Habit zamiast szminki #2 – wiara, niewiara i szczęście

Siostra Bogna Młynarz ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa też prowadzi bloga. Oprócz tego jeździ po Polsce i prowadzi różnego rodzaju rekolekcje. Wybrałam dla Was dwa pytania, a szczególnie pod drugim mocno się podpisuję. Życie zakonne to nasze szczęście 🙂

Zakładając, że mamy świat oparty na wierze oraz świat bezbożny, ktoś może pomyśleć, że w takim razie podział na dobrych i złych przebiega między wierzącymi i niewierzącymi.

Określeń „wierzący”, „niewierzący” zazwyczaj używamy, mając na myśli deklarowaną religijność. Tu chodzi o coś więcej. Mówiąc o podziale na świat wiary i bezbożności, sięgamy do głębokiego fundamentu ludzkiego serca. Do autentycznej relacji, do transcendencji. To coś więcej niż tylko metryka chrzcielna czy nawet deklaracja. Chodzi o postawę serca, które albo wychyla się ku czemuś, co jest poza czy raczej ponad nami, albo pozostaje w ciasnym kręgu własnego „ja”. W tym znaczeniu wszyscy jesteśmy nie do końca jednoznaczni. Nie można etykietować ludzi, stawiając ich po jednej lub drugiej stronie barykady. Prawda jest taka, że nawet ten, kto deklaruje, że kieruje się w życiu wartościami: dobrem, miłością, prawdą, czasem oszukuje samego siebie i jego wybory są nie zawsze uświadomioną mieszaniną dobra i egoizmu. Może też być odwrotnie. Nawet jeśli ktoś żyje daleko od świata wartości, to nosi w sobie głębokie pragnienie dobra. I ono może się objawić w najmniej oczekiwanym momencie. Fantastycznie te „podwójne myśli” w człowieku opisał Dostojewski.

Dlaczego, według Siostry, akcentowany jest opresyjny charakter życia zakonnego? Dlaczego wielu osobom klasztor kojarzy się z podporządkowaniem, ślepym posłuszeństwem i surowymi regułami?

Różnicę w percepcji życia zakonnego świetnie obrazuje przypowieść Jezusa o ukrytym skarbie. Spróbujmy stanąć w pozycji obserwatora tej sceny. Pewien człowiek sprzedaje wszystko, co ma, i nie targując się, kupuje kawałek ziemi, która sama w sobie nie ma większej wartości. Co myślisz o tym człowieku? Wariat. Naiwniak, który marnuje swój majątek i swoje życie. Właśnie, tak patrzy na nas świat. Ale perspektywa zmienia się diametralnie, gdy do świadomości dotrze fakt, że w tej ziemi jest ukryty skarb. Wtedy strata zmienia się w ogromny zysk. Jednak świat nic nie wie o naszym skarbie. Jest on ukryty przed ich oczami. Dlatego widzą jedynie cenę, którą płacimy, wyrzeczenie, utratę czegoś. Ale ten sam świat z uznaniem patrzy, gdy ktoś kupuje za niewyobrażalne pieniądze kawałek grzyba zwanego truflą, czyli wie, że rzeczy wartościowe to… drogie rzeczy. Paradoks, prawda? Kiedy mój bratanek był jeszcze malutki, a ja dopiero stawiałam pierwsze kroki w życiu zakonnym, bratowa zagadnęła mnie kiedyś przekornie: „Ja bym tak nie mogła żyć. Od wczesnego rana modlitwa, obowiązki itd.”. „A ty wstajesz kilka razy w nocy do dziecka, karmisz je, przewijasz…” – odpowiedziałam. „Ale to jest moje szczęście” – powiedziała nieco zdziwiona. No właśnie. Jeżeli człowiek upatruje w czymś swojego skarbu, to nie koncentruje się na kosztach, które ponosi przy jego zdobywaniu. Życie, które ma swój cel, ma też swoją cenę. To jest nieuniknione i trzeba naprawdę być bardzo naiwnym, by myśleć inaczej. Chyba że dla kogoś celem samym w sobie jest komfort psychiczny, brak stresu czy trudu. Ale czy to można nazwać życiem czy jedynie wegetacją?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Habit zamiast szminki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *