Nie ma Go tu!

Uwielbiam Liturgię Wigilii Paschalnej. Może dlatego, że bardzo późno odkryłam jej istnienie i jest dalej dla mnie wydarzeniem wręcz mistycznym. Wczoraj wiele ostatnich dni stanęło mi przed oczami, kiedy sobie przypomniałam, że Bóg stworzył wszystko jako dobre, obiecał, że będzie nam błogosławił i zatopił naszych wrogów w otchłaniach morskich. Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale Jego miłość będzie ze mną zawsze. Pytanie tylko co zrobiłam z tą łaską… czy przypadkiem nie „wydawałam pieniędzy na to co nie jest chlebem i mojej pracy na to co nie syci”? A przecież nie od dziś wiem co dobre i mogę powtórzyć za Baruchem: „Szczęśliwi jesteśmy, o Izraelu, że znane nam to, co się Bogu podoba”. Wiedzieć to jednak nie wszystko, ciągle potrzebujemy, żeby Bóg dawał nam nowe serce i ducha nowego tchnął w nasze wnętrze. Musimy ciągle na nowo umierać z Chrystusem, żeby razem z Nim zmartwychwstawać. Nowe! To co znane czasem tylko nas usypia.

Z niespodziewaną mocą zabrzmiały dla mnie wczorajsze słowa Ewangelii: „nie ma Go tu!”. Jak to nie ma? A zawsze tu był, tu Go ostatnio widziałam. Nagle zorientowałam się, że przez ostatnie tygodnie w stresie i zmęczeniu znowu zagubiłam to co najważniejsze. Jego tu nie było, albo było o wiele za mało. W mojej głowie szybko jednak przebiegła kolejna myśl. Skoro nie ma Go TU, to gdzie jest? „Udaje się przed nami do Galilei”!

Przypomniał mi się paragraf z jednego z moich ulubionych dokumentów zgromadzeniowych: „Zmartwychwstały czeka na nas w naszych Galileach, w błogosławieństwach i wyzwaniach, jakie niesie rzeczywistość, aby czynić nas bardziej ludzkimi i bardziej zdolnymi do dawania i przyjmowania miłości”. Jeśli doświadczam, że nie ma Jezusa, to może znaczy, że szukam Go zbyt daleko? To takie proste, On jest tuż, w naszych Galileach. Niby tych samych co zawsze, a jednak zupełnie innych, bo zmartwychwstanie zmieniło wszystko. Wszystko stało się NOWE.

Wiecie co jest najwspanialszego w Jezusie ukazującym się po zmartwychwstaniu? Że On znajduje uczniów tam gdzie są, w ich pogubieniu i braku nadziei, i przemienia ich rzeczywistość. Marię, co ledwo widzi przez łzy; Piotra, który stwierdził, że chrzani wszystko i idzie na ryby; chłopaków co to tak się zabarykadowali, że Jezusowi łatwiej było przejść przez ścianę; Tomasza, co to go nie było i trzeba mu wszystko osobno tłumaczyć… Chcesz spotkać Jezusa? Wracaj dziś do swojej własnej Galilei, a On po prostu przyjdzie…

Chcesz odświeżyć kilka spotkań z Jezusem? Tu o. Piotr opowiada, o swoich ulubionych scenach.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Spojrzenie na Boga. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nie ma Go tu!

  1. Lidka pisze:

    Tak, On czeka. A my? Szukamy szczęścia daleko a nie widzimy go w „zwykłym” życiu. Ociągamy się z wyjściem ze swoich grobów, zamiast pobiec za nadzieją. Nadzieją zmartwychwstania z Jezusem. Bo Jezus spełnił wszystko to co obiecał, więc spełni i to, że razem z nim zmartwychwstaniemy. Nasz Bóg jest wierny i godzien wszelkiej chwały.
    Alleluja, Jezus zmartwychwstał siostro Ewo !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *