi kolejkami do kontaktów rozstawionych w wielkich namiotach. Oczywiście nie brakowało też chętnych do pryszniców i do stoisk z piwem. Oczywiście alkohol lał się strumieniami, a o narkotyki pewnie też nie było trudno, ale wcale nie powiedziałabym, że towarzystwo upijało się do nieprzytomności. Atmosfera była niezwykle przyjazna i niezwykle otwarta na każdego, bez względu na styl i przekonania. Kiedy wdrapałam się na skarpę z wielkim polem namiotowym, na którym ludzie rozbijają się gdzie popadnie, jeszcze bardziej się uśmiechałam. Widok do złudzenia przypominał mi afrykańskie slamsy, w których tak bardzo lubiłam bywać. Taki niepowtarzalny klimat stworzyć mogą tylko ludzie, którzy nic nie mają, a co za tym idzie, nie mają nic do stracenia. Zdani na siebie nawzajem,  żyją komunią…

IMG_4994Nie miałam wielkiego przekonania, by podchodzić do ludzi i mówić im o Jezusie, choć takie było założenie. Któregoś dnia ktoś nazwał bp. Rysia urodzonym ewangelizatorem. Ja ani urodzonym, ani wyuczonym, ani nawet w potencjale nie bardzo… po prostu nie mój klimat, ta nowa ewangelizacja. Mnie ciągnie w inną stronę. Moja dusza ciągle spragniona jest szukania Boga we wszystkim. Szukałam go więc pośród woodstockowego pyłu i porozrzucanych puszek, w oczach chłopaków w pofarbowanych na zielono irokezach i dziewczyn tańczących przed platformą Kryszny…  Bóg był wszędzie! Szczególnie tam gdzie się Go najmniej spodziewano…

Doskonale, jak się okazuje, podsumował moje przemyślenia patron dzisiejszego dnia, święty proboszcz z Ars: „Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, ale żyj tak, by pytać zaczęli.”
Jan Vianney

IMG_4819W sobotę już wracałyśmy do Warszawy. Wpadłyśmy do pociągu zdyszane w ostatnim momencie. Miejscówek już nie było, szczęście, że w ogóle dobiegłyśmy. Usadowiłyśmy się na korytarzu obok WARSu – miło, bo dywan pod stopami. Obok nas młody chłopak w moro, wojskowych butach i lekkim irokezie na włosach. To on pierwszy do nas zagadał:
– „Skąd wracacie?”
– „Z Woodstocku” – odpowiedziałam – „a Ty?”
– „Ja też, nie widać?” – rzucił z uśmiechem
Po chwili, patrząc na mój krzyż, zapytał:
– „Jesteście z wioski Jezusa, prawda?”
– „Tak!” – odparłam wyraźnie zadowolona pytaniem
Z wioski Jezusa. Tak się właśnie czułam. Nie z jakiegoś innego przystanku, ale z wioski Jezusa na Woodstocku. Wśród tych wszystkich, którzy tak diametralnie różni od siebie, szukają cały czas tego samego. I ja też szukam. Niby inaczej, a jednak w gruncie rzeczy wcale nie tak bardzo…

Przegadałyśmy z Piotrkiem całą drogę do Warszawy. To dobry chłopak – nie wierzy w Boga, ale wierzy w dobrą karmę. Wierzy, że jak będzie dobrze czynił innym, to dobro do niego wróci. Póki co często nie wraca, ale go to nie zniechęca. Będę się za niego modlić.

W moim słowniku nie ma żadnego „my ewangelizatorzy” i „oni woodstockowicze”. Jesteśmy tylko my – najukochańsze dzieci Boga.

Fot. Paweł Rakowski SJ

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sacre Coeur. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

52 odpowiedzi na Z wioski Jezusa

  1. Majak pisze:

    Siostra to chyba jedna na tysiąc …

  2. Misa Durst pisze:

    nawet nie wyobraza sobie siostra,jak bardzo uradowało mnie to co siostra napisała.
    jezdze tam od 10 lat, jeszcze jako dziecko, nie wierze w boga i denerwujemnie to, kiedy kosciol najezdza na to miejsce, jakby bylo to jakies dzielo szatana.
    wioska jezus bardzo duzo mi kiedys pomogla, mimo, że nie chodze do kosciola i nie modle sie, raz w roku, właśniew tym miescu idę porozmawiać z kimś z Waszej wioski, kto zawsze ma dla mnie dobrą radę którą staram się kierować. cieszę się niezmiernie, że słudzy kościoła zaczynają zmieniać zdanie na temat przystanku i tego co tam sie dzieje.
    mam nadzieję do zobaczenia za rok w wiosce jezus.
    Pozdrawiam

  3. Mgda pisze:

    Deo gratias za taką postawę, Siostro!

  4. Elżbieta pisze:

    Dobrze spotkać bratnią duszę. Wzruszyłam się.

  5. Leszek pisze:

    Ciekawie opisany woodstook.
    Jest jakaś możliwość prywatnej wiadomości?

  6. Piotrek pisze:

    Siostro, DZIĘKI!

  7. Maciek,Marek i mama Ewa ;) z Pola na Górze. pisze:

    Czy siostra to przypadkiem nie siostra Gabriela z którą przyszło mi i moim wspaniałymi znajomymi gawedzic o sprawach rożnych i rozniejszych? Myślę ze tak. Pozdrawiamy serdecznie juz z domów. P.S. Poszedłem na tę wieczorną eucharystię. Co wydarzyło sie w drodzę na nią i po niej, jak będzie siostra zainteresowana, kiedyś opowiem :)))

  8. Uczetniczka pisze:

    Z całym szacunkiem dla duchowości Siostry i umiejętności dostrzegania Boga w otaczającym Siostrę świecie. Patrzymy na świat przez nasze oczy i serce, jeśli Siostra oczy i serce ma dobre, taki będzie też świat, na który Siostra patrzy. Jednak obiektywnie może się okazać, że wcale nie jest tak kolorowo, a ktoś z inną duchowością stwierdzi zupełnie coś innego na temat tego samego wydarzenia.

    • s. Ewa pisze:

      Oczywiście, że masz rację. Widzimy to co mamy w sercu. Dlatego zawsze bardzo niepokoją mnie kaatolicy, którzy wszędzie wokół siebie doatrzegają zło i sztatana, zapominając, że Jezus zwyciężył całe zło, pokonał śmierć i nic już nam nie grozi

      • Anjelina pisze:

        siostro, twoje podejscie jest super! wiecej by takich ludzi, jak Ty))

      • Paweł Stolarski pisze:

        Na szczęście napisała siostra ‚katolicy’ a nie ‚politycy’ bo wtedy to by dopiero miała siostra przechlapane… 🙂

      • Gabriel pisze:

        Szczęść Boże! Bardzo Siostra kochająca i serdeczna.
        Następujący passus został już powielony w internecie, więc zdaje się, że zasługuje na wyjaśnienie: „…Jezus zwyciężył całe zło, pokonał śmierć i nic już nam nie grozi”.
        Zwłaszcza to „nic już nam nie grozi” wydaje się stwierdzeniem jednak na wyrost.
        Czy Siostra rzeczywiście jest pewna, że piekło jest puste? A zło obecne każdego dnia na tym świecie?
        To na pewno skrót myślowy, może niefortunny, a już powielany w sieci z odniesieniem do tego bloga. Tym bardziej proszę, żeby Siostra te słowa rozszyfrowała
        Serdecznie pozdrawiam. Z Panem Bogiem!

        • s. Ewa pisze:

          Gabrielu, wybacz, dopiero mogę Ci odpisać. Rzeczywiście moje słowa były skrótem myślowym. Nic nam nie grozi pod warunkiem, że żyjemy w komunii z Bogiem, korzystamy z sakramentów i jesteśmy w stanie łaski uświęcającej. Jezus powtarza nam na każdym kroku w Ewangelii, że nie mamy się czego bać. To nie znaczy, że piekło jest puste i że nie można wybrać zła w swoim życiu. Można, bo mamy wolną wolą. Jeśli jednak wybieramy Boga i miłość, to już nic na świecie nie może nas od tej miłości odłączyć.

      • Gabriel pisze:

        Droga Siostro, dlaczego mój komentarz zawierający ostrzeżenie, że jednak coś nam grozi, został usunięty? Tak bardzo nie grozi, że info, że grozi, już grozi?
        Szczęść Boże!

      • Aga pisze:

        Czy człowiek, który ma w sercu dobro nie jest w stanie zauważyć zła wokół siebie? A co do szatana, to on tu na ziemi zbiera chyba niezłe żniwo…

        • s. Ewa pisze:

          czym innym jest zauważanie zła, a czym innym jest doszukiwanie się go wszędzie. jest takie powiedzenie, nie wiem czyje: na końcu zawsze dobro zwycięży – jeśli nie zwyciężyło, to znaczy, że to jeszcze nie koniec

      • Tomek pisze:

        Siostro, dawanie świadectwa jest juz nową ewangelizacją. Bóg zapłać za to co Siostra czyni. Zastrzeżenia mam jedynie do takich wątpliwych sformułowań, jak to o szukaniu Boga wsród „tańczących przed platformą Kryszny”. To chyba jakieś kosmiczne nieporozumienie. Nawet pobożni Hindusi mają do „swych” heretyków z Hare Krishna moc zastrzeżeń. Z Panem Bogiem i dużo sił i samozaparcia. 🙂

  9. Magda pisze:

    Mnie też wzruszył ten tekst i inaczej popatrzyłam na różnorodność. Wierzę, że ze wszystkiego Pan Bóg wyprowadzi DOBRO.

  10. Piter pisze:

    Dziękuję Siostrze za ten tekst. Ja nie mam już 18 lat, jestem dojrzałym mężczyzną, mam kochane dzieciaki i na woodstock jeżdżę od lat, nawet po to by nacieszyć się radością innych. Tyle pozytywnej energii ile jest na tym festiwalu nie ma nigdzie. Gorąco pozdrawiam.

  11. Bogumił pisze:

    Zwykła ściema. Gdy Polacy obchodzą rocznicę Powstania Warszawskiego i oddają hołd polskim patriotom, grupa ubabranych w błocie świń oddaje się rozpuście, porubstwu, nihilizmowi, czyli hulaj dusza piekła nie ma, zgodnie ze słynnym zawołaniem „róbta co chceta”

    • ja pisze:

      Widac, ze Pan nigdy na woodstocku nie byl…tam ludzie o 17 1sierpnia w duzej czesci wiedza jak sie zachowac…a widzial Pan warszawiakow 1sierpnia o 17 na ulicach, ktorych nie pokazuja w tv? Tu o tu sa ludzie i ludzie…ale nie ladnie zle mowic o ludziach, ktorych nie widzialo sie zachowan

    • Agnieszka pisze:

      1 sierpnia o godzinie 17:00 na Przystanku Woodstock rozciągnęliśmy ogromną Biało-Czerwoną Flagę, zawyły syreny i upamiętniliśmy rocznicę Powstania Warszawskiego. Nie taplaliśmy się w błocie. Wiem, że w wielu miastach w tym czasie nie wydarzyło się w zasadzie nic związanego z Powstaniem. Pozdrawiam i życzę więcej uśmiechu 🙂

    • Agnieszka pisze:

      A swoją drogą czy nazywanie ludzi, których się nie zna (na przykład mnie, bo stałam wtedy pod sceną) „grupą ubabranych w błocie świń” jest zgodne z zasadą miłości do bliźniego? Przykro mi, że ktoś mnie tak nazywa, chociaż nic o mnie nie wie i gdyby poznał mnie w innych okolicznościach sądził by o mnie coś zupełnie innego. Jestem matką, skończyłam studia, jeżdżę na Woodstock. Naprawdę to czyni mnie ubabraną w błocie świnią?
      Ps. Nie byłam ubabrana w błocie 🙂

    • Magda pisze:

      Polecam obejrzeć relacje z upamiętniania Powstania Warszawskiego na Woodstocku, chociażby tą tutaj https://kreciola.tv/video/135134985 lub z mniej oficjalnego źródła https://www.youtube.com/watch?v=WDWJkbJY7xQ
      Bezpodstawne hejtowanie nikomu na dobre nie wyjdzie ;]

    • Adam pisze:

      Tyle patriotyzmu i dbałości o pamięć historyczną nie ma na żadnej innej imprezie, nawet na konwentach prawicy. Możesz powielać stereotypy albo pojechać na przyszłoroczny woodstock i zrozumieć jak bardzo się mylisz. To jedyne takie miejsce, gdzie co roku, niemal milion ludzi, reprezentujących przeróżne światy i kultury, śpiewa jednogłośnie hymn polski na otwarciu, któremu wtóruje przelot wojskowych myśliwców w darze od prezydenta polski za „wpływ na postawę patriotyczną młodzieży”. Prezydent też jest honorowym patronem festiwalu i jeśli tylko może, bierze co roku udział w otwarciu, wraz z prezydentem niemiec, który również otacza przystanek patronatem. Gdyby woodstock był taki zły i straszny jak mówisz – tak wiele znamienitych osób nie podpisywałoby się pod nim, nie wspierało by go i nie występowałoby na asp. Kato-fanatycy pokroju Matka kurka zawsze znajdą coż żeby się doczepić i oczernić woodstock, wośp a przede wszystkim osobę samego Owsiaka. Większość jednak normalnych, mniej lub bardziej wierzących katolików(lub innych chrześcijan) nie widzi w woodstocku nic szatańskiego(no może poza kreacjami scenicznymi niektórych muzyków metalowych). Proszę więc – nie powielaj w przekłamanych stereotypów – jedź i zobacz na własne oczy lub zamilknij w tym temacie nie znając prawdy.

      PS: Co do błota – jeżdżę od 5 lat i w błocie nie byłem i nie planuję, za a to moja 9 letnia córka miała przeogromną radochę mogąc się potaplać w bajorku pod grzybkiem(tak, błoto to nie jakieś bagno a najzwyklejszy natrysk z czystą wodą w niecce gdzie twoży się bajorko). Każdy bawi się jak lubi a błotko jest tylko dla ochłody chętnych osób i jest bardzo czyste – w porównaniu np. z wodą w wiśle

  12. ja pisze:

    Szkoda tylko, że siostra zauwazyla tak malo dobra, ktore ma miejsce ba woodstocku…bo jakos osoby kosciola nigdy nie wspominaja o tym, ze mozna oddac tam krew (i o dziwo zawsze sa tlumy chetnych, a przeciez od pijanych i nacpanych krwi nie biora), o tym, ze jest miejsce, gdzie z % nie wpuszczaja i przewaznie na spotkaniach sa tam tlumy, o tym jak ludzie sobie pomagaja…oczywiscie jest tez alkohol i narkotyki, bo jest mega roznorodnosc, ale irytuje mnie, ze jeszcze nigdy od osoby „kosciola” nic dobrego o przystanku nie przeczytalam…a sama jestem wierzaca, mam full wierzacych znajomych co goszcza na przystanku…co roku pozbawalam wspanialych ludzi (i o dziwo nie ćpali i znali umiar z %)…oczywiscie popieram dzialania kosciola na przystanku, bo dla kogos wlasnie tam moze byc miejsce gdzie odnajdzie Jezusa:)…czy Siostra naprawde nie zauwazyla takiej pozytywnej chwili na przystanku, ktora serce napelnia radoscia?

    • s. Ewa pisze:

      Ale ten artykuł miał być właśnie o tym co dobre… Racja, że mogłam napisać o tym oddawaniu krwi! Rzeczywiście mnie to zaskoczyło. Wszystkiego też nie zbadałam, bo w większości byłam jednak na Przystanku Jezus. Ale wszystko przede mną 😉

    • Krystoos pisze:

      Jak to nie cpali jak pili alkohol? Alkohol = narkotyk tylko legalny!

  13. as wywiadu pisze:

    Pięknie napisane. Zazdroszczę Pani tego spokoju ducha, który wypływa z powyższych słów. Zazdroszczę wiary, choć wydaje mi się, że świat postrzegamy podobnie. Zazdroszczę wyczuwalnego w tekście poczucia szczęścia. Serdecznie pozdrawiam 🙂

  14. Pan Ro pisze:

    Nie potrafię nie wtrącić paru groszy pod tym tekstem. Byłem na Woodstocku 3 lata temu. Mam wobec tego festiwalu ambiwalentny stosunek. Z jednej strony morze różnych, przyjaznych w większości ludzi, tworzących niesamowitą wspólnotę, niepowtarzalny klimat, a z drugiej strony ta ciężka świadomość, że istnieje tam setka zagrożeń, bo wiele rzeczy jest na wyciągnięcie ręki. Po prostu dzieci są spuszczone ze smyczy. Nie mogę też pominąć faktu wszechobecnej komercji. Aż się zbierało na wymioty. Jedna marka piwa, jedna marka papierosów, jedna sieć komórkowa itp. Totalne zaprzeczenie ideałów amerykańskiego Woodstocku. Gołym okiem widać, że chodzi o pieniądze. Brak tylko jednego tego samego dilera, ale pewnie tylko dlatego, że to nielegalne.
    Siostra opisała swój pobyt na festiwalu i chyba celewo pominęła pewne fakty, z którymi nie sposób się nie zetknąć. Jednakże doceniam i wyrażam szacunek dla tego tekstu i jego autorki.

    • woodstokowiczka pisze:

      Wydaje mi się to oczywiste. Jedna marka piwa, jedna sieć itp. Tak to jest kak imprezs jest przez kogoś sponsorowana. Dzięki temu jest tak wiele atrakcji, za które na innych festiwalach musielibyśmy płacić. I to sporo. Może to czysta kalkulacja, ale czasem inaczej się nie da- coś za coś. Z założenia przystanek woodstock nie miał być kopią amerykańskiego woodstocku. Skad więc nazwa? Wszystko jest dokladnie opisane 🙂 polecam się zgłębić, to dość ciekawe rzeczy 😉 pozdrawiam

      • Pan Ro pisze:

        A mnie się to tak oczywiste nie wydaje. Jeśli festiwal nazwany Woodstock ma nie odwoływać się do amerykańskiego Woodstocku, to o co w tym wszystkim chodzi??
        Poproszę o źródła tekstowe dotyczące genezy nazwy festiwalu:)

    • Magda pisze:

      Nad tymi spuszczonymi ze smyczy szczególnie czuwa Pokojowy Patrol :). Między innymi dzięki nim Woodstock jest najbezpieczniejszym festiwalem. Co więcej, co roku rejestrowanych jest mniej interwencji medycznych.
      Proszę też sobie odpowiedzieć na pytanie czyja to wina, że na Woodstocku pojawia się grupa spuszczonych ze smyczy osobników, którzy naginają wszelkie granice? Organizatorów i gości, jak na przykład Monar, którzy non stop nawołują do odpowiedzialnej, bezpiecznej zabawy i którzy stają na głowie żeby zapewnić uczestnikom jak najwięcej ciekawych i kreatywnych aktywności? Czy może jest to wina rodziców, którzy nie potrafili wpoić swoim dzieciom odpowiednich wartości ani zająć im wolnego czasu?

      Jak można nazwać Woodstock komercyjnym, skoro można tam posłuchać światowej klasy zespołów bez wydawania ani grosza? Więcej, nie ma nakazu spożywania wyłącznie piwa głównego sponsora, zasięg i możliwość korzystania jest ze wszystkich sieci. Każdy kto widział chociaż na zdjęciu Woodstockowe sceny wie, że nie ma tam ani jednego baneru czy naklejki sponsorskiej. Jeśli tak wygląda komercja, to ja poproszę ją wszędzie.

      • Pan Ro pisze:

        Słowo najbezpieczniejszy dotyczy czego? dotyczy braku bijatyk? burd? kradzieży?
        Czy może dotyczy bezpiecznego seksu? 😉
        Myślę, że prawdą jest iż wiele zależy od rodziców, ale jestem pewny, że to może nie wystarczyć. Przekazane wartości mogą nie dać rady w zderzeniu z tłumem spragnionym „wolności” i „chillu”.
        Mnie boli w uszy komercja tam panująca. Jest wręcz obrzydliwa. Rozumiem, że muzykom trzeba suto zapłacić, ale mi się to nie zgadza i już.

        • Magda pisze:

          Woodstock jest najbezpieczniejszym festiwalem między innymi pod względem: – incydentów jako takich, czyli kradzieży, różnorakich aktów agresji, łącznie z wandalizmem,
          – obecności używek. Tak, sama byłam początkowo zdziwiona, dopóki nie zaczęłam zabezpieczać imprezy. Użycia narkotyków czy dopalaczy pokazane w mediach to przypadki marginalne, ale nagłośnione w konkretnym celu (dobrym czy złym już nie warto tutaj oceniać). Niemniej, walka z dilerami na Przystanku przynosi efekty :).
          – wypadków. W tym roku przez cały okres festiwalu, ba nawet przed rozpoczęciem (Medyczny Patrol działał od środy) zarejestrowano 1200 interwencji, łącznie z prośbą o plaster czy opatrzenie otarcia (!). Na poprzednim przystanku było ich 2000. I już wtedy była to niesamowicie mała liczba jak na długość trwania imprezy i ilość uczestników.
          – generalnie zaplecza: obecność policji, strażaków, służb porządkowych i informacyjnych oraz medyków. Nigdzie indziej na świecie wszystkie te osoby tak pięknie nie współpracują. Po drugie, na przystanku zbudowany jest w pełni wyposażony szpital polowy. Tylko najcięższe przypadki trafiają do okolicznych szpitali, znaczna większość leczona jest na miejscu.
          To tak z kwestii organizacyjnych.
          Ale tak, na zajęcia dotyczące bezpiecznego seksu jak najbardziej można uczęszczać 😀 Szczególnie, że celem jest edukacja na temat śmiertelnie groźnych chorób (HIV, HCV itd). Nie są to jedyne tego typu warsztaty. Można się też nauczyć udzielania pierwszej pomocy czy różnego rodzaju ciekawostek w Wiosce Policyjnej.

          Kompromisowo przyjmijmy, że komercja do pewnego stopnia na Przystanku jest. Za te wszystkie atrakcje trzeba jakoś zapłacić. Absolutnie jednak nie zgodzę się, że jest ona wszechobecna i do stopnia wzbudzającego obrzydzenie.
          Tak jak napisałam wcześniej, to darmowy festiwal. Można tam jechać nie wydając ani grosza. Nie trzeba wspierać tych „obrzydliwych” sponsorskich korporacji. Nie ma wymogu korzystania z usług sponsorów. Na Przystanek można przywieźć tak naprawdę co się chce (wiadomo, szkło i maczety odpadają, natomiast własne kury proszę bardzo).

          • Pan Ro pisze:

            My chyba byliśmy na innych festiwalach:)
            Na „moim” Woodstocku trawka była na porządku dziennym, a jej zapach czuło się na każdym kroku:)

    • Adam pisze:

      Jedna marka… No a skąd wziąć pieniądze na organizację tak wielkiej imprezy? Sponsorzy dają kasę za promocję i wyłączność na sprzedaż. Gdyby nie było sponsorów nie było by festiwalu. Mimo to i tak wielu oszczerców twierdzi że Owsiak robi festiwal ze składek na wośp. Niech właśnie fakt istnienia tylu sponsorów(oraz ograniczeń przezeń nakładanych) będzie najlepszy dowodem na uczciwość i szczerość wośpu. Poza tym piwo możesz kupić inne na mieście(a i w wiosce piwnej jest nie tylko lech, jest też książęce, tyskie i lech free, 3 lata temu byl carlsberg i był mniejszy wybór, przyjdź na XXII przystanek to się przekonasz ile się zmieniło przez te 3 lata) a telefony mają wszystkie zasięg i wsparcie, niezależnie od sieci, play tylko się promuje i słono za to płaci, dzięki czemu festiwal może się rozwijać i zmieniać na coraz lepsze.

      Taka ciekawostka – nie wszystko jest jednolite, woodstock wspiera różnorodność – stąd też pomysł odbywających się co roku od ponad 10 lat „Antyrasistowskich Mistrzostw Polski w Piłce Nożnej” Gdzie startują zawodnicy i drużyny z całego świata, różnych ras, płci, subkultur i przekonań. Takiej jedności i braterstwa nie znajdziesz nigdzie indziej na świecie. Miłość, przyjaźń, pokój i muzyka to hasła festiwalu i nie są to tylko puste słowa

  15. Obywatel pisze:

    Wielki szacunek za ten artykuł – gdyby wszystkie osoby które przyjeżdżają na przystanek Jezus miały taki światopogląd Woodstockowicze stworzyli by na Woodstocku sami miasto a nie wioskę i było by ich tam pełno…czasem wystarczy wysłuchać a nie narzucać.

  16. Agnieszka pisze:

    Bardzo dziękuję Siostrze za te słowa, jeszcze na Woodstock od 10 lat i aż ciepło na sercu się robi, że przedstawiciel Kościoła może być tak przyjaźnie nastawiony 🙂 Bije szczerość z Siostry słów 🙂

  17. bzy pisze:

    Jeżdżę na Woodstock od bardzo bardzo dawna i fajnie ,ze ksieza i kosciol tez sa tam obecni i ze widac ich w tlumie

  18. X pisze:

    spotkać mnie komentującego jakikolwiek blog to widok niezmiernie rzadki – ale nie mogłem się powstrzymać.

    jestem ateistą od kiedy pamiętam, bo katolikiem byłem tylko ze względu na wiarę rodziców, którzy mnie w tej wierze wychowali. nawet ciężko mi mówić, że ateistą, bardziej naturalistą, ale w szczegóły nie będę się wdawał.

    jest pewna rzecz, która mnie niezmiernie cieszy, ale o tym za chwilę. nie ukrywam, że do osób wierzących podchodzę z ogromnym dystansem – doświadczenie pokazuje jak znacząca większość jest wstanie wbić „z buta” do cudzego życia i swoje osądy moralne narzucić innym. ale siostra? wzorowy przykład w stylu obecnego papieża, który promuje bezinteresowną miłość wobec ludzi.

    mało co mnie cieszy tak bardzo jak widok osób wierzących, które mają do siebie i religii tak ogromny dystans, którzy wiedzą, że ludzie nie muszą być chrześcijanami by być dobrzy i mieć porządnie nastawiony kręgosłup moralny.

    pozdrawiam siostrę i życzę powodzenia na dalszej drodze w wierze, bo rzadko się zdarza, by ktoś z tak dużą dozą empatii i zrozumienia został wystawiony na światło publiczne, a znalazłem ten post czystym przypadkiem na facebooku i musiałem wyrazić moje uznanie za tak tolerancyjne i wyrozumiałe podejście do kwestii wiary.

  19. mlodyozo pisze:

    Witajcie
    Moich kilka spostrzeżeń…Sam nigdy nie byłem na PW ale nic straconego;-), to co jednak widzę to taka niesprawiedliwość w ocenach obu stron…
    Nagonka przez osoby i duchowne i świeckie na Przystanek- choć nigdy tam nie byli i do końca nie wiedzą jak to wygląda i co się tam tak dokładnie dzieje. Hm „grupa ubabranych w błocie świń oddaje się rozpuście”-nawet ciężko mi to czytać…. i pewnie wypowiada te słowa katolik:-(. Jakże łatwo przychodzi nam oceniać, mam jednak takie przekonanie że wskazujemy tą drzazgę w oku innego nie widząc belki w swoim…a Chrystus? On przychodzi do wszystkich, głównie do tych zagubionych, a Bóg jak siostra zauważa jest wszędzie nawet w tym pyle woodstokowym i to największa porażka „dzisiejszych katolików” te cholerne klapki na oczach, ten chory wprost fanatyzm.
    Natomiast co robi druga strona, podobnie. Widzimy tylko „czarną mafię”, „pingwiny” itd. nie zastanawiamy się ilu wspaniałych, oddanych i mądrych w swej wierze jest kapłanów i sióstr. Można być fanatykiem, nakazywać i tylko wymagać ale można akceptować, można widzieć piękno i dobro drugiego człowieka i nieważne czy z czerwonym irokezem na głowie czy wytatuowanym od stóp do głów. Wspaniała postawa siostry Ewy, ale uwierzcie mamy wiele takich osób wokół siebie i gdybyśmy zrzucili swoje klapki chorej nienawiści też byśmy je zauważyli w swoich parafiach, szkołach, oazach…

    Nie wystarczy biegać do kościoła, nie wystarczy studiować Słowo Boże jeśli nie żyjemy zgodnie z jego przesłaniem, czytamy o miłości a żyjemy nienawiścią, chcemy by nas akceptowano takich jakimi jesteśmy, w glanach, z kolczykami i słuchających mocną muzę ale nie akceptujemy tych, którzy żyją swą wiarą…
    Mamy co robić i mamy nad czym pracować…więc dla „katolików” zgodnie z cytatem podkreślonym przez siostrę „Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, ale żyj tak, by pytać zaczęli.”…a dla przeciwników Boga, wiary a lubiących mocniejsze akcenty poświęćcie chwilę, poczytajcie o osobach z „Waszego” otoczenia tj. Wyrwani z Niewoli, Apostołowie w glanach, Robert Friedrich- Litza…
    ..a dla obu stron- WILKI DWA tak na potwierdzenie że można się różnić ale świat pojmować pięknie, otwarcie, bez uprzedzeń…warto przeżyć swe życie uczciwie.

  20. Agata pisze:

    Bardzo zainteresował mnie Siostry wpis. Nigdy nie byłam na Woodstocku, ale z różnych doniesień wyrobiłam sobie podobną opinię. Ludzie są różni, co nie znaczy że gorsi. Pozwólmy im być sobą i znaleźć z nimi wspólny język, a być może okaże się, że pomimo różnić „nadajemy na tych samych falach”. I na Woodstocku, i w życiu codziennym.. Pozdrawiam! AS

  21. Aga pisze:

    Kiedyś byłam zbuntowaną nastolatką, prowadzałam się z punkami, uciekałam przed skinami. Potem wszyscy moi kumple zaczęli ćpać. Najpierw klej, to kiedy mieli po 15 lat, a potem już było tylko gorzej. Niewielu z tego wyszło. Mnie się udało nigdy w to nie wpaść. Teraz mam normalne życie, dzieci. Wielu z nich nie ma nic, poza nałogiem. Wiem, co się dzieje na takich spędach i po co wiele dzieciaków tam jeździ. Mam nadzieję, że moje dzieci nigdy tam nie trafią. Nie chcę tym tekstem nikogo urazić, ale zbyt dużo widziałam bólu w oczach matek, których dzieciaki pobłądziły. Takie imprezy nie pomagają…

    • Adam pisze:

      Droga Ago, nie oceniaj woodstocku miarą jarocina czy innych zlotów pancórów. Może i nie ma tam kontroli nad dzieciakami, nad tym co piją i ćpają – ale w odróżnieniu od innych festiwali, jest tam armia ludzi gotowych pomóc zagubionej osobie. Jest pokojowy patrol, są wolontariusze monaru, wolontariusze z PJ(Jak siostra Ewa) ale przede wszystkim cała masa pozytywnie naładowanych młodych ludzi dających przykład swoją osobą że można się dobrze bawić, nie przekraczając granic i nie nadużywając żadnych środków. Jest tes cała masa ludzi, którzy przeszli w swoim życiu przez piekło uzależnienia i teraz chętnie opowiadają o tym wszystkim napotkanym osobom(a uwierz mi że spontaniczne pogawędki z obcymi ludźmi to norma na PW ponieważ ludzie są tam towarzyscy i otwarci), dzięki czemu pozytywnie wpływają na przyszłe decyzje młodych ludzi. Rozumiem bardzo dobrze Twoje obawy, gdyż sam wywodzę się z subkultur i obawiam się o przyszłość mojego dziecka, mimo to rok temu zabraliśmy wraz z partnerką naszą córeczkę na woodstock, gdzie świetnie się bawiła, wyniosła stamtąd sporo wiedzy i doświadczeń(chętnie uczestniczyła we wszelkich warsztatach ASP) a przede wszystkim wzorców moralnych – przyjaźni, tolerancji, empatii i odpowiedzialność. Tak, właśnie tego, gdyż warunki na polu namiotowym są ciężkie a zagrożeń wiele. Nauczyła się jak bawić się bezpiecznie, unikać upałów, odwodnienia czy „zagubienia się w tłumie”. Musisz liczyć się z tym że i Twoje dzieci kiedyś dorosną, a wtedy nie będziesz miała na to wpływu czy pojadą na woodstock, jarocin, opener czy tomorrowland. Jeśli ktoś kocha muzykę, wcześniej czy później zapragnie wybrać się na jakiś festiwal. Woodstock jest dobrą i bezpieczną szkołą festiwalowania bo na innych tak wielkich imprezach bywa znacznie gorzej a wsparcia brak – wież mi, byłem na wielu festiwalach.
      Dzieci trzeba wychowywać a nie trzymać pod kloszem, my ze swoim rozmawiamy i ufamy mu. Wiemy że potrafi dobrze wybrać, że nie podąża bezmyślnie za wpływem środowiska. Że zna normy moralne i etyczne oraz wie czym są narkotyki i jakie płyną z nich zagrożenia. Tego trzeba nauczyć bo inaczej nigdzie nie będzie bezpieczne

    • Magda pisze:

      Doskonały komentarz Adama.
      Od siebie dodam, że jednym z zadań Pokojowego Patrolu i Służb Porządkowych (tak zwanych Niebieskich) jest czuwanie, aby na Przystanku nie były sprzedawane narkotyki. Ale tak naprawdę najwięcej roboty w tym zakresie robią sami Woodstockowicze. To oni zgłaszają lub sami łapią dilerów i oddają ich w ręce Patrolu bądź policji. Pokazuje to, że narkotyki na Woodstocku naprawdę nie są akceptowane.

  22. flo pisze:

    Bardzo przyjemnie czyta się takie teksty. Jeżdżę na Woodstock od 8 lat, wcześniej miałem wielką ochotę, ale zazwyczaj byłem w tym czasie za granicą. Nie jest idealnie – mnóstwo kurzu, warunki sanitarne są jakie są, kolejki prawie do wszystkiego, do tego zawsze trafi się jakiś procent (niewielki, ale jednak) ludzi, którzy po spożyciu stają się męczący dla otoczenia. Ale mimo to warto na te kilka dni (w tym roku 9 dla mnie) dobrowolnie zrzec się tej wygody po to, żeby spotkać się ze znajomymi z całej Polski i zagranicy (rzadko mam okazję niestety, ludzie porozjeżdżali się w różne miejsca kraju i świata), posłuchać dobrej muzyki i mądrych ludzi itd. Żenujące wpisy i komentarze osób, które w życiu tam nie były, pominę milczeniem. Jeśli ktoś z półmilionowego tłumu potrafi wyłowić tylko to, że 50 osób pluska się w błocie (swoją drogą – co w tym złego? ludzie są na wakacjach, nie w teatrze…), to nie warto z taką osobą w ogóle dyskutować. Zalani w trupa? Może 1% ogółu. A pewnie nawet nie.
    Jestem ateistą, z kościołem nie jest mi po drodze, ale uważam, że mądrzy ludzie dogadają się bez względu na swoje zapatrywania religijne czy polityczne. Jedną z oznak mądrości jest otwartość i akceptacja tego, co inne. Pani (proszę wybaczyć, skoro jestem ateistą, to tytuły typu „siostra”, „ksiądz” itd. brzmiałyby u mnie dość dziwnie) jest otwarta i nie zamyka się na świat, nie twierdzi Pani, że wszystko jest czarno-białe, a jedyną słuszną drogą do szczęścia (jakkolwiek by je definiować) jest droga wybrana przez Panią. Dlatego uważam Panią za mądrą osobę, mimo że nie mieliśmy okazji się poznać. Dziękuję za mądry tekst.

  23. Chuda pisze:

    A ja żałuje że Siostry nie spotkałam, co roku zachodzimy do Waszej wioski albo gdzieś po drodze zagadamy z duchownymi chodź tak jak tamten chłopak w pociągu, raczej wierzymy w karme. Co roku spotykaliśmy świetnych duchownych, podchodzili do nas bez jakiegokolwiek krytycyzmu i takiego…. namawiania na wiare na siłe. W tym roku niestety… trafiłam na jedną z sióstr zakonnych która wręcz odepchnęła mnie od kościoła…to co robiła było wręcz narzucaniem wiary aż nie chciało mi się z nią rozmawiać…. tylko nie zrozumcie mnie źle, nie chcę żeby tu się rozwinęła gadka że tacy są wszyscy duchowni – NIE! duchowni to ludzie a ludzie są różni na Woodzie byłam piąty raz i to była taka pierwsza sytuacja a widziałam naprawdę wiele. np. w tamtym roku księża którzy nazywali siebie Timonem i Pumbą (genialni byli) a na koncercie Arki Noego ksiądz latający na fali. itd. itp. cieszy mnie to co tu przeczytałam, chodź raz ktoś publicznie powiedział że nie jesteśmy sektą czy szatanami 🙂

  24. Apollyon pisze:

    Co prawda dopiero teraz miałem okazje dopiero teraz przeczytać co siostra napisała, ale nareszcie może zmieni się podejście kościoła do samego Przystanku Woodstock. Bo powiem tak pracuje w handlu a konkretnie w sklepie ze sprzętem AGD i RTV. Mam na rękach bardzo charakterystyczne opaski WOŚP oraz Woodstock i parę razy zdarzyło mi się że do sklepu przychodzili zarówno siostry zakonne jak i księża początki rozmów było dobre dopuki nie dostrzegli owych opasek momentalnie zmiana tematu i z taką pogardą od razu było można wyczuć dalszą część rozmowy i szybko się kończyła lub podchodzili do moich kolegów by kontynuować rozmowę na temat sprzętu. Ale czego ja oczekuje jeżeli tylko jedna osoba oczywiście w osobie Siostry pisze pozytywnie. Chociaż może od jednej siostry niech się zacznie 🙂
    Pozdrawiam i być może do zobaczenia za rok na przystanku 🙂

Pozostaw odpowiedź Agata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *